Reklama

Reklama

Piosenki powstańcze w rytmie rocka i punku

1 sierpnia 2018 roku, na Placu Piłsudskiego w Warszawie ścisk i tłok. Mieszkańcy miasta, przyjezdni... Tysiące osób zebrały się w upalne sierpniowe popołudnie, żeby wspólnie śpiewać powstańcze, (nie)zakazane piosenki. A 15 sierpnia mieszkańcy stolicy będą mieli okazję wspólnie z Narodowym Bankiem Polskim upamiętnić 100-lecie odzyskania niepodległości, oglądając widowisko "Wolność we krwi". Ponownie na Placu Piłsudskiego.

(Nie)zakazane piosenki ściągnęły tłumy po raz 12. Z roku na rok chętnych do śpiewania przybywa. Wciąż też powiększa się pula utworów poświęconych owym 63 dniom nierównej walki. Muzyczny hołd Powstaniu Warszawskiemu składany był w rytmie rocka, jazzu, reggae, death metalu i punk. Albumy o niepodległościowym zrywie porywały tłumy na festiwalu w Jarocinie, były nominowane do prestiżowych nagród i otrzymały złotą płytę. A muzycy byli odznaczani medalami.

Reklama

''W imieniu Rządu Jedności Narodowej witam państwa

We wrześniu 1939 roku wojna była dla Polski...

Aaaaaaaaaaaaaa!

Aaaaaaaaaaaaaa!

Huraaaaaaaaaaa!''

Archiwalne nagranie słów premiera Stanisława Mikołajczyka zlewa się z okrzykami muzyków. Tak rozpoczyna się pierwszy utwór na płycie "Powstanie Warszawskie" nagranej w 2005 roku przez płocki zespół Lao Che. W ciągu pięciu lat album kupiło ponad 35 tysięcy osób. Nagrane utwory zyskały taką popularność i uznanie, że siedem lat później, podczas obchodów 68. rocznicy wybuchu powstania muzycy Lao Che zostali odznaczeni Srebrnymi Krzyżami Zasługi "na rzecz popularyzacji i upamiętniania Powstania Warszawskiego. 

Pomysł o nagraniu albumu podsunął członek zespołu Mariusz Denst (Denat). "Siadaliśmy w sali prób i gadaliśmy. Denat opowiadał o powstaniu, a my staraliśmy się opisać, jak powinna brzmieć muzyka, która to odda. On chciał, by była to kronika walk, ale pisząc teksty, dodałem do tego emocje pojedynczego żołnierza" - wspominał w wywiadzie po wydaniu płyty Hubert Dobaczewski “Spięty", solista i autor tekstów Lao Che.

Opowiadającej o Powstaniu Warszawskim ostrej, punkrockowej płyty z elementami reggae i deathmetal, słuchają trzy pokolenia. Od młodzieży po powstańców, którzy - mimo obaw muzyków - też pochwalili album. Nie przeszkadza im, że okupacyjne melodie i fragmenty wierszy K.K. Baczyńskiego przeplatane są ze współczesnymi tekstami, cytatami z punk rockowych piosenek i słowami "Szeregowca Ryana" z filmu Stevena Spielberga. A muzycy często używają szorstkiego, czasem wulgarnego języka.

Dziesięć zawartych w albumie utworów jest kroniką pola walki. Ułożone chronologicznie opowiadają historię powstańca, który podobnie jak batalion "Zośka", walczy na Woli, Starówce, Śródmieściu a potem na Czerniakowie. Zgodnie z założeniem muzyków, utwory odarto z patosu i wzbogacono w emocje wykonawców, a podczas koncertów - wszystkich przybyłych. Kiedy w 2013 roku, po kilku latach przerwy, Lao Che zagrało płytę w Parku Wolności Muzeum Powstania Warszawskiego, zespołowi wtórowało tysiące zebranych. "Czasem wyobrażam sobie, że dziś w Warszawie wybucha wojna i ze wszystkich szklanych biurowców wychodzą ludzie w garniturach z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu." - mówił w jednym z wywiadów Spięty.

W rytmie rocka uczcił 71. rocznicę powstania Voo Voo. Album "Placówka '44" jest spotkaniem pokoleń i epok. Muzykę do 12 utworów skomponowali członkowie zespołu: Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski, Karim Martusewicz i Michał Bryndal. Zaś słowa czekały na upublicznienie od 1944 roku. Powstały w sierpniu podczas zaciętych walk. Są nimi wiersze nadesłane na konkurs Placówka '44, jedyne tego typu wydarzenie podczas powstania. Piętnaście dni po wybuchu konkurs ogłosił komendant 3. Rejonu (Grochów) VI Obwodu AK Praga major Tadeusz Schollenberg "Rakowski". W jury zasiadł jego zastępca rotmistrz Zygmunt Bargiel "Zygmunt", a nagrodami dla autorów wierszy były m.in. granaty. Zwycięzca konkursu, "Ultor 693" - strzelec Jerzy Kosiński z 693 plutonu - dostał pistolet Steyr.

Jego "1 sierpnia" - wiersz o płonącej Warszawie - jest jednym z trzech utworów, które śpiewa na płycie Wojciech Waglewski. Pozostałe - zaproszeni do współpracy młodzi wokaliści: Tomek Makowiecki, Justyna Święs, Barbara Derlak, Organek i Barbara Wrońska. Album "Placówka 44" doceniono za teksty i ich aranżację. Tłem do powstańczych wierszy są: fortepian, klarnet, saksofon i kontrabas. A oprócz rytmów rocka, na płycie wybrzmiewają: folk, rockabilly a nawet takty spokojnej ballady. Współczesna, powstańcza płyta zdobyła popularność nie tylko wśród publiczności ale też branży fonograficznej. W 2016 roku była nominowana do Fryderyka w kategorii Album Roku - Rock.

"Nie musisz słyszeć, by walczyć z wrogiem,

Nie musisz słyszeć, by walczyć o swój dom,

Nie musisz słyszeć, by za innych skoczyć w ogień,

Gdy serce bije głośniej od bomb" - tak przed jedenastoma laty zaśpiewał wrocławski raper Pjus, Karol Nowakowski. Utwór "Głośniej od bomb" został włączony do wydanego w 2007 roku albumu "Life After Deaf". Artystę zainspirowała historia plutonu głuchoniemych, który walczył w Powstaniu Warszawskim. Podziemną grupę stworzył w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych nauczyciel WF-u Wiesław Jabłoński "Łuszczyc". W jej skład wchodziło 30 mężczyzn i trzy kobiety. Porozumiewający się językiem migowym powstańcy prowadzili warty, przewozili prasę konspiracyjną i uczestniczyli w walkach. Pomogli między innymi w zdobyciu usytuowanego w pobliżu Placu Trzech Krzyży budynku YMCA (Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej).

Pjus zaśpiewał o plutonie głuchoniemych nie przez przypadek. W 2004 roku u rapera zdiagnozowano nerwiakowłókniakowatość typu 2 - chorobę, która zaatakowała nerw centralny i muzyk całkowicie stracił słuch. Odzyskał go niemal w całości dzięki wszczepionym do mózgu dwóm implantom i teraz jest pierwszym na świecie człowiekiem z cyfrowym słuchem. "Historia plutonu została opisana przez kogoś kompetentnego - jedynego aktywnego rapera, który wie, czym jest absolutna cisza'' - napisano po opublikowaniu albumu.

Wideoklip do piosenki, w której wybrzmiewają tylko pojedyncze tony, został nagrany na Powązkach, między rzędami powstańczych mogił. "Gdy stoimy tak dzisiaj przy brzozowych krzyżach, a Godzina "W" choć odległa się zbliża, To nasze serca znów ogarnia duma, że dzięki wam ten kraj nie umarł" - recytował na teledysku Pjus. "Artysta dał tysiącom ludzi nie tylko historię godną nagradzanego reportażu, ale też nadzieję. Pokazał, że nigdy nie można się poddawać" - napisano w recenzji do piosenki.

Za kilka dni (15 sierpnia wieczorem) na Placu Piłsudskiego znów rozbrzmi muzyka. Aktorzy i piosenkarze zaprezentują widowisko "Wolność we krwi". [BB1] Tym razem nie tylko powstańczy zryw ale też Stulecie Niepodległości uhonorują współczesne piosenki zaśpiewane w nowym kontekście. A do tego historia długiej drogi do niepodległości i wolności, ukazana w kontekście wybranych wydarzeń historycznych (II wojna światowa, PRL, Solidarność) i ekonomicznych (reforma Grabskiego, wywóz złota z Polski do Wielkiej Brytanii) z lat 1918-2018. Pragnienie wolności, walka, marzenia o niepodległej Polsce, praca, zmysł przedsiębiorczy Polaków to tylko niektóre elementy scenariusza. W tle miłość, rodzina, tragedie nieodłącznie związane z pragnieniem normalnego życia w wolnej Polsce. Radosław Pazura, Katarzyna Dereń, Dominika Ostałowska, Mateusz Banasiuk, Wiktoria Gąsiewska, Jerzy Grzechnik,  Marek Kaliszuk, Bogdan Kalus, Marek Molak, Mateusz Jakubiec i wielu innych - opowiedzą zebranym historię, której Plac Piłsudskiego jeszcze nie widział.

A za rok - bądźmy pewni - znów na Placu Piłsudskiego będzie ciasno i gwarno. Do późna w nocy rozbrzmiewać będą takty piosenek śpiewanych niegdyś na barykadach miasta. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje