Reklama

Reklama

Henryk Tomaszewski - ojciec polskiej szkoły plakatu

Wniósł do polskiego plakatu wigor, swobodę w kształtowaniu obrazu, ironię, syntezę i fantazję. Każda z jego prac jest dialogiem między artystą, treścią wydarzenia i widzem. Henryk Tomaszewski - twórca i prekursor słynnej na całym świecie polskiej szkoły plakatu.

Niespełna trzy lata po zakończeniu II wojny światowej w Wiedniu odbyła się Międzynarodowa Wystawa Plakatu Filmowego (Internationale Plakat Ausstellung mit Karikaturenschad). Na niej pięć pierwszych, równorzędnych nagród otrzymał polski artysta - Henryk Tomaszewski. Złotymi nagrodami uhonorowano plakaty do filmów: Baryłeczka, Ludzie bez skrzydeł, Obywatel Kane, Niepotrzebni mogą odejść i Symfonia pastoralna. Od 1948 roku i wystawy w Wiedniu zaczęto mówić o polskiej szkole plakatu, a zagraniczna krytyka śledziła i komentowała prace polskich plakacistów.

Reklama

Dla Henryka Tomaszewskiego złote medale w Wiedniu nie były pierwszymi, wyróżnieniami. W 1939 r. zdobył pierwszą nagrodę w konkursie na projekt pawilonu przemysłu polskiego na Światowej Wystawie w Nowym Jorku i pierwszą nagrodę w konkursie na płaskorzeźbę do fryzu fasady Dworca Głównego w Warszawie. Budowę obiektu przerwał wybuch wojny. Plakatem i projektowaniem graficznym artysta zajął się trzy lata wcześniej, by móc sfinansować sobie studia na warszawskiej ASP. Pierwsze kroki - jeszcze jako student - stawiał w 1936 roku w redakcji “Szpilek". Sam wielokrotnie przyznawał, że zainteresował się grafiką użytkową, bo - jak mówił - miała ona związek z codziennym życiem. A to wymagało od artysty większego zaangażowania a także obserwacji ludzi i świata.

Po wojnie grafik zamieszkał w Łodzi i tam przedsiębiorstwo Film Polski zaproponowało mu projektowanie plakatów do powojennych ekranizacji. Henryk Tomaszewski przyjął ofertę i wkrótce potem zaczęły powstawać prace -  "Obywatel Kane" (1948),  "Rewizor" (1953), "Moore" (1959) - które teraz wiszą w największych muzeach świata, między innymi w nowojorskiej MoMA, Museum of Modern Art w Toyamie i Muzeum Plakatu w Wilanowie a także w wielu galeriach i prywatnych kolekcjach. - Zapoczątkował zupełnie odmienne podejście do projektowania - nowoczesne i rewolucyjne - pisano o polskim artyście.

Jak można przeczytać w pierwszych zagranicznych recenzjach jego plakatów, Polak zaskoczył pomysłem i techniką. Do realizacji prac używał - jak to wtedy określono - kolorowych plam, kresek i często niby odręcznie i nieporadnie napisanych słów. Zgodnie z kanonami panującymi w połowie XX wieku, europejskie i amerykańskie plakaty filmowe były najczęściej zdjęciami odtwórców głównych ról. Pomysły Henryka Tomaszewskiego w niczym ich nie przypominały. Artysta dostrzegał w filmach inne treści i starannie dobierał do nich środki plastyczne. Dzięki nim plakaty prowokowały i stawały się łącznikami między fabułą filmu a wyobraźnią widza.  

Henryk Tomaszewski upodobał sobie kontrast, aluzje i sarkazm. Posługiwał się skrótem myślowym. A z jego prac często emanowało napięcie. Tak jest w przypadku jednego z plakatów nagrodzonych w Wiedniu - pracy do filmu Symfonia pastoralna (1947).  Skupioną, bez uśmiechu twarz kobiety - odtwórczyni głównej roli - przysłania dłoń. Dramatyzmu dodają powiewające, bujne włosy a cała kompozycja ma białe tło, bo ważną rolę w filmie odegrał śnieg. Tytuł filmu i nazwisko reżysera biegną od kciuka wzdłuż dłoni. A na końcu ręki zamieszczono informację o producencie. - Artysta znalazł odpowiednią formę graficzną, niczym poeta zilustrował problematykę filmu - napisano po przyznaniu nagrody. A widz, nie znając treści filmu, patrząc na plakat domyśla się, że czeka go opowieść pełna emocji.

Był cenionym pedagogiem. - Metody pedagogicznej na podobieństwo podręcznika nie posiadam - mawiał Henryk Tomaszewski. Swoim podopiecznym stawiał z pozoru proste zadania, mieli zilustrować któryś z aforyzmów Jerzego Leca, znane przysłowie albo określenie typu "szarość dnia" czy "biuro tłumaczeń". "Podaję temat, z którego student drogą analizy powinien odrzucić co zbędne, aby dojść do skrótu - znaku. (...) Przyzwyczajam ich do rezygnacji z orzeczeń, przymiotników i wszelkich pięknych, a najczęściej zbędnych ozdobników. W każdym zadaniu jest jakaś zagadka, którą muszą rozwiązać." Były to ćwiczenia na rozbudzanie intelektu, przełamywanie stereotypów i poszukiwanie indywidualnego języka projektanta. - Pomyśl, co chcesz powiedzieć, ale miej swoje zdanie i mów swoim językiem - powtarzał studentom Tomaszewski. Przez ponad 30 lat do jego pracowni na warszawskiej ASP ciągnęli adepci grafiki z całej Europy. Uczniami polskiego artysty byli między innymi Jan i Piotr Młodożeniec i Filip Pągowski - syn Tomaszewskiego.

Poza plakatami projektował także ilustracje i okładki do książek. Współpracował z wydawnictwami PIW "Kolekcja Polskiej Literatury Współczesnej" i Czytelnik. Przez dwa lata był też głównym scenografem warszawskiego Teatru Syrena. W latach 50-tych współpracował przy projektowaniu pawilonów wystawowych w Londynie i Paryżu. Był przenikliwym artystą, zgrabnie komentującym otaczającą go, niełatwą ówczesną mu rzeczywistość. Rozweselał szarą codzienność PRL-u. Komentarze graficzne i rysunki satyryczne Henryk Tomaszewski zamieszczał w Przeglądzie Kulturalnym i  Literaturze. Opracował graficznie wiele książek oraz wystaw. Na początku lat 60-tych wydał własny zbiór rysunków p.t. "Książka zażaleń".

Siłą plakatów Henryka Tomaszewskiego jest proste, inteligentne przełożenie treści i przesłania na język obrazu. Artysta podkreślał, że przez całe życie starał się odnaleźć znaki, które byłyby zrozumiałe dla wszystkich. - Chciałbym wziąć białą kartkę i wyczarować z niej spodziewane zjawisko formalne przy pomocy niemal niczego, tak aby kartka dalej została biała, nieskalanie czysta - mawiał Henryk Tomaszewski.

ew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy