Reklama

Reklama

"Atmosfera była taka, jakby umarł ktoś z rodziny". W cieniu art. 50

Tydzień temu, kiedy napływały wyniki referendum, z każdym kolejnym okręgiem rzedła mina Davida Camerona, a na twarzy Nigela Farage’a pojawiał się coraz szerszy uśmiech. Rano w biurach eurosceptyków strzelały korki od szampana. W tym samym czasie większość unijnych oficjeli przecierała oczy ze zdumienia.

W Brukseli niewiele osób dopuszczało do siebie myśl, że Brytyjczycy postawią na opcję "Leave", czyli będą chcieli wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. - W piątek była tu atmosfera taka, jakby umarł ktoś z bliskiej rodziny - przyznał jeden z unijnych urzędników.

- Nie ma co gadać, to trzeba ratować - tydzień po ogłoszeniu wyników brytyjskiego referendum mówiła w brukselskich kuluarach posłanka EPP.

Ratować, tylko jak?

O przyszłości Wspólnoty i przyczynach bezprecedensowej sytuacji, która postawiła na nogi Unię Europejską rozmawialiśmy w Brukseli z przedstawicielami trzech największych grup politycznych w Parlamencie Europejskim: Europejskiej Partii Ludowej, Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów oraz Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Reklama

- Chcemy "friendly divorce", przyjacielskiego rozwodu. Jednocześnie jasno mówimy, że Wielka Brytania nie uzyska specjalnego traktowania. Nie naciskamy, ale nie oczekujemy zbędnej zwłoki jeśli chodzi o działania w świetle art. 50 - wylicza europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski, wiceszef Europejskiej Partii Ludowej. Art. 50 Traktatu o Unii Europejskiej mówi o wystąpieniu państwa członkowskiego ze Wspólnoty.

Saryusz-Wolski podkreśla, że dwa lata na dopełnienie przez Wielką Brytanię formalności związanych z wyjściem "to maksimum i całkowity deadline". - Okres niepewności kosztuje - mówi polityk.

Bogusław Liberadzki (SLD, w europarlamencie w grupie Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, członek Prezydium PE) również wskazuje na to, że działanie Brytyjczyków w związku z wynikiem referendum powinno być niezwłoczne. "Niezwłoczne" w rozumieniu posła oznacza, że UE poczeka, aż Cameron odejdzie (premier Wlk. Brytanii zapowiedział dymisję w październiku). - Przecież nie jedziemy do pożaru ani porodu. Myślę, że dwa lata określone w Traktacie na pewno będą potrzebne. Przed nami analiza i zmiana 100 tys. stron europejskich umów, a także traktaty międzynarodowe, w które W. Brytania jest włączona. Wreszcie przyszłe porozumienie z samą UE - wylicza.

Z kolei wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki z PiS (w PE w Grupie Konserwatystów i Reformatorów) jest zdania, że "skoro rozwód ma nastąpić, to powinien być rozłożony w czasie".

- Nie opłaca się nam antagonizowanie. Optymalne byłoby, gdyby Wielka Brytania wyszła z UE, ale została na poziomie realnych stosunków ekonomicznych - uważa Czarnecki.

- Widać w wystąpieniach Junckera, Schultza, również - może w mniejszym stopniu - w słowach pana przewodniczącego Tuska, komunikat: "fora ze dwora, Wielka Brytanio!". W naszym interesie jest, żeby Polska nie była w awangardzie tych krajów, które wypychają Brytyjczyków z Unii jak najszybciej - przekonuje europoseł.

Przypomnijmy, że Brytyjczyk Syed Kamall, lider ugrupowania, do którego należy Czarnecki, popierał Brexit.

Ponura rola Camerona?

Podczas, gdy nad Wisłą Jarosław Kaczyński, lider partii rządzącej, mówi o "ponurej roli" przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, w Brukseli słychać głosy, że odpowiedzialny za Brexit jest brytyjski premier David Cameron.

- Winien jest Cameron i jego ambicje - mówi bez ogródek Liberadzki. Jego zdaniem, nie było żadnego powodu, by rozpisywać referendum. - Czym on się kierował? Tym, żeby być premierem dożywotnio? Przegrał swój urząd, Wielką Brytanię i Unię Europejską - kwituje europoseł.

Przyznaje jednak, że nie bez winy jest też Komisja Europejska i wspomniany już Tusk. - Nie umiał pokazać, że Unia to silny gracz w globalnym świecie, poważny kontrahent handlowy i producent. Że Unia to pokój. Wszystko sprowadzono do tego, kto na jakim zapisie, ile zyska, a ile straci i co można przehandlować w myśl: wy się zgodzicie się, że rak to ryba, a my się przyjmiemy, że marchewka to owoc - punktuje europoseł.

Także Saryusz-Wolski jest zdania, że Cameron użył Unii Europejskiej do wewnątrzpartyjnych rozgrywek. - To nie były ćwiczenia. Brytyjczycy myśleli, że referendum jest na niby. Polityka nie jest na niby. To ludzkie losy w naszych rękach. Cameron, żeby wygrać swoje przywództwo i żeby wygrali konserwatyści, na niby pobawił się paczką zapałek. I wybuchł pożar - mówi.

Ryszard Czarnecki broni Brytyjczyków. - Mamy tendencję do tego, żeby dawać im po łapach za to, co zrobili. Moja teza jest taka, że to przez emocje nastał Brexit - twierdzi polityk PiS.

Unijni politycy zwracają uwagę, że mieszkańcom Wielkiej Brytanii przedstawiano karykaturalny obraz Unii Europejskiej. Przyznaje to też Brytyjczyk Richard Ashwort, partyjny kolega Camerona (w PE - tak jak posłowie PiS - jest członkiem grupy Konserwatystów i Reformatorów). - Obecny premier miał trudne zadanie. Wcześniej przez dwadzieścia lat brytyjscy premierzy nie mówili o tym, co nam daje UE. Ludzie za to słyszeli o "prostych bananach" i innych absurdach - mówi.


***

Art. 50 Traktatu o UE (Dz.U.2004.90.864/30). Wystąpienie z Unii

1. Każde Państwo Członkowskie może, zgodnie ze swoimi wymogami konstytucyjnymi, podjąć decyzję o wystąpieniu z Unii.

2. Państwo Członkowskie, które podjęło decyzję o wystąpieniu, notyfikuje swój zamiar Radzie Europejskiej. W świetle wytycznych Rady Europejskiej Unia prowadzi negocjacje i zawiera z tym Państwem umowę określającą warunki jego wystąpienia, uwzględniając ramy jego przyszłych stosunków z Unią. Umowę tę negocjuje się zgodnie z artykułem 218 ustęp 3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Jest ona zawierana w imieniu Unii przez Radę, stanowiącą większością kwalifikowaną po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego.

3. Traktaty przestają mieć zastosowanie do tego Państwa od dnia wejścia w życie umowy o wystąpieniu lub, w przypadku jej braku, dwa lata po notyfikacji, o której mowa w ustępie 2, chyba że Rada Europejska w porozumieniu z danym Państwem Członkowskim podejmie jednomyślnie decyzję o przedłużeniu tego okresu.

4. Do celów ustępów 2 i 3 członek Rady Europejskiej i Rady reprezentujący występujące Państwo Członkowskie nie bierze udziału w obradach ani w podejmowaniu decyzji Rady Europejskiej i Rady dotyczących tego Państwa.
Większość kwalifikowaną określa się zgodnie z artykułem 238 ustęp 3 litera b) Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

5. Jeżeli Państwo, które wystąpiło z Unii, zwraca się o ponowne przyjęcie, jego wniosek podlega procedurze, o której mowa w artykule 49.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne