Reklama

Reklama

Epidemia Eboli

Fałszywy alarm w USA. To malaria, a nie ebola

Pacjent, który po powrocie z Afryki zgłosił się do szpitala w amerykańskim stanie Maryland, ma tylko malarię, a nie ebolę. Służby sanitarne odetchnęły z ulgą. Informacja o mężczyźnie, który może być nosicielem śmiertelnego wirusa, wywołała panikę wśród mieszkańców okolic stolicy USA.

Ludzie się boją, a lekarze sami anonimowo podkreślają, że nie wszystkie placówki są przygotowane na przyjęcie pacjenta z ebolą. Na szczęście, mężczyzna z Maryland, choć podróżował wcześniej do Afryki, nie ma śmiertelnego wirusa.

Reklama

Wczoraj do szpitala w Waszyngtonie trafił też inny pacjent, który ostatnio przebywał w Nigerii. Wciąż nie wiadomo, czy jest chory. Wyniki badań mają być znane w ciągu najbliższych godzin.

Pacjenci poczuli się źle już na terenie Stanów Zjednoczonych. Jeden z nich trafił do szpitala w Waszyngtonie, drugi do placówki niedaleko stolicy USA, ale już na terenie stanu Maryland.

Władze USA zapewniły obywateli, że kraj ten ma najlepszą na świecie infrastrukturę opieki zdrowotnej. Według nich Amerykanie mogą być spokojni, bo nie ma groźby wybuchu epidemii.

Paweł Żuchowski



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje