Reklama

Reklama

Fala upałów na Antarktydzie

W środku antarktycznego lata w stacji badawczej Casey odnotowano falę upałów. Najwyższa temperatura na Antarktydzie 9 lutego wyniosła 20,75 stopni Celsjusza - informują badacze w "Global Change Biology".

Na półkuli południowej pory roku są odwrócone - w styczniu panuje tam lato. 

Badacze definiują "falę upałów", kiedy w ciągu trzech kolejnych dni notowane są ekstremalne wartości temperatury maksymalnej i minimalnej.

Chociaż znaczna uwaga opinii publicznej skupiła się minionego roku na suszach i falach upałów powodujących pożary w Australii, lato na Antarktydzie również było rekordowe. 

Ocieplenie stratosferyczne

W przeszłości znaczna część wschodniej Antarktydy chroniona była przed szybkim ocieplaniem klimatu, częściowo dzięki zubożeniu ozonu, co obniżało temperaturę powierzchni kontynentu i zwiększało siłę strumienia wiatru zachodniego.

Reklama

Pod koniec ubiegłego roku ocieplenie stratosferyczne doprowadziło jednak do poszerzenia dziury ozonowej - tłumaczą badacze.

Rekordowe temperatury

Jak mówi dr Sharon Robinson z Uniwersytetu w Wollongong, między 23 a 26 stycznia bieżącego roku w stacji badawczej Casey odnotowano najwyższe minimalne i maksymalne wartości temperatury w historii. 

"W tych dniach stacja Casey doświadczyła średniej temperatury minimalnej sięgającej ponad 0 stopni Celsjusza i maksymalnej na poziomie 7,5 stopnia Celsjusza. Odnotowano także najwyższą temperaturę w historii - 24 stycznia termometry pokazały 9,2 st. C, a nad ranem najwyższą temperaturę minimalną - 2,5 st. C" - twierdzia Robinson.

Jak dodaje badaczka, te rekordy były o 6,9 st. C dla temperatury maksymalnej i o 0,2 st. C dla temperatury minimalnej wyższe niż dotychczasowe najwyższe wartości odnotowywane przez 31 lat badań.

Zespół dr Robinson przewiduje, że ekstremalne temperatury będą rosnąć.

Długotrwałe zmiany

Ekolog antarktyczna Dr Dana Bergstrom uważa, że ciepłe lato może doprowadzić do długotrwałych zmian u lokalnej populacji, w społecznościach oraz ekosystemie. Zmiany te mają być zarówno pozytywne, jak i negatywne.

"W dużej mierze wszystko zależy od tempa topnienia śniegu i lodu" - mówi.

"Zalewanie wodą powstającą w wyniku topnienia lodowców może dostarczyć wody pustym ekosystemom, prowadząc do zwiększonego wzrostu i rozmnażania się mchów, porostów, mikrobów i bezkręgowców" - tłumaczy.

Nadmierna ilość wody może jednak spowodować wypieranie roślin i zmianę składu zbiorowisk bezkręgowców oraz mat biologicznych. Jeśli lód całkowicie się roztopi, to ekosystemy będą cierpieć z powodu suszy przez dłuższy czas.

Niebezpieczeństwo stanowi też stres termiczny, który może wystąpić u niektórych organizmów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy