Reklama

Reklama

Brexit: Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii z korzyścią dla Putina

- Osłabienie Unii może mieć wpływ na utrzymanie sankcji gospodarczych na Rosję. Jest to główny aspekt, który interesuje Putina. Istnieją obawy, że po Brexicie Unia straci istotną "kotwicę" dyplomatyczną, która wpływała na utrzymanie jedności innych państw UE wobec Moskwy. (...) Polska może zostać osamotniona – mówi w rozmowie z Interią dr Karolina Borońska-Hryniewiecka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, adiunkt w Instytucie Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Bartosz Bednarz, Interia: Czy Brexit uszczęśliwi Władimira Putina?

- Dr Karolina Borońska-Hryniewiecka, PISM: Oczywiście. Jest taka prawidłowość, że każdy podział, dezintegracja, konflikt w Unii Europejskiej bardzo cieszy Kreml. Antyunijne formacje, jak np. Alternative für Deutschland (AfD - niemiecka eurosceptyczna i konserwatywna partia polityczna), czy Front Narodowy we Francji są nieformalnie wspomagane przez Kreml. Osłabienie Unii leży w interesie Putina, który przecież nie może osłabić NATO. Sojusz północnoatlantycki ostatnio wzmacnia się coraz bardziej, daje do zrozumienia - także Rosji - że jest gotowy na kontynuację polityki wszyscy za jednego. W tym samym czasie Unia jest w głębokim kryzysie, a referendum i potencjalny Brexit spowodują, że szampan zostanie otwarty na Kremlu.

Reklama

Moskwa będzie mogła złapać trochę oddechu?

- Osłabienie Unii może mieć wpływ na utrzymanie sankcji gospodarczych na Rosję. Jest to główny aspekt, który interesuje Putina. Istnieją obawy, że po Brexicie Unia straci istotną "kotwicę" dyplomatyczną, która wpływała na utrzymanie jedności innych państw UE wobec Moskwy. Pamiętajmy, że Włochy, Grecja, Węgry wahali się czy przedłużać sankcje. Wielka Brytania jest spoiwem dla wspólnej polityki wschodniej w UE. Dlatego Polsce zależy na jej obecności w Unii, tym bardziej, że ostatnio Niemcy słowami swojego ministra spraw zagranicznych wyartykułowały, że należy pomyśleć o pewnej normalizacji stosunków z Rosją.

Czyli po Brexicie obawa o utratę jedności wobec sankcji jest uzasadniona?

- Wielka Brytania ma bardzo zbliżone podejście do polityki wschodniej, jak obecny rząd PiS. Popiera przecież rozlokowanie baz NATO w Polsce, wzmocnienie wschodniej flanki, utrzymanie sankcji. Wspiera także Ukrainę, głównie finansowo. Jej wyjście z UE oczywiście nie oznacza, że dotychczasowe założenia strategii "wschodniej" przestaną nagle istnieć, ale współpraca polityczna w obszarze Unii nie będzie taka jak wcześniej.

Brexit nikomu w Europie nie jest na rękę, może poza Moskwą, a jeśli już do niego dojdzie to trzeba będzie tworzyć na powiązania i relacje, także w obrębie polityki międzynarodowej, w tym wschodniej. Powstaną małe grupy o wspólnych interesach wewnątrz "dużej Unii"?

- Są sygnały od kilku krajów w Unii, że są skłonne i popierają - w większym niż do tej pory stopniu - tzw. zróżnicowaną integrację. W pewnym zakresie ona już istnieje: strefa euro i reszta państw.

- Zróżnicowana integracja oznaczałaby stworzenie tzw. koalicji chętnych państw w ramach UE, zgodnych odnośnie do kierunku pogłębiania integracji w konkretnych obszarach. Np. w przypadku strefy euro mówi się o utworzeniu jej parlamentu, wspólnego budżetu, transferów finansowych, czy powołaniu ministra finansów. Ale taka pogłębiona współpraca może dotyczyć także polityki migracyjnej czy reformy strefy Schengen.

Jakie to będą państwa?

- W zależności od projektu mogą to być państwa założycielskie Unii, które zawsze jasno określały swoje poczucie przynależności i tendencję do "ever closer union", czyli coraz większej integracji na poziomie politycznym i społecznym. Myślę tu o Niemcach i Francji, ale też o krajach Beneluksu, które są małe i mają potrzebę bycia częścią większej struktury. Wobec braku systemowych rozwiązań w kwestii kryzysu migracyjnego również Włochy wykazują zainteresowanie wykorzystaniem mechanizmu zróżnicowanej integracji w celu efektywnego rozwiązywania problemów w UE. Minister spraw zagranicznych Włoch Paolo Gentiloni,,  na ostatnim spotkaniu państw założycielskich w Rzymie powiedział, że właśnie taka współpraca może być jednym sposobem na wyjście z kryzysu.

Gdzie jest wtedy Polska, jaką my mamy wizję siebie w Unii? Czy w ogóle pani zdaniem takowa jest?

- Znacznie łatwiej będzie przeforsować własne interesy (w tym także wytyczenia nowego przywództwa w UE), jeśli Wielka Brytania zostanie w UE. W przypadku, gdyby do Brexitu doszło, Polska może zostać osamotniona. Nie możemy liczyć, że Węgry, Słowacja, Czechy przyłączą się do nas jeśli nie mamy jasnej i atrakcyjnej kontr-oferty wobec propozycji unijnego centrum.

Polscy politycy stawiają na silne relacje właśnie z Wielką Brytanią. Teraz okazuje się, że Polska może zostać sama?

- Unia po Brexicie może mieć wolną drogę do tego, żeby się jeszcze bardziej integrować - nie będzie już silnego państwa hamulcowego, które głośno mówi, że nie chcemy głębszej integracji politycznej. Chociaż są inne państwa o podobnych dzisiaj poglądach, jak np. Polska, to jednak mają one mniejszą siłę przetargową  w negocjacjach z Brukselą.

Polsce też zależy żeby z tą starą, wysokorozwiniętą unią mieć jak najlepsze stosunki.

- Wspólny rynek jest dla Polski ogromną wartością. Jest to dobrodziejstwo i w tym obszarze, Polska dąży do pogłębienia integracji. Kolejnym krokiem po wspólnym rynku jest jednak wspólna waluta. Coraz więcej państw dołącza do strefy euro. Państwa bałtyckie przykładowo są już wszystkie w unii walutowej. A co z Polską?

Jest to wielki dylemat czy Polska nie powinna rozważyć szybszego wejścia do strefy euro.

- Oczywiście jesteśmy świadomi słabości strefy euro, ale trzeba pamiętać, że przez ostatnie kilka lat w dużym stopniu została ona przebudowana. Wdrożono wiele mechanizmów kontrolnych, które mają nie dopuścić do kolejnego kryzysu. Tym niemniej, to Polska musi popracować nad swoją konkurencyjnością, żeby wchodząc do strefy nie naraziła się na realizację scenariusza greckiego czy hiszpańskiego. Musimy rozważnie podejść do tej decyzji, ale także - w miarę szybko.

Jeśli ma już powstać silne centrum unii i krajów peryferyjnych, do których - czego sobie nie życzymy - może należeć także Polska, to czy nie będziemy mieli kolejnych exitów?

- A dlaczego miałyby one nastąpić, komu byłoby to na rękę? Takim krajom jak Grecji czy Hiszpanii nie zależy na wyjściu. Jedynie pewne grupy interesów wewnątrz tych czy innych krajów, mówią o tym, ale po głębszym zastanowieniu zdają sobie sprawę, że poza Unią nie ma dla nich świata, nie poradzą sobie. Nie martwię się o kolejne exity. Państwa członkowskie zobaczą, jeśli już doszłoby do Brexitu, co stanie się Wielką Brytanią, jak ta decyzja uderzy w Brytyjczyków, w ich gospodarkę. Żadne państwo nie będzie chciało powielać tego scenariusza.

Ekonomiści policzyli, że wyjście z Unii to strata dla gospodarki ok. 100 mld funtów do 2020 r.

- Oczywiście Wielka Brytania straci na wyjściu, ale przeżyje bez Unii.  Będzie próbowała utrzymać lub nawiązać na nowo relacje handlowe z UE. Zapewne w większym bądź mniejszym stopniu to się uda. Tylko po co ten cały koszt ? Wszystkim stronom zależy, żeby do Brexitu nie doszło. Pamiętajmy, że we Francji i w Niemczech w 2017 r. odbędą się wybory, a eurosceptycy mogą referendum wykorzystać dla swoich potrzeb i zbijać dzięki temu kapitał polityczny. Nie ma w Unii państwa, które by zacierało ręce i cieszyło się z wyjścia jej głównego członka - Wielkiej Brytanii.

Najśmieszniejsze jest to, że prawnicy brytyjscy po przeglądzie unijnego prawa, stwierdzili, że te regulacje są dla Wielkiej Brytanii korzystne. Nie będzie sytuacji, że nagle po Brexicie zaczną oni wszystko zmieniać, odrzucać zapisy prawa unijnego i wracać do wcześniejszych wersji. Są one po prostu dla nich dobre.

- Jest to kolejne kłamstwo brytyjskich eurosceptyków, że Unia dużo kosztuje a kraj nie potrzebuje wszystkich regulacji unijnych, które są ich zdaniem szkodliwe. W latach 2012-2014 Cameron zlecił przeprowadzenie analiz i ustalenie, w których obszarach kompetencje oddane na rzecz UE warto by odzyskać (raport "Review of the balance of competences" - red.). Po dwóch latach badań ustalono, że praktycznie w żadnym z analizowanych sektorów nie byłoby dobrze, aby nastąpiła repatriacja kompetencji. Innymi słowy korzystne jest, że Bruksela ustala wspólne regulacje w wybranych obszarach. To obniża koszty transakcyjne oraz ułatwia robienie interesów na wspólnym rynku. Sami brytyjscy prawnicy prognozują, że po Brexicie Wielka Brytania dobrowolnie utrzyma wiele unijnych regulacji.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy