Reklama

Reklama

Kolejne kraje rezygnują z atomu na rzecz... gazu i węgla

W kliku krajach Europy Zachodniej w wyniku decyzji politycznych wyłączane są elektrownie atomowe. Zastąpić mają je elektrownie gazowe i węglowe, które emitują CO2. Wielu europejskich polityków i niektóre organizacje ekologiczne w dalszym ciągu walczą z atomem, uznając zastępowanie go gazem ziemnym za "zło konieczne".

W krajach takich jak Niemcy, Francja, Belgia czy Polska jeszcze długo nie będzie można produkować energii elektrycznej w 100% ze źródeł odnawialnych (OZE). Koniecznym uzupełnieniem OZE są albo elektrownie spalające paliwa kopalne, albo energetyka jądrowa.

Ponure szaleństwo

Reklama

W sytuacji ostrego kryzysu klimatycznego, w jakiej się znajdujemy, wybór powinien być prosty i oczywisty. Elektrownie jądrowe, które praktycznie nie emitują gazów cieplarnianych, są przecież znacznie lepszą alternatywą niż elektrownie spalające węgiel lub gaz ziemny. Z punktu widzenia walki ze zmianą klimatu zastępowanie bloków jądrowych blokami na gaz ziemny lub węgiel kamienny czy brunatny to ponure, samobójcze szaleństwo.

A jednak właśnie to od jakiegoś czasu ma (lub niedługo będzie miało) miejsce m. in. we Francji, Niemczech i Belgii. Co ciekawe, dużą rolę w "zaoraniu" atomu odgrywają osoby, partie i organizacje deklarujące troskę o środowisko, klimat i przyszłość naszej planety. Przykładów niestety nie brakuje.

Żądanie reformy traktatu Euratom

Michèle Rivasi, wpływowa polityczka francuskich Zielonych, eurodeputowana VII, VIII i IX kadencji napisała niedawno list otwarty do przewodniczących Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej. Rivasi domaga się "reformy traktatu Euratom lub jego zniesienia". Pisze m. in.: "Jeden z głównych traktatów europejskich, traktat Euratom, jest diametralnie sprzeczny z europejskimi wysiłkami na rzecz osiągnięcia neutralnej pod względem emisji dwutlenku węgla Unii Europejskiej do 2050 r.

"Przypomnijmy, że Euratom to skrócona nazwa Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej (EWEA), choć tu termin ten jest używany bardziej w znaczeniu nazwy traktatu, powołującego EWEA do życia. Cele EWEA to: pokojowa współpraca w dziedzinie rozwoju technologii jądrowych, tworzenie i szybki rozwój przemysłu nuklearnego, przyczynianie się do poprawy standardów życia w państwach członkowskich poprzez swobodny rozwój technik, przepływ specjalistów, zabezpieczenie transportu, rozwój badań, ustalanie jednolitych standardów i norm bezpieczeństwa ochrony radiologicznej". 

(Cytuję za polską Wikipedią.)

Trudno powiedzieć, co z tej listy najbardziej przeszkadza Michèle Rivasi i innym osobom, które podpisały jej list. Jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego traktat i istnienie EWEA są "diametralnie sprzeczne z europejskimi wysiłkami na rzecz osiągnięcia neutralnej pod względem emisji dwutlenku węgla Unii Europejskiej do 2050 r.".

Być może jednak stanowisko Rivasi i treść listu staje się mniej zaskakująca, jeśli wiemy, że jego autorka jest nie tylko nieprzejednaną przeciwniczką energetyki jądrowej, ale też sceptycznie odnosi się do szczepień, jest zwolenniczką medycyny alternatywnej i homeopatii.

Więcej nawet, Rivasi znana jest z promowania nieprawdziwych informacji o szczepionkach. Parę lat temu organizowała w Parlamencie Europejskim pokaz filmu guru antyszczepionkowców Andrew Wakefielda - autora nierzetelnych, sfałszowanych badań, byłego lekarza twierdzącego, że szczepienia powodują autyzm. Przeciwko projekcji tego filmu protestowali lekarze.

Osoby takie jak Rivasi zapewne dość trudno jest więc przekonać za pomocą argumentów merytorycznych. Trudno jest też oczekiwać, że zaakceptują oficjalne stanowisko nauki, jeśli akurat będzie ono sprzeczne z tym, w co wierzą. Albo, że zmienią zdanie pod wpływem faktów i danych.

Zaproszenie do Polski

Warto też przypomnieć, że Michèle Rivasi była zaproszona przez polskich Zielonych na debatę poświęconą energetyce jądrowej, organizowaną przy okazji szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach (grudzień 2018).

Wspomniany list otwarty podpisało kilkadziesiąt osób, w tym spora grupa europosłów i europosłanek - głównie z frakcji europejskich Zielonych, ale bynajmniej nie tylko. Są tam także nazwiska polityków włoskiego "Ruchu pięciu gwiazd", austriackich socjaldemokratów oraz osób z hiszpańskiej Zjednoczonej Lewicy. Wśród sygnatariuszy listu jest m. in. europoseł Thomas Waitz, austriacki Zielony, który otwarcie mówi, że należy skończyć z energetyką jądrową w Europie. Twierdzi też, że gaz ziemny jest lepszą alternatywą dla węgla niż energia jądrowa. 

Belgia odchodzi od atomu

Niedawno pisaliśmy o sytuacji, jaka ma miejsce w Belgii. Przypomnijmy: do nowego rządu weszli tam "zieloni" politycy, ale postawili warunek: odejście od energetyki jądrowej do roku 2025. Nie byłoby to jeszcze takie dziwne, gdyby nie fakt, że belgijskie elektrownie jądrowe zostaną zastąpione w znacznej mierze przez elektrownie spalające gaz ziemny. Zieloni ostro bronią planów budowy nowych elektrowni gazowych i zabiegają o finansowanie dla nich. 

W Belgii nie tylko zieloni politycy wolą gaz od atomu. Przedstawiciele belgijskiego Greenpeace stwierdzili niedawno, że mechanizm wsparcia dla nowych elektrowni gazowych to "zło konieczne". Konieczne, by móc pozbyć się elektrowni jądrowych. (W Polsce Greenpeace na szczęście zachowuje się inaczej. Organizacja ta w typowy dla siebie, efektowny sposób protestowała przeciw budowie nowych bloków gazowych, w tym przeciwko przerobieniu planowanej elektrowni Ostrołęka C z węgla na gaz.).

Warto jednak przypomnieć, że jeszcze niecałą dekadę temu belgijski Greenpeace opublikował opracowanie p.t. "Battle of the Grids", w którym proponował konkretną postać transformacji energetycznej w Europie. Zakładano, że gaz ziemny będzie odgrywał bardzo istotną rolę: moc elektrowni gazowych w Europie miała prawie dwukrotne wzrosnąć między 2020 a 2030 rokiem, choć docelowo gaz ziemny miał być zastąpiony biogazem. Jednocześnie przewidywano systematyczną likwidację energetyki jądrowej.

W międzyczasie stanowisko organizacji uległo zmianie, ale tylko jeśli chodzi o podejście do energetyki gazowej. Bo niestety z energetyką jądrową w wielu krajach świata Greenpeace wciąż aktywnie walczy.

Przypomnijmy, że wciąż prawie połowa niskoemisyjnej energii elektrycznej w UE pochodzi z elektrowni jądrowych.
To, jak ważną rolę w dalszym ciągu pełni energetyka jądrowa, widać również na konkretnych przykładach państw, które zdecydowały się zamknąć wszystkie lub choćby niektóre ze swoich bloków jądrowych.

Przykład Niemiec

Co dzieje się, gdy wielka, nowoczesna gospodarka pozbywa się energetyki jądrowej, dobrze widać na przykładzie Niemiec. Proces odchodzenia od atomu jest w tym kraju już bardzo mocno zaawansowany - ostatnie bloki jądrowe mają być wyłączone do końca 2022 roku.

Dane dotyczące produkcji energii elektrycznej w Niemczech w pierwszych trzech kwartałach 2020 pokazują, że nieco ponad połowę energii elektrycznej dostarczyły źródła odnawialne, przede wszystkim energetyka wiatrowa. To niewątpliwie imponujący wynik.

Spadła natomiast produkcja prądu "z atomu". Nic dziwnego, pod koniec grudnia 2019 została wyłączona elektrownia jądrowa Philippsburg 2.

Co prawda mocno spadła też produkcja energii elektrycznej z węgla kamiennego i brunatnego, wzrosło jednak zużycie gazu ziemnego w energetyce.

Niedawno w Irsching w Bawarii "odpalono" istniejącą od lat, ale traktowaną jako rezerwowe źródło energii elektrownię gazową. Hubert Aiwanger, minister energii i gospodarki Bawarii powiedział, że w procesie odchodzenia od atomu i węgla, bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej musi być zapewnione przez elektrownie gazowe. Takie jak ta w Irsching.

Spadek emisji gazów cieplarnianych, a także spadek produkcji energii elektrycznej z węgla w Niemczech to zresztą w dużej mierze zasługa koronawirusa.

Tylko dzięki pandemii Niemcy mają szansę na spełnienie założonego celu redukcji emisji na rok 2020 (40% redukcji emisji w stosunku do roku 1990).

Jest też chyba jasne, że gdyby nie wyłączenia kolejnych bloków jądrowych, redukcja emisji gazów cieplarnianych byłaby w Niemczech o wiele większa.

W przeciwieństwie do Belgii, Niemcy wciąż mają potężną flotę elektrowni węglowych. Ostatnie elektrownie na węgiel brunatny mają u naszych zachodnich sąsiadów działać do końca 2038 roku. Niedawno oddano tam też do użytku elektrownię spalającą węgiel kamienny.

Francja krajem o niskiej emisyjności

We Francji większość energii elektrycznej pochodzi z elektrowni jądrowych. To dlatego emisyjność (ślad węglowy) energetyki francuskiej jest dużo niższa niż większości krajów europejskich. I oczywiście znacznie niższa niż emisyjność energetyki niemieckiej, nie mówiąc już o polskiej.

(Aktualne dane na temat śladu węglowego energetyki w różnych krajach, zarówno jeśli chodzi o produkcję, jak i konsumpcję, można znaleźć na stonie electricitymap.org.)
Jednak nawet we Francji sytuacja energetyki jądrowej nie wygląda zbyt różowo. Jakiś czas temu portal CIRE.PL donosił: Francja wraca do węgla po przedwczesnym wyłączeniu elektrowni jądrowej Fessenheim. W związku z niewystarczającą produkcją energii elektrycznej z atomu i wiatraków, Francja wznowiła pracę własnych elektrowni węglowych. Przyczyną tego jest bezwietrzna aura i zamknięcie elektrowni jądrowej Fessenheim.

Elektrownia Fessenheim była najstarszą czynną francuską elektrownią jądrową. Została zamknięta w tym roku z przyczyn politycznych, a nie technicznych - mogłaby pracować jeszcze przez dwie dekady, o czym pisaliśmy na Smoglabie.

Z kolei ostatnie 4 elektrownie węglowe we Francji (Le Havre, Saint-Avold, Cordemais i Gardanne) mają zostać zamknięte na 2022 r. Jeśli więc rząd francuski chce równocześnie dotrzymać politycznych obietnic poczynionych przez byłego prezydenta Hollande’a - ograniczenia udziału energetyki jądrowej w miksie, musi pilnie znaleźć nowe źródła energii elektrycznej.

Będą to jednak nie tylko OZE: w przyszłym roku ma zostać oddana do użytku elektrownia gazowa o mocy 446 MW zlokalizowana w miejscowości Landivisiau (Bretania).

Zamknięcie EJ Fessenheim wywołało radość europejskich Zielonych, którzy przy okazji wyłączenia jej pierwszego bloku pisali: "Dziś w nocy, pierwszy reaktor (elektrowni) Fessenheim zostanie wreszcie wyłączony na dobre. Po 43 latach walki francuscy, niemieccy, szwajcarscy, luksemburscy i europejscy ekolodzy są tym uszczęśliwieni." 

Autor: Jakub Jędrak

Źródło: SmogLab

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje