Reklama

Reklama

Łukasz Kamiński: Nie zawsze autentyczny dokument zawiera prawdziwe informacje

Jak powiedział na antenie TVN24 szef Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński, nie wiadomo, czy treści zawarte w dokumentach, znalezionych w domu Kiszczaków, są prawdziwe. Z kolei Jarosław Wałęsa, syn byłego prezydenta, utrzymuje, że wspomniane materiały mają zerową wartość, bo - jego zdaniem - były podrabiane.

"Musimy pamiętać, że jeżeli mówimy o dokumentach źródłowych to mamy różne warstwy: dokument autentyczny nie zawsze zawiera prawdziwe informacje, trzeba je czasem weryfikować. Tak będzie należało zrobić z tymi aktami, kiedy zostaną one przekazane do naszego archiwum" - zaznaczył w rozmowie z Justyną Pochanke.

Reklama

Kamiński zapewnił jednocześnie, że IPN dąży do tego, by jak najszybciej zakończyć niezbędne czynności prokuratorskie i udostępnić dokumenty opinii publicznej.

Dziś rano dyrektor IPN poinformował, że rozpoczęto oględziny akt znalezionych w domu Kiszczaka.

"W paczce znajdowały się dwie teczki, w tym list z kwietnia 1996 roku, w których Kiszczak dokumentuje współpracę Lecha Wałęsy z SB. List nie został wysłany. Znalezione akta składają się z teczki personalnej i teczki pracy. W teczce personalnej znajduje się 90 dokumentów, w teczce pracy 279. W teczce personalnej znajduje się zobowiązanie do współpracy z SB podpisane - Lech Wałęsa "Bolek". W teczce pracy są doniesienia i notatki ze spotkań. Część doniesień pisana jest odręcznie i podpisana - "TW Bolek". Doniesienia obejmują lata 1970-1976. Dokumenty są autentyczne" - powiedział podczas konferencji prasowej.

W wieczornej rozmowie w studiu TVN24 wyjaśnił, że opinię o autentyczności wystawił archiwista, "człowiek z dużym doświadczeniem". "Nie ma w tym momencie podstaw do kwestionowania ich (dokumentów - red.) autentyczności - dodał.

Jednocześnie przyznał, że grafolog nie oglądał jeszcze dokumentów. Jak wyjaśniał, praca grafologa jest czasochłonna, więc IPN zdecydował się na przedstawienie faktów, które można ustalić w krótkim czasie.

"Nie wiemy czy wszystkie treści w nich zawarte są prawdziwe. Na tym polega weryfikacja każdego dokumentu historycznego" - podkreślił.

Jarosław Wałęsa broni ojca

"Dokumenty Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące Lecha Wałęsy mają zerową wartość, bo wszyscy wiedzą, że były podrabiane" - stwierdził z kolei europoseł Jarosław Wałęsa, syn byłego prezydenta, cytowany przez PAP.

"To jest udokumentowane, że gen. Kiszczak w latach 80. podrabiał dokumenty" - dodał.

"Pojawia się więc pytanie, jeśli teraz nagle mamy autentyczne dokumenty, które potwierdzają agenturalną przeszłość mojego ojca, to po diabła Kiszczak podrabiał wtedy dokumenty. Przecież to jest nielogiczne" - podkreślił.

Zwracał ponadto uwagę na "ekspresowe tempo", w jakim IPN potwierdził autentyczność przejętych materiałów. "W ciągu pięciu godzin archiwista IPN potwierdził autentyczność tego dokumentu. W tej sprawie nie wypowiedział się tymczasem żaden grafolog, a szef IPN wychodzi i potwierdza autentyczność dokumentów" - mówił PAP J.Wałęsa.

W jego ocenie niesumienne wykonywanie obowiązków przez szefa IPN bez zachowania "całego warsztatu historiologicznego" powinno być piętnowane. "Pośpiech szefa IPN-u sugeruje jego zaangażowanie polityczne. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć" - dodał.

Syn b. prezydenta stwierdził też, że "cały ten temat to marnowanie czasu". "Oczekiwałem tego, że po przejęciu władzy przez PiS znów nagle pojawią się jakieś kwity na mojego ojca. To samo było w latach 2005-07 i teraz też próbują to robić. Widać ewidentnie, że sprawa jest na zamówienie polityczne" - powiedział.

"Zniszczyć mojego ojca nie będą w stanie, ale będą próbowali" - dodał.

Zaznaczył jednocześnie, że "jedyna rzecz, która go niepokoi, to jak będzie na to reagował ojciec". "On ma już 73 lata, ma już swoje problemy zdrowotne. Obawiam się, że dodatkowy stres może negatywnie odbić się na jego zdrowiu" - stwierdził.

Co kryła szafa Kiszczaka?

Przypomnijmy, że sprawa rozpoczęła się, kiedy wdowa po szefie MSW w PRL gen. Czesławie Kiszczaku chciała sprzedać IPN dokumenty przechowywane przez jej męża. Jak podała w środę rzeczniczka Instytutu Agnieszka Sopińska-Jaremczak, żona Kiszczaka żądała kwoty 90 tys. zł. Przedstawiciele IPN nie składali żadnych propozycji finansowych - zapewniła rzeczniczka.

Jak dodała rzeczniczka, wdowa przedstawiła zapisaną obustronnie odręcznie kartkę <Informacja opracowania ze słów T.W. 'Bolek' z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r.> datowaną: Gdańsk, dn. 16.11.74, opatrzoną w lewym górnym rogu nagłówkiem <źrodł. T.W. 'Bolek', przyj. rez. 'Madziar', wpłyn. 16 XI 74 r., odeb. kpt. Z. Ratkiewicz>. Wdowa po gen. Kiszczaku miała powiedzieć, że ma więcej tego typudokumentów. Wśród przejętych materiałów są rękopisy, maszynopisy i fotografie. Zabezpieczona przez prokuratora IPN dokumentacja, w sumie 6 obszernych pakietów, została przewieziona do siedziby IPN.

Wypowiedź Marii Kiszczak:

Zobacz też:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje