Reklama

Reklama

Leszek Miller: Dla rządu nie liczą się zdrowie i życie Polaków

- Władza boi się podjąć mocne decyzje, zachęcające obywateli do szczepienia się, ponieważ antyszczepionkowcy to w dużej mierze elektorat PiS - ocenił były premier, europoseł Leszek Miller w dogrywce "Gościa Wydarzeń" na Interii. Jak dodał, obóz rządzący da się pokonać w wyborach parlamentarnych, jeśli opozycja stworzy wspólną listę. Przypomniał, że podobny zabieg wykonano w Węgrzech, gdzie na czele frontu przeciw Viktorowi Orbanowi stanął konserwatywny burmistrz miasta. - W Polsce widzę jednego lidera: Donalda Tuska - powiedział.

Zdaniem Leszka Millera, rząd jest "zakładnikiem" osób, które niechętnie szczepią się przeciw COVID-19 lub wcale nie zamierzają tego robić. - Władza boi się podjąć mocne decyzje, zachęcające obywateli do przyjęcia preparatów albo dające preferencje tym, którzy się zaszczepili, ponieważ antyszczepionkowcy to w dużej mierze elektorat PiS - ocenił były premier, a obecnie europoseł wybrany z listy Koalicji Europejskiej.

Jak przypomniał, wskaźnik szczepień w poszczególnych województwach "nakłada się na poparcie w ostatnich wyborach" dla partii rządzącej. - Jest jak jest, ponieważ dla rządu nie liczą się zdrowie i życie obywateli tylko słupki sondażowe - stwierdził Miller.

Reklama

Miller: W Polsce najciężej chorzy na covid to w 90 proc. niezaszczepieni

Prowadzący Marcin Fijołek zapytał o poglądy głoszone przez środowiska sprzeciwiające się szczepieniom, m.in. "niedziałanie" tzw. paszportów covidowych czy duży odsetek zaszczepionych wśród osób z pozytywnym wynikiem testu na COVID-19. Były szef rządu odpowiedział, że infekcje SARS-CoV-2 występują wśród obywateli, którzy przyjęli dwie dawki preparatu, ale "przebieg choroby jest o wiele lżejszy". 

- Można się zakazić, ale nie trzeba umierać. W Polsce jest tak, że najciężej chorzy, leżący na szpitalnych oddziałach, umierający na COVID-19, to w ponad 90 proc. ludzie niezaszczepieni - powiedział w dogrywce "Gościa Wydarzeń".

Były premier postuluje wspólną listę opozycji

W programie Miller odniósł się także do półmetka drugiej kadencji rządów PiS. Zapytany, czy Zjednoczona Prawica ma szansę przedłużyć sprawowanie władzy w następnych wyborach do Sejmu i Senatu, odparł, iż "nie ma innego sposobu" na zwycięstwo opozycji niż wspólna lista.

- Podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. jednej listy nie było. Osobno startowały np. Wiosna oraz Razem. Gdy popatrzymy na PiS i jego listę, mamy zdyscyplinowane karne wojsko, naprzeciw którego nie może stanąć pospolite ruszenie, bo zostanie stłumione. Przeciwstawić się musi podobnie skoncentrowana armia - ocenił.

Na uwagę Marcina Fijołka, że między partiami opozycyjnymi są spore polityczne różnice, odpowiedział: - Trzeba je odłożyć. Najważniejszym celem opozycji jest odsunięcie PiS-u od władzy, a później będzie można różnić się i spierać.

W jego ocenie "elektorat PiS jest nieprzemakalny" i "jest gotów przełknąć wszystko". - Opozycja powinna pozyskiwać ludzi "pośrodku", "rozglądających się". Ponadto wspólna lista powinna mieć minimum programowe, to da się zrobić - stwierdził.

"Widzę jednego lidera wspólnej listy: Donalda Tuska"

Były premier nawiązał do sytuacji w Węgrzech, gdzie w wyborach parlamentarnych w 2022 roku przeciwko frakcji premiera Viktora Orbana stanie szeroka koalicja ugrupowań opozycyjnych, na czele z konserwatywnym burmistrzem miasta Hódmezővásárhely Peterem Marki-Zayem.

- Oni się zjednoczyli i jest szansa, że Orban straci władzę. Skoro dzieje się to na Węgrzech, czemu nie w Polsce? - pytał, przyznając przy tym, że w realizacji takiego planu w naszym kraju przeszkodą mogą być ambicje poszczególnych polityków. 

Wskazał jednak kto - jego zdaniem - powinien przewodzić takiemu opozycyjnemu porozumieniu. - Widzę jednego: Donalda Tuska - przyznał Leszek Miller.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne