Reklama

Reklama

Eksplozje na maratonie w Bostonie

Władze przestrzegają przed pochopnymi oskarżeniami

Władze amerykańskie, a nawet niezależni eksperci unikają wszelkich spekulacji na temat tego, kto mógł być sprawcą poniedziałkowego ataku bombowego w czasie maratonu w Bostonie. Przypomina się pochopnie wysuwane oskarżenia w podobnych sytuacjach.

W czasie igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 r. wybuch bomby podłożonej w plecaku w Centennial Park zabił dwie osoby. Podejrzenia padły wtedy na ochroniarza Richarda Jewella, którego widziano w pobliżu miejsca ataku. W niektórych mediach przedstawiano go już jako zabójcę terrorystę.

Okazało się, że Jewell nie tylko był niewinny, ale nawet usiłował pomóc rannym ofiarom zamachu. Prawdziwym sprawcą był Eric Rudolph, prawicowy ekstremista i fanatyczny przeciwnik aborcji.

Reklama

Po ataku terrorystycznym na wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001 r. podejrzewano, że jednym z zamachowców samobójców jest Muhamed Salman Hamdani, którego zwłoki znaleziono w ruinach budynku.

W rzeczywistości - jak wkrótce wyszło na jaw - Hamdani, Amerykanin wyznania muzułmańskiego, był jednym z pierwszych ratowników na miejscu tragedii. Później obwołano go bohaterem i pośmiertnie odznaczono.

W wystąpieniu po ataku w Bostonie prezydent Barack Obama przestrzegł przed pochopnymi sądami na temat tego, kto mógł dopuścić się tej zbrodni.

We wtorek FBI poinformowała, że zamach bombowy w Bostonie jest przedmiotem "śledztwa kryminalnego, które może się przekształcić w dochodzenie w sprawie terroryzmu".

W wywiadzie dla radia NPR przedstawiciel Rady ds. Stosunków Amerykańsko-Muzułmańskich (Council on American-Islamic Relations) powiedział, że opinia publiczna w USA "niesłusznie" oskarża muzułmanów w związku z wszelkimi atakami terrorystycznymi.

Dowiedz się więcej na temat: USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy