Reklama

Reklama

Historyk IPN o dokumentach ws. TW "Bolka": W mojej ocenie są to materiały autentyczne

„W mojej ocenie są to materiały autentyczne, jest to typowa teczka personalna tajnego współpracownika” – tak materiały udostępnione dziś przez IPN ocenia w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Konradem Piaseckim Grzegorz Majchrzak historyk Instytutu Pamięci Narodowej. Dodaje, że z teczek wynika, że współpraca Lecha Wałęsy z SB przynosiła konkretne efekty, w postaci rozpracowywania przez służby osób, na które „Bolek” miał składać donosy. Majchrzak pytany o wysokość kwoty, jaką za współpracę z komunistycznym reżimem otrzymywał Wałęsa, przyznaje, że „nie jest to taka znowu wielka suma”.

Konrad Piasecki, RMF FM: Pytanie fundamentalne: czy prawdziwość tych materiałów jest bezdyskusyjna, czy też rodzą one jakiekolwiek podejrzenia, że mogły zostać sfałszowane?

Grzegorz Majchrzak: W mojej ocenie są to materiały autentyczne. Jest to typowa teczka personalna tajnego współpracownika, zawierająca te elementy, które takie teczki zawierają, czyli zobowiązanie do współpracy, jeśli takowe było, dokumenty dotyczące wynagradzania, o ile takowe miało miejsce, charakterystyki, notatki z rozmów operacyjnych przed werbunkiem, materiały, doniesienia innych tajnych współpracowników służące kontroli. Pod tym względem jest to typowa teczka personalna.

Reklama

I to jest teczka TW "Bolek", czyli Lecha Wałęsy?

- Tak, natomiast oczywiście, z tego co wiemy, dokumenty rękopiśmienne zostaną poddane ekspertyzie grafologicznej, ona jest uzasadniona moim zdaniem z kilku względów. Pierwszy, żeby przeciąć jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii, aczkolwiek zapewne i tak nawet ekspertyza nie zakończy dyskusji, jak znam życie. Natomiast również dlatego, że te materiały trafiły w sposób specyficzny, trafiły jednak z domu Czesława Kiszczaka do IPN-u. I po trzecie,że była przeprowadzona operacja robienia fałszywek na niekorzyść Lecha Wałęsy. Ona nie dotyczyła tego okresu, którego dotyczą materiały. Próbowano stworzyć wrażenie, że on współpracował w okresie działalności w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża i stając na czele "Solidarności", ale myślę, że tutaj ta ekspertyza powinna przeciąć jakiekolwiek spekulacje.

Jakie świadectwo Lechowi Wałęsie wystawia pana zdaniem ta teczka? Na ile ta jego współpraca rzeczywiście była szkodliwa, na ile ktoś ucierpiał, bo Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa? Na ile Lech Wałęsa potrafił się z tej współpracy wyzwolić?

- Ja nie chcę oceniać, za wcześnie. Jestem w trakcie lektury teczki personalnej. Niewątpliwie oceniać będą mogły osoby, o których Lech Wałęsa informował, które z tego powodu miały ewentualnie problemy. Natomiast z tych materiałów wynika, że po pierwsze założono kilka, co najmniej kilka kwestionariuszy ewidencyjnych, czyli rozpracowywano poszczególne osoby. Przeprowadzono na podstawie uzyskanych od niego informacji, rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze z osobami. No więc widać, że jakieś efekty ta współpraca niewątpliwie Służbie Bezpieczeństwa przynosiła. Chociaż jak z tych dokumentów wynika, Lech Wałęsa nie był najprostszym agentem do prowadzenia, więc tutaj nie chciałbym oceniać postawy Lecha Wałęsy. Na pewno najbardziej przykre jest to, zastrzegam, że jeszcze czekamy na ekspertyzę grafologiczną, że miał otrzymywać wynagrodzenie od Służby Bezpieczeństwa.

Ponad 13 tys. zł. Duże pieniądze wtedy?

- Nie, to nie są wielkie pieniądze. Proszę pamiętać, że przeciętne wynagrodzenie w 1971 r. było bodajże 28 tys. rocznie. Jeżeli to rozciągniemy na okres 1971- 1972, to nie jest to taka znowu wielka suma.

Uważa pan, że o takiej realnej współpracy możemy mówić między grudniem 1970 roku a 1972 rokiem czy aż do 1976 możemy tę współpracę jako taką pełnowartościową i pełnowymiarową rozciągać?

- Muszę jeszcze przejrzeć materiały. Jestem w trakcie lektury teczki personalnej, trzeba przejrzeć teczkę pracy, żeby takie wnioski wysnuwać.

(dp) 

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje