Reklama

Reklama

Hiszpania: Podczas ostatnich mitingów politycy nawiązywali do Brexitu

W Hiszpanii o północy z piątku na sobotę zakończyła się kampania przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi. Liderzy czterech największych partii korzystali z ostatniej okazji, by przekonać niezdecydowanych na pójścia do urn. Poruszali też temat Brexitu.

Ok. 5 tys. osób uczestniczyło w wiecu centroprawicowej Partii Ludowej (PP) na Placu Kolumba w centrum Madrytu. Większość trzymała w rękach biało-niebieskie flagi tego ugrupowania, Hiszpanii, a nawet Unii Europejskiej. Niektórzy na przybycie szefa partii i p.o. premiera Mariano Rajoya czekali aż cztery godziny, przez większość czasu w 30-stopniowym upale i mocnym słońcu. Najwytrwalszym rozdano słomiane kapelusze.

Rajoy podkreślił w swym wystąpieniu, że po czwartkowej decyzji Brytyjczyków w sprawie wyjścia z UE Hiszpania potrzebuje silnego rządu. - To nie jest moment na eksperymenty (...), potrzebni są ludzie, którzy potrafią wziąć byka za rogi - mówił.

Reklama

PP "zasługuje na szacunek" i "jest efektem ciężkiej pracy, a nie telewizyjnego show czy produktem marketingowym" - oświadczył. Rajoy w ten sposób nawiązywał do nowych partii, które w wyniku poprzednich wyborów w grudniu 2015 r. weszły do hiszpańskiego parlamentu, burząc system dwupartyjny. Charakteryzował on scenę polityczną Hiszpanii od końca dyktatury Francisco Franco.

"Hiszpania znajdowała się na skraju bankructwa"

Rajoy przypomniał, że w 2011 r., gdy PP doszło do władzy, "Hiszpania znajdowała się na skraju bankructwa i była bliska zwrócenia się o pomoc do UE". - Taką spuściznę zostawili nam socjaliści - mówił.

61-letni polityk otrzymał największe oklaski, gdy wśród głównych punktów programu wyborczego wymienił jedność Hiszpanii. - O tym nawet się nie dyskutuje, tego tematu nie należy w ogóle poruszać - powiedział.

Wzywał też do głosowania tych, którzy podczas grudniowych wyborów zostali w domach lub którzy wówczas poparli centroprawicową, liberalną partię Ciudadanos.

Mieszkanka Madrytu Ana powiedziała, że całe życie głosowała na PP, bo wierzy w ideały. - Nie wierzę, że w te młode partie, nie chcę zmiany. Dla mnie zmianą był on - podkreśliła Ana, wskazując na Rajoya.

Elisa, która ma podwójne hiszpańskie i meksykańskie obywatelstwo, głosowanie ma już za sobą, gdyż zagłosowała korespondencyjnie. - PP ma największą przyszłość, a trzeba patrzeć naprzód, o czym niektórzy zapominają - uważa Elisa. Podoba jej się też Ciudadanos. - Wydaje mi się spójna i przemyślana. Wiele osób zawiedzionych PP poprze właśnie tę nową formację - dodała.

"Berlin pogrzebał projekt europejski"

Szef socjalistów Pedro Sanchez kampanię zakończył w Sewilli. W ostatnim wiecu wzięło udział ok. 3 tys. ludzi. Zdaniem Sancheza Brexit jest rezultatem "nieodpowiedzialnej polityki prawicy i populizmu". Lider socjalistów zaapelował do Hiszpanów, by w niedzielę zagłosowali tak, by "uodpornić Hiszpanię na populizm i nacjonalizm".

Przywódca Podemos Pablo Iglesias wezwał lewicowych wyborców do zjednoczenia się przeciwko PP i oddania głosu na sojusz o nazwie Unidos Podemos, który jego formacja zawarła ze Zjednoczoną Lewicą (IU). Koalicja ta świętowała koniec kampanii w stołecznym parku o nazwie Madrid Rio, a według mediów w mitingu wzięło udział co najmniej 10 tys. osób.

O decyzję w sprawie Brexitu Iglesias oskarżył "tych, którzy są odpowiedzialni za politykę oszczędności", z Niemcami na czele. Jego zdaniem to właśnie ten kraj "pogrzebał projekt europejski", sprawiając "że nikomu on nie służy i nie jest atrakcyjny".

Szef Ciudadanos Albert Rivera podczas ostatniego wiecu skrytykował PP za korupcję. - Obawiam się, że w tym kraju jest zbyt wiele skorumpowanych osób i brakuje sędziów. Proszę ich, by nie blokowali kraju, myśląc o swoich stanowiskach. Niektórzy uważają się za bardzo ważnych, ale nie są Hiszpanom potrzebni - dodał.

Rivera zapewnił, że dzień po wyborach zasiądzie do negocjacji w sprawie rządu z PP i socjalistami.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje