Reklama

Reklama

Eksplozje na maratonie w Bostonie

​Komorowski: Jesteśmy solidarni z narodem amerykańskim

"Wszyscy jesteśmy solidarni z Narodem Amerykańskim oraz z tymi, którzy niepokoją się, że zawody sportowe stają się celem ludzi o złych intencjach" - powiedział prezydent Bronisław Komorowski w nagraniu umieszczonym na stronie Kancelarii Prezydenta po zamachach w Bostonie.

Prezydent zaznaczył, że zamach bombowy w czasie maratonu w Bostonie to nie tylko uderzenie w tradycję amerykańską, ale to również uderzenie w samą ideę maratońską oraz w ideę sportu. Jak dodał, "to próba zepsucia tego, co stanowi jedną z piękniejszych kart każdego narodu - umiłowania sportu, znajdowania w nim źródła radości, źródła dobrych przeżyć".

"W związku z tym jestem przekonany, że wszyscy Polacy, także ci, a może szczególnie ci, którzy cenią sobie wszelkie zawody sportowe, wydarzenia sportowe, którzy potrafią czerpać radość życia ze sportowych uniesień, wszyscy jesteśmy solidarni z Narodem Amerykańskim, wszyscy jesteśmy solidarni z tymi, którzy troszczą się i myślą dzisiaj z niepokojem o tym, że sport i tak niepolityczne wydarzenia mogą być obiektem uderzenia ludzi o złych myślach, o złych intencjach" - podkreślił Komorowski.

Reklama

Wcześniej z związku z atakami bombowymi w Bostonie prezydent przesłał depeszę kondolencyjną do prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Baracka Obamy.

"Jestem głęboko poruszony wiadomością o eksplozjach podczas Maratonu Bostońskiego. Brutalny atak na uczestników pokojowego, sportowego wydarzenia budzi oburzenie i zasługuje na stanowcze potępienie" - podkreślił Komorowski w depeszy kondolencyjnej, opublikowanej we wtorek na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta.

"W obliczu tego barbarzyńskiego aktu agresji, proszę przyjąć wyrazy szczerej solidarności z mieszkańcami Bostonu i całym Narodem Amerykańskim" - napisał prezydent do Obamy. "Łączymy się w żalu z rodzinami i bliskimi ofiar, a poszkodowanym życzymy szybkiego powrotu do zdrowia" - dodał.

Do dwóch niemal równoczesnych wybuchów doszło w Bostonie w poniedziałek po południu tuż obok mety słynnego maratonu bostońskiego, kiedy jego uczestnicy kończyli bieg; trzy godziny po tym, jak metę przekroczyli zwycięzcy. Zginęły co najmniej 3 osoby - w tym 8-letnie dziecko, a ponad 140 zostało rannych.

Dowiedz się więcej na temat: Boston

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy