Reklama

Reklama

Wyśmiać PRL!

Przeciętny obywatel PRL-u żył w przeświadczeniu, że śmiech jest niezdrowy, bo można mieć przez niego kłopoty. Jednak śmiano się i to głównie z systemu. Twórcy kabaretowi bezustannie puszczali do widowni oko. A ta odmrugiwała, wybuchając porozumiewawczym śmiechem często głośniejszym, niż zasługiwał na to dowcip.

"Spotkajmy się na Nowym Świecie" - śpiewali na zakończenie każdego przedstawienia wykonawcy Dudka. Stworzony przez Edwarda Dziewońskiego kabaret Dudek bawił warszawiaków od 1965 roku. W kawiarni przy Nowym Świecie odbyło się ponad tysiąc przedstawień, a piosenki i skecze wykonywali między innymi: Irena Kwiatkowska, Anna Seniuk, Wiesław Michnikowski, Janusz Gajos i Wiesław Gołas. Do historii przeszły dialogi "Sęk", "Inkasent" i "Grzyby". Ten ostatni wyraźnie o politycznej treści. Jego bohater, Bronisław Pawlik, grzybiarz, zabłądził w 1939 roku i nie wiedział, że skończyła się wojna, a do Polski zawitał socjalizm. Po rozmowie z leśniczym, Janem Kobuszewskim, zdecydował wrócić do lasu. W skeczu, który doczekał się wydania na płycie winylowej powiedziano niemal wprost, że przed wojną w Polsce było lepiej.

Reklama

W Kabarecie Olgi Lipińskiej wprawdzie otwarcie nie krytykowano systemu, ale - podobnie jak w PRL - wszystko się waliło. Nie można było nawet zaciągnąć kurtyny, a woźny Turecki - Janusz Gajos - sam między zębami rozgniatał ziarna kawy, bo wciąż psuł się młynek. W 1977 roku kabaret Lipińskiej zdjęto z anteny na kilkanaście miesięcy za dowcip o pierogach opowiedziany przez Jana Kobuszewskiego. - Kto prosił leniwe? Nikt, same przyszli - odpowiedział aktor. Ambasada ZSRR dopatrzyła się w dowcipie aluzji do obecności wojsk radzieckich w Polsce. Kobuszewski użył co prawda słowa "leniwe", ale wyraźnie sugerował, że chodziło o ruskie pierogi.

- Jaka jest różnica między demokracją i demokracją socjalistyczną? Taka jak między krzesłem i krzesłem elektrycznym - mawiał Jan Pietrzak - twórca kabaretu Pod Egidą. Była to prawdopodobnie pierwsza instytucja w PRL-u, w której otwarcie, bez ogródek, wyśmiewano ówczesny system i polityków stojących u steru państwa. - Wystawiam się na pośmiewisko i za to mi płacą. Wielu ludzi wystawia się na pośmiewisko, ale płacą im za coś zupełnie innego - podkreślał twórca kabaretu, który przed rokiem obchodził swoje 50-lecie istnienia.

Występy Pod Egidą były czymś więcej niż śmiech i inteligentny dowcip. Mimo, że Jan Pietrzak był pod specjalnym nadzorem peerelowskiej cenzury, po wydarzeniach czerwcowych w Ursusie i Radomiu, w 1976 roku, w kabarecie zaczęto śpiewać "Żeby Polska była Polską" - pieśń do której słowa napisał założyciel kabaretu, a muzykę skomponował Włodzimierz Korcz. To za nią twórca kabaretu Pod Egidą otrzymał pierwszą nagrodę na opolskim festiwalu w 1981 roku - kilka miesięcy przed ogłoszeniem w Polsce stanu wojennego. Każdy występ Pod Egidą rozpoczynał monolog Pietrzaka. To wtedy padły stwierdzenia, które przeszły do historii: "Wprowadźcie socjalizm na Saharę - po tygodniu piachu zabraknie", "Prezydent Roosevelt i Churchill sprzedali nas dziobatemu Gruzinowi to niech nas teraz utrzymują", "Wystarczyło towarzyszy sekretarzy komitetów partyjnych przerobić na bankierów i jest kapitalizm". 

Autor książki "Jak obaliłem komunę" zapraszał na scenę najbardziej znanych artystów. W Pod Egidą występowali: Krystyna Janda, Ewa Dałkowska, Janusz Gajos, Piotr Fronczewski i Wojciech Pszoniak. Tam swoje piosenki śpiewał Jacek Kaczmarski. A oprócz Pietrzaka teksty pisali: Jonasz Kofta, Daniel Passent, Krzysztof Jaroszyński, a nawet Jerzy Urban, zanim został rzecznikiem rządu Wojciecha Jaruzelskiego.

Do poznańskiego kabaretu Tey trudno było nie trafić. Wszyscy wiedzieli, że mieścił się przy ulicy Woźnej, bo Zenon Laskowik często zastanawiał się "kim była ta woźna, a właściwie z kim była, że dano jej ulicę". Założycielami kabaretu byli w 1971 roku Laskowik, Krzysztof Jaślar i Aleksander Gołębiowski. A słynnym członkiem zespołu został ściągnięty z Krakowa, z kabaretu Pod Budą, Bohdan Smoleń. W 1973 roku na festiwalu w Opolu Tey pokonał Pod Egidą i zdobył Złotą Szpilkę - nagrodę przyznawaną kabaretom przez tygodnik "Szpilki". Wtedy cała Polska poznała panią Pelagię, w którą wcielał się Smoleń. To rozmowa z nią kończyła "Z tyłu sklepu" - przygotowane kilka lat później przedstawienie, uznane za najlepszy spektakl kabaretowy w dziejach Polski. - Czy może nam pani powiedzieć na terenie jakiego zakładu się znajdujemy? - pytał wcielony w rolę reportera Laskowik. - Tego nie mogę powiedzieć, bo to jest tajemnica państwowa. Mogę tylko powiedzieć, że mam pięć złotych od bombki - odpowiadała Pelagia - Smoleń.

Był rok 1980, za ponad miesiąc miały wybuchnąć pierwsze strajki, a kabareciarze otwarcie krytykowali ówczesny ustrój. Ze względu na antyrządowy wydźwięk przedstawienia, "Z tyłu sklepu" nie było transmitowane przez telewizję. Widzowie mogli go obejrzeć niemal w całości dopiero na Barbórkę, kiedy górnicy poprosili o to rząd. Po latach Krzysztof Jaślar wspominał, że z tekstu jednego ze skeczy cenzura wykreśliła słowo "cenzura" argumentując, że nie ma jej w Polsce. Jej uwadze umknął zaś fakt, że pierwsze przedstawienie kabaretu odbyło się 17 września - w rocznicę napaści Stalina na Polskę. Do historii Teya przeszedł "Maluch" - skecz obu kabareciarzy,  "Mamuśka" Laskowika i słynny monolog Smolenia "Ostry dyżur". - Nie oglądaj telewizji, bo będziesz miała w głowie glizdy - zachęcał siedzący na łóżku szpitalnym Smoleń.

Ówczesna władza traktowała kabarety jak wentyl bezpieczeństwa. Na widowniach obok widzów, zasiadali cenzorzy. Cenzura miała z kabaretami poważny problem. Okazywała się bezbronna wobec porozumiewawczych chrząknięć, aluzyjnego zawieszania głosu, uśmiechów i z pozoru niewinnych aluzji, których nie dało się wykreślić z tekstu.

ew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy