Reklama

Reklama

Wybory w Wielkiej Brytanii. Kolejne kłopoty Borisa Johnsona

12 grudnia Brytyjczycy pójdą do urn w wyborach do Izby Gmin. Czwartkowe przedterminowe wybory mają przełamać pat związany z trwającym od 3,5 roku procesem wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Ostatni dzień kampanii wyborczej to finisz w hollywoodzkim stylu. Rządzący konserwatyści kończą kampanię pastiszem filmu "To właśnie miłość". Nie milkną jednak echa zdjęcia, które - jak twierdzą niektóre gazety - może wpłynąć na wynik wyborów.

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson przy pomocy klasyka romantycznej komedii, filmu "To właśnie miłość", próbuje rozgrzać serca wyborców. W klipie wyborczym wciela się w postać bohatera filmu, brytyjskiego premiera zakochanego w sekretarce.

Reklama

Wcielając się w postać z filmu, Boris Johnson puka do drzwi anonimowego wyborcy. Nie wypowiadając ani słowa, pokazuje serię kart, które proszą o oddanie głosu na konserwatystów. W przeciwnym razie - jak podkreśla - nie uda mu się zrealizować brexitu.

W prasie nie cichną jednak echa zdjęcia, które może przesądzić o wynikach czwartkowych wyborów. Chodzi o zdjęcie chorego chłopca podłączonego do kroplówki i leżącego, z powodu braku wolnych łóżek, na podłodze szpitalnego korytarza w Leeds.

Historię chłopca opisał popierający opozycyjną Partię Pracy tabloid "Daily Mirror". Według gazety, czteroletni Jack trafił do szpitala z podejrzeniem zapalenia płuc i najpierw został położony do łóżka. Później musiał je zwolnić i leżał na podłodze na rozłożonych przez jego matkę poduszkach.

O tę sprawę zapytał prowadzącego kampanię wyborczą Johnsona reporter stacji ITV, podsuwając mu przed oczy swój telefon ze zdjęciem chłopca.  

Szef rządu omijał wzrokiem telefon i unikał mówienia o tej konkretnej sprawie, w zamian powtarzając zapowiedzi inwestycji w publiczną służbę zdrowia HNS, aż w końcu wziął telefon i schował go do własnej kieszeni.

Po dłuższej chwili oddał telefon, zaś odnosząc się do historii Jacka, powiedział: "To straszne, straszne zdjęcie i oczywiście przepraszam rodzinę i wszystkich, którzy mają złe doświadczenia z NHS, ale to, co robimy, jest wspieraniem NHS. Ogólnie sądzę, że pacjenci mają znacznie, znacznie lepsze doświadczenia niż to biedne dziecko".

Nie zmieniło to jednak fatalnego wrażenia, jakie wywołał premier, unikając trudnego dla niego tematu. Oczywiście od razu sprawę podchwyciła opozycja, mówiąc, iż ta historia świadczy o kompletnym braku empatii Johnsona i o kryzysie w służbie zdrowia.

Rządząca Partia Konserwatywna ma w sondażach przewagę ok. 10 punktów proc. nad Partią Pracy, ale sprawa niedofinansowania służby zdrowia i wydłużających się kolejek do lekarzy jest jej najsłabszym punktem. A jest to, obok wyjścia z Unii Europejskiej, drugi najważniejszy temat w kampanii wyborczej.

Joanna Potocka

Zobacz na stronie RMF24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne