Reklama

Reklama

​Akta IPN: Jakie informacje przekazywał "Bolek"?

Tajny współpracownik SB "Bolek" miał ujawnić 22 stycznia 1971 r., że elektryk Kozłowski z jego wydziału w stoczni w czasie wydarzeń grudnia 1970 r. w Gdańsku przejął radiowóz MO i broń - głosi "doniesienie" sporządzone przez kpt. Edwarda Graczyka z SB. Wśród ujawnionych przez IPN dokumentów znajdują się także doniesienia tajnego współpracownika o ps. "Bolek" dotyczące wydarzeń w Stoczni Gdańskiej na przełomie kwietnia i maja 1971 r. Doniesienia zawierają informacje o konkretnych osobach zaangażowanych w prace komitetu strajkowego.

W dokumentach ujawnionych w poniedziałek przez IPN są kopie "doniesień" spisywanych na maszynie przez kpt. Graczyka ze słów TW "Bolka". Nie ma na nich żadnego odręcznego podpisu.

"Doniesienie" z 22 stycznia 1971 r. (które miało się odbyć w hotelu "Jantar") dotyczy zebrania z 20 stycznia w hotelu stoczniowym, które zostało uznane za przebiegające "spokojnie" i bez tematów politycznych. W dalszej części pojawia się informacja o spotkaniu elektryka o nazwisku Kozłowski, pracownika stoczniowego wydziału W-4, zamieszkującego w hotelu pokój nr 95.

"W rozmowie z nim dowiedziałem się, że podczas zajść grudniowych przez (właść. przed - PAP) KW PZPR w Gdańsku był on jednym z uczestników, którzy opanowali radiowóz i jeździli nim po ulicach miasta, przez radiowóz ten Kozłowski miał przemawiać. Opowiadał on mi również, że podczas zajść grudniowych zdobył duże jednostki broni krótkiej. Jedną z nich miał rzekomo wyrzucić do kanału, adrugą oddać pracownikowi Wydziału W-4 o imieniu Leszek" - głosi ta informacja.

Reklama

Dalej kpt. Graczyk napisał, że Kozłowski nadmienił, iż "Leszka nie widział od chwili zajść grudniowych. Zachodzi podejrzenie, że Leszek może już nie pracował na Wydziale W-4 względnie przebywał na urlopie. Kozłowski obiecał mi, że z chwilą spotkania się z Leszkiem zapozna mnie z nim" - czytamy w "doniesieniu".

"Doniesienie" z 4 stycznia 1971 r. (także spisane na maszynie przez kpt. Graczyka i bez żadnych podpisów) dotyczy w większej części opisu sytuacji w Stoczni Gdańskiej, jednak nie zawiera nazwisk pracowników, a jedynie władz stoczni, wobec których Rada Delegatów, a także pracownicy stoczniowi, zgłaszali uwagi i postulaty płacowe oraz co do organizacji pracy.

"W dniu dzisiejszym na terenie Wydziału W-4 dało się odczuć atmosferę, że w zależności od wyników jutrzejszego zebrania może dojść do całkowitego przerw w pracy. Niektórzy pracownicy jak Kacprzak - elektryk i inni, szczególnie młodzi, pytali czy mają przynosić ze sobą jedzenie na ewentualny strajk. Chodziły również słuchy /plotki/, że wydziały K-2 i K-3 również nie pracowały" - czytamy w dokumencie datowanym na 4 stycznia 1971 r.

Na koniec kpt. Graczyk miał sformułować agentowi zadanie: "w dalszym ciągu obserwować nastroje wśród załogi i natychmiast meldować o zamierzonych przerwach w pracy, czy też innych incydentach. Ustalać osoby, które brały udział w podpalaniach, mordach, rabunkach i które posiadają broń". Umówiono się na następne spotkanie nazajutrz, czyli 5 stycznia 1971 r.

W aktach IPN jest też "doniesienie" z tego spotkania, w barze "Jantar". Miało się ono odbyć "z zachowaniem zasad konspiracji". W doniesieniu opatrzonym klauzulą "tajne" kpt. Graczyk odnotował, że agent "Bolek" miał się na nim zachowywać swobodnie i chętnie udzielać informacji.

"Ze względu na częstotliwość odbywania z nim spotkań po zachowaniu widać że do Sł.Bezp. nabrał zaufania. Na spotkaniu wręczyłem mu po raz pierwszy 1.000 złotych /jeden tysiąc/ z zaznaczeniem 'za współpracę ze Służbą Bezp. i przekazywanie informacji'. Pieniądze przyjął czętnie (właść. chętnie - PAP) nadmieniając, że ma dwie potrzeby materialne, gdyż żona jego nie pracuje ze względ na małe dziecko. Ponadto wynajmuje pokój sublokatorski za który płaci 800 złoytch. Na zakończenie spotkania zapytałem t.w. czy otoczenie w stoczni, członkowie byłej Rady (Delegatów - PAP) i żona nie są zorientowani o jego kontaktach ze Sł.Bezp. Odpowiedział, że nikt o jego współpracy nie wie z czego bardzo jest zadowolony. Uważa, że zatrzymanie go w areszcie KWMO przyczyniło się do wykluczenia takich podejrzeń i wyrobiło u niego większe zaufanie" - odnotował esbek.

"Doniesienie" z 5 stycznia 1971 r. (także spisane na maszynie przez esbeka i bez podpisu "Bolka") zaczyna się słowami: "zgodnie z otrzymanym zadaniem podaję, że w dniu dzisiejszym o godz. 8.30 ja, Górski, Podhajski i Jarosz jako Rada Delegatów zebraliśmy się w Komitecie Zakładowym PZPR aby z dyrektorem Żaczkiem i sekretarzem zakł. POP (zakładowej Podstawowej Organizacji Partyjnej - PAP) PZPR Pińkowskim omówić sytuację panującą w Stoczni i uzyskać wskazówki od dyrekcji co do dalszej działalności Rady Delegatów". Potem opisuje przebieg tego zebrania - argumenty załogi (bez wymieniania nazwisk) i odpowiedzi kierownictwa.

"Po wyjściu od kierownika wyszedlem na halę dyskutując z poszczególnymi grupami i usiłowałem ich przekonać o konieczności intensywnej pracy i czekania w spokoju na wyjaśnienia odnośnie planowanych zebrań. W tym czasie na hali znajdowało się około 100 ludzi. W początkowej fazie około 75% obecnych nie zgodziło się z takim stanem rzeczy i były nawoływania do rozpoczęcia strajku. Ludzie stwierdzami, że mają dość pustych frazesów i oni zmuszą aby dyrekcja załatwiła ich postulaty. Do osób tych zaliczali się jako najbardziej aktywnymi Lenarczyk-członek Rady Wydziału oraz gruby ślusarz/nazwisko jego i innych osób najbardziej sprzeciwiających się propozycjami dyrekcji oraz moim argumentem podam w następnym meldunku" - czytamy w tym "doniesieniu".

Teczka TW "Bolka": Doniesienia na stoczniowców z komitetu strajkowego

Wśród ujawnionych przez IPN dokumentów znajdują się doniesienia tajnego współpracownika o ps. "Bolek" dotyczące wydarzeń w Stoczni Gdańskiej na przełomie kwietnia i maja 1971 r. Doniesienia zawierają informacje o konkretnych osobach zaangażowanych w prace komitetu strajkowego.

Upublicznione przez IPN doniesienia TW "Bolka" z przełomu kwietnia i maja 1971 r. pozyskane przez kpt. Henryka Rapczyńskiego dotyczą m.in. rozmów prowadzonych wśród pracowników Stoczni Gdańskiej na temat zbliżających się obchodów święta pracy oraz planowanego przez stoczniowców upamiętnienia poległych podczas wydarzeń grudniowych.

W doniesieniach znajdują się również zapisy dotyczące domniemanych zagrożeń dla "Bolka" ze strony innych pracowników stoczni oraz sugestie na temat możliwych sposobów zapobieżenia masowym niepokojom podczas obchodów święta pracy oraz informacje na temat rozpracowywanych działaczy Grudnia 1970 r.

W doniesieniach pojawiają się m.in. nazwiska: Józefa Szylera, Henryka Jagielskiego, Jana Jasińskiego oraz Mieczysława Górskiego. "Bolek" wymienia również nazwiska osób, które uczestniczą w dyskusjach, wyrażają poglądy na temat spraw bieżących, rozsiewają informacje o interesujących władze sprawach lub zagrażają pozycji "Bolka" w stoczni.

Bolek donosił: Mówił, że ma szanse uciec za granicę

W datowanym na 17 kwietnia 1971 doniesieniu "Bolek" informuje m.in., że pracownicy stoczni sugerują, że w czasie obchodów "powinni wszyscy (...) mieć czarne opaski na znak żałoby". "(T)o wyszło prawdopodobnie ze Stoczni Remontowej, ja słyszałem najwięcej w budkach na statku, wobec powyższego nazwisk nie znam, u nas komentowali to: elektryk Szyler, elektryk Jasiński - jest to jednak nagminne" - podaje.

W dalszej części doniesienia "Bolek" odnosi się do zagrożeń dla swojej pozycji w stoczni w związku z m.in. plotkami na temat jego pojawienia się w zakładzie w czasie, gdy przebywał na zwolnieniu chorobowym. "Ważną sprawą jest też , że ktoś mi chce podstawić nogę stwierdzam, iż na polecenie pracownika S.B. będąc na chorobowym poszłem na Stocznie. Tu jednak ostrzeżono mnie, że chodzą pogłoski, iż jestem na chorobowym i chodzę namawiając do strajku. Ostrzegł mnie między innymi elektryk Weprzęda, który słyszał w kilku przypadkach taką wersję. (...) Przypuszczam, że robi to kierownictwo Wydziału - Leśniewski względnie Rada Zakładowa - Umiński" - czytamy.

W tym samym doniesieniu "Bolek" przekazuje SB informacje dotyczące jednego z rozpracowywanych przez SB liderów robotniczych Józefa Szylera. "Słyszałem od niego nieco wcześniej, że ma dwa plany: 1. ukończyć kurs mistrzowski i wyjechać z Gdańska gdzieś do mniejszej miejscowości. 2. Ma szanse uciec za granicę prawdopodobnie do KRP, o czym mi też mówił" - pisze.

W dołączonej do doniesienia relacji ze spotkania z "Bolkiem" Rapczyński pisał m.in. o przekazanych przez TW ustnie informacjach dotyczących możliwych zakłóceń organizowanego przez władze pochodu pierwszomajowego. "Tw sugerował, żeby stoczniowcom dać do zrozumienia, że zamierza się w krótkim czasie dokonać reorganizacji pod względem organizacji pracy w Stoczni, a z tym pójdą w parze zarobki pracowników fizycznych. To przyczyniłoby się do spadku agresywnych zamiarów pracowników Stoczni w dniu Święta 1-szy Maja. Po 1-szym maja poruszonych spraw można nawet nie realizować" - zanotował oficer.

Z kolei w doniesieniu datowanym na 27 kwietnia 1971 r. "Bolek" jako "najbardziej agresywnych w ostatnim czasie" wskazuje Henryka Jagielskiego i Jana Jasińskiego. "Największy udział bierze jednak Jagielski" - dodaje.

"Od tego momentu chodziłem za nim jak cień"

IPN ujawnił również zapis doniesienia z 1 maja 1971 r., który dotyczy przebiegu wystąpień upamiętniających poległych w grudniu stoczniowców. "Bolek" informuje w nim m.in. o działaniach Jasińskiego, który rozdawał wśród zbierających się robotników czarne wstęgi. "(...) podszedł do mnie Jasiński, chcąc bym mu pomógł w rozdaniu wstęgi czarnej do przybrania szturmówek. Ja mu to odradziłem, ale sam wziąłem ok. 30 cm. Odradziłem mu w ten sposób, jeśli ludzie są takiego zdania jak on to napewno każdy ma" - podaje.

Jak informuje dalej "Bolek", ok. 3 tys. robotników wzięło udział w składaniu pod bramą stoczni wieńców poświęconych zmarłym stoczniowcom. Wskazuje też na jednego z członków stoczniowego komitetu strajkowego, jako na osobę odpowiedzialną za umocowanie biało-czerwonej flagi z czarną opaską. "Nazywa się prawdopodobnie Szałoch pracuje - prawdopodobnie w Klimorze" - pisze.

"Bolek" opisuje następnie przebieg swojej rozmowy ze wzmiankowanym działaczem, w której odwodzi go od wygłoszenia mowy wyrażającej niezadowolenie. "W ten sposób odciągnąłem go od tego celu i od tego momentu chodziłem za nim jak cień i wszystkie poczynania jego gasiłem" - dodaje.

Do maszynopisów zawierających zapis doniesień "Bolka" dołączono informacje Rapczyńskiego dot. przekazanych przez niego "Bolkowi" zadań oraz opis spotkań z TW.

Przekazywane przez Rapczyńskiego zadania dotyczą m.in. opisywania nastrojów i zamiarów stoczniowców w związku z obchodami święta pracy oraz wpływania na sposób upamiętnienia podczas obchodów poległych w grudniu stoczniowców poprzez uczestnictwo w pracach powołanego na wydziale komitetu strajkowego. Według treści doniesienia w skład komitetu weszli Lech Wałęsa i Józef Szyler, a ponadto stoczniowcy: Gawlik, Karpiński, Borkowski i Animucki.

Pracownik SB zapisał także, że polecił "Bolkowi" zbieranie informacji dotyczących konkretnych osób: Szylera, Jagielskiego i Górskiego.

Wśród dokumentów znalazła się również notatka Rapczyńskiego, zaświadczająca, iż w związku z przekazanymi przez "Bolka" informacjami zaplanował on przeprowadzenie rozmów "profilaktyczno-ostrzegawczych" z Szylerem, Jagielskim i Jasińskim.

W cytowanych fragmentach dokumentów pisownia oryginalna.

Na kolejnej stronie: 1986 roku SB niszczy donos, relacja z rozmowy nt. Grudnia '70


Dokumenty IPN: SB w 1986 r. niszczy donos "Bolka" z 1971 r.

W dokumentach IPN z teczki tajnego współpracownika SB "Bolka", którego współpraca miała się zakończyć w 1976 r., jest prośba z listopada 1986 r. o zgodę na zniszczenie meldunku "Bolka" ze stycznia 1971 r., użytego do tajnej operacji SB kompromitowania Lecha Wałęsy przed Komitetem Noblowskim.

W dokumencie datowanym na 4 listopada 1986 r., oznaczonym jako "tajne spec. znaczenia" mjr A.Styliński i kpt. J.Burak z wydziału II Biura Studiów piszą do dyrektora biura studiów SB płk. Adama Malika raport. Głosi on: "Uprzejmie prosimy o zatwierdzenie wybrakowania oryginalnego doniesienia tw ps. 'BOLEK' z dnia 12.01.1971 r., wyłączonego z teczki pracy nr archiwalny I 14713, kart 2, strona nr 25 i 26. /kserokopia doniesienia w załączeniu/. Dokument ten wykorzystany został w działaniach specjalnych krypt. 'AMBASADOR', realizowanych w pierwszej dekadzie 1982 r.".

Na dokumencie widnieje też odręczna adnotacja zastępcy płk. Malika - płk. Stanisława Stępnia. "Proponuję zatwierdzić dla uporządkowania dokumentacji zdawanej do archiwum" - zasugerował.

Operacja SB "Ambasador" wyszła na jaw w 2000 r., w czasie procesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, któremu poddał się jako kandydat na prezydenta.

"Wybrakowany" dokument z załącznika jest dostępny w aktach IPN. To opatrzona klauzulą "tajne" "informacja" z 12 stycznia 1971 r., spisana na maszynie z relacji źródła "Bolek" przez kpt. Edwarda Graczyka. To relacja z przebiegu wydarzeń na Wydziale W-4 Stoczni Gdańskiej od 1 do 12 stycznia 1971 r.

"Bolek" ma tam twierdzić, że na wydziale toczą się dyskusje o strajku, i że "rozpowszechniane są różne ulotki. Pisane są one ręcznie i na maszynach. Traser z wydziału W-4 obiecał że odbije te ulotki na powielaczu i jedną z nich dostarczy mi. Do dnia dzisiejszego trasera nie spotkałem i ulotki nie otrzymałem. Wiadomo mi jest że ów traser o nazwisku Kontor posiada posrednie dotarcie do powielacza gdyż w powielarni pracuje jego kolega. Z opowiadan stoczniowców wiem że ulotki te są antypanstwowe i dotyczą osoby Tow. Kociołka, MO itp." - głosi dokument.

Dalej "Bolek" miał powiedzieć, że 11 stycznia dwaj pracownicy wydziału W-4: Jan Jasiński i Popielewski mieli sondować go, co myśli o strajku w stoczni. "Z rozmowy z nimi wywnioskowałem że szukają oni ludzi którzy mogliby pokierować strajkiem. Odpowiedzi moje odnośnie ich propozycji były wymijające powiedziałem im że obawiam się konsekwencji i odpowiedzialności za to gdyż za podobną działalnosc byłem zatrzymany przez MO. Uważam że jasinski i Popielewski mogą być członkami jakis komórki organizacyjnej która może zorganizować strajk. Ten sam Jasinski wypożyczył mi do przepisania ulotkę krążącą po stoczni pod tytułem +Ballada Stoczniowców+ obiecał mi również że przekaże mi ulotki o innej tresci które wypożyczył dla innych stoczniowców" - napisał kpt. Graczyk.

W dalszej części "informacji" "Bolek" miał powiedzieć, że uważa za wskazane, aby dla lepszego zakonspirowania jego osoby wezwać go na MO. "Inne osoby z mojego Wydziału są zoriętowane o mojej działalności w Radzie Delegatów i nie wezwanie mnie do Komendy może wzbudzić różne podejrzenia" - wyjaśnił. Dodał, że wie, iż Jasiński jest wzywany na milicję, ale rozmów z funkcjonariuszami "specjalnie nie obawia się". "Ja osobiscie uważam że rozmowa z nim powinna być delikatna gdyż może on bardziej zamknąć się w sobie i nie uzewnętrzniać swoich mysli. Ponadto uważam że w tej chwili Jasinski może być członkiem jakiegoś tajnego komitatu. Daży in mnie w tej chwili zaufaniem i w najbliższym czasie będę mógł podać bliższe szczegóły o nim i o jego działalności. W tozmowie z innymi kolegami dowiedziałem się że Jasinski w czasie wydarzen grudniowych brał udział w grabieżach /były to rzeczy kosmetyczne/" - czytamy w maszynopisie przeznaczonym do "wybrakowania".

W czasie procesu lustracyjnego Wałęsy w 2000 r. ówczesny zastępca Rzecznika Interesu Publicznego Krzysztof Kauba wnosił o umorzenie sprawy przez Sąd Lustracyjny z powodu braku wystarczających dowodów pozwalających ocenić, czy oświadczenie Wałęsy o braku współpracy, jest prawdziwe. Sąd uznał, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne.

W ustnym uzasadnieniu oczyszczającego Wałęsę orzeczenia Sądu Lustracyjnego sędzia Paweł Rysiński przywołał dokument SB z 1985 r., w którym rekonstruowano "działania specjalne" SB wobec Wałęsy. Wynika z niego, że trzy lata wcześniej - w 1982 r. - SB fałszowała własne akta, by skompromitować Wałęsę nie tylko w społeczeństwie polskim i w "Solidarności", ale także za granicą.

"Pierwszy etap działań polegał na +przedłużeniu działalności+ tajnego współpracownika +Bolek+, tj. Lecha Wałęsy o minimum 10 lat (ostatnie doniesienie +Bolka+ pochodziło z 1970 roku)" - napisał autor notatki, oficer SB. "Korzystając ze wszystkich dostępnych materiałów, tj. stenogramów przemówień Lecha Wałęsy wygłoszonych w różnych miastach Polski, komunikatów Biura B, materiałów techniki operacyjnej sporządziliśmy kilka doniesień, z których ostatnie nosiło datę prawdopodobnie 1981 r." - pisał funkcjonariusz. "+Dokumentom+ nadano właściwą szatę graficzną (charakter pisma tajnego współpracownika +Bolek+, omówienie, odpowiedni papier). Na każdym z doniesień zaznaczone było miejsce jego odbioru oraz sposób przekazania. Elementy te dobierano w taki sposób, żeby pasowały one do Lecha Wałęsy, zwłaszcza sposobu jego zachowania i miejsc pobytu, o których wiedzieli inni."

"Drugi etap operacji polegać miał na rozprowadzeniu sporządzonych doniesień w taki sposób, aby doprowadzić do prawdziwego lub pozornego sądu nad Wałęsą oraz sporego poruszenia całego byłego NSZZ +Solidarność+" - pisał w 1985 r. funkcjonariusz SB. Mówiąc o tym dokumencie, sędzia oświadczył: "W sposób oczywisty jego wymowa wskazuje na to, że nawet gdyby sąd dotarł do pierwotnego, oryginalnego dokumentu, ręcznie sporządzonego przez tajnego współpracownika +Bolek+, to i tak w dniu dzisiejszym nie byłby w stanie stwierdzić, że istotnie ten dokument jest oryginalny, ponieważ wymowa tego pisma, które sąd dzisiaj ujawnił, jest jednoznaczna".

Według autora notatki działania SB doprowadziły do tego, że w 1982 r. Wałęsa nie dostał pokojowej Nagrody Nobla (ówczesny lider podziemnej "S" otrzymał ją rok później - PAP). Według notatki stało się tak m.in. dzięki przesłaniu ambasadorowi Norwegii w Polsce podrobionych donosów Wałęsy i pokwitowań za nie.

Relacja z rozmowy z Wałęsą nt. wydarzeń grudnia 1970 r.

Jeszcze przed "rozmową pozyskaniową" z 21 grudnia 1970 r. Lech Wałęsa relacjonował kpt. SB Edwardowi Graczykowi przebieg wydarzeń Grudnia'70. w Gdańsku - wynika z notatki pochodzącej z teczki personalnej TW "Bolka", udostępnionej przez IPN.

14-stronicowa notatka służbowa Graczyka pochodzi z 19 grudnia 1970 r. Jest to maszynopis, w którym esbek spisał słowa Wałęsy. To najwcześniej datowana informacja dla SB (w notatce nie ma mowy ani o "Bolku", ani o byciu przezeń TW). Z kolei pierwsze doniesienie znajdujące się w teczce pracy TW "Bolka" datowane jest na 4 stycznia 1971 r.

W notatce Wałęsa relacjonuje, że 14 grudnia w stoczni spotkał "swego kolegę Lewandowskiego Jana z wydziału W-4, który powiedział mu, że na wydziale nikt nie pracował, że jutro będzie podobnie". 15 grudnia Wałęsa dowiedział się, że stoczniowcy "nie podejmą pracy, lecz udadzą się pod dyrekcję". "Idąc wraz z tłumem pod dyrekcję słyszał rozmowy, że robotnicy mają zamiar wyjść do miasta. W tym celu niektórzy z nich idąc po terenie stoczni zbierali łomy, rurki, kamienie, narzędzia pracy itp." - pisał esbek.

Dodał, że dyrektor stoczni poprosił, aby z tłumu wybrano delegację, która przedstawi mu żądania załogi; jednym z delegatów został Wałęsa. Jako pierwszy przedstawił je Wałęsa; polegały one na: zwolnieniu aresztowanych w dniu poprzednim; dokonaniu podwyżki płac oraz obniżeniu cen na artykuły pierwszej potrzeby. Dyrektor mówił, by "uczynić wszystko i nie dopuścić do burd, awantur, ekscesów chuligańskich i przelewu krwi". "Wałęsa zapewnił dyrektora, że dołoży wszystkich sił aby utrzymać porządek" - głosi notatka. 

Po wyjściu tłumu ze stoczni "Wałęsa biegiem dopędził czołówkę pochodu i szedł na jej czele" - stwierdza notatka. Dalej jest mowa, że doszło do ataku milicji na pochód. "Wałęsa widział osobiście, jak bito milicjantów rurkami, kołkami drewnianymi, narzędziami i kamieniami" - brzmi notatka. "Nazwisk stoczniowców, którzy brali udział w maltretowaniu milicjantów, Wałęsa rzekomo nie zna" - napisał Graczyk. 

Następnie notatka opisuje wydarzenia pod komendą MO, którą zaatakowali demonstranci. Wałęsa wszedł do środka, gdzie "miał przedstawić żądania załogi odnośnie wypuszczenia więźniów". Potem Wałęsa przemawiał przez milicyjną tubę do tłumu, mówiąc, że "komendant przyrzekł mu, iż więźniowie zostaną uwolnieni". "Z tłumu zaczęto krzyczeć, że jest to przebrany milicjant i że należy go zlinczować. Wówczas Wałęsa rzucił z okna swój chełm i kartę zegarową by przekonać tłum, że jest stoczniowcem" - pisał esbek. Dodał, że po tym "tłum częściowo uspokoił się".

W innej części notatki napisano, iż Wałęsa zauważył, że "w pobliżu dworca kolejowego duża ilość stoczniowców piła wino ze zrabowanych sklepów", a "duża ich ilość posiadała przy sobie łupy pochodzące z rabunków". Potem Wałęsa poszedł do komendanta MO, któremu powiedział, że "duża ilość stoczniowców rabuje sklepy i jest pijana". Pytany, co proponuje, odparł, że zbierze ok. 10 osób i będzie z nimi jeździł otwartą ciężarówką oraz "nawoływał stoczniowców do rozsądku i powagi". "Pomimo usilnych starań, ludzi takich nie znalazł" - napisał Graczyk. Dodał, że kilku kolegów z wydziału W-4, którym Wałęsa to proponował, odmówiło w "obawie przed pobiciem". 

Według notatki 16 grudnia rano, będąc w strajkującej stoczni, Wałęsa usłyszał strzały i dowiedział się, że są zabici i ranni. "Wśród załogi rozpowszechniane były plotki, jakoby wojsko, które obstawiło stocznię, jest radzieckie lub czeskie, ubrani tylko w polskie mundury" - pisał Graczyk.  Opisując dalszy rozwój wydarzeń w stoczni, Wałęsa oświadczył, że w pewnej chwili "stracił inicjatywę, a podjął ją osobnik z bronią (pracownik umysłowy) i kierownik wydziału". 

Z notatki wynika, że w nocy 17 grudnia do członków rady przybył dyrektor, który oświadczył, że postulaty strajkujących nie będą rozpatrywane, a o ile załoga nie opuści stoczni do 5 rano, to "będzie użyta siła". "Rada wspólnie z delegatami po przedyskutowaniu stwierdziła, że nie ma żadnych szans oporu i postanowiła podporządkować się zarządzeniom" - głosi notatka. Do 5 rano stoczniowcy opuścili stocznię. 

Reklama

Reklama

Reklama