Reklama

Reklama

Wielka Brytania: Boris Johnson zaprzecza, że oszukał królową

Przeciwnicy Borisa Johnsona oskarżają go o oszukanie monarchini. Twierdzą, że tak wynika z wyroku sądu w Szkocji, który orzekł, iż szef rządu zawiesił prace parlamentu niezgodnie z prawem, bo ze względów politycznych. Premier odpowiada, że to nieprawda, a zawieszenie ma związek z chęcią przedstawienia programu rządu, co w przypadku każdego nowego gabinetu jest standardem.

"Absolutnie nie" - to krótka odpowiedź premiera, którego dziennikarze zapytali o to, czy oszukał monarchinię. 

Johnson jest pierwszym w historii premierem Zjednoczonego Królestwa, który musi zaprzeczać. Kraj, jego zdaniem, potrzebuje reform, które przedstawi w tradycyjnej mowie tronowej.

Wyrok sądu w Szkocji

Wszystko przez wczorajszy wyrok sądu w Szkocji, który uznał, że Boris Johnson zawiesił Izbę Gmin, aby uciec od kontroli ze strony posłów. To nie byłoby legalne, bo przerwa może być tylko uzasadniona przygotowaniami do otwarcia nowej sesji parlamentu i mowy tronowej, w której monarchini przedstawia program rządu. Premier przypomniał, że sprawa trafi w przyszłym tygodniu do Sądu Najwyższego. Dominic Grieve, do niedawna poseł konserwatywny, wyraził wczoraj opinię, że gdyby okazało się, że królowa została wprowadzona w błąd, efektem musiałaby być dymisja premiera.

Jeden ze zwolenników Borisa Johnsona, sekretarz stanu w ministerstwie do spraw biznesu, Kwasi Kwarteng, zasugerował wczoraj, że niektórzy Brytyjczycy mogą uważać, iż sędziowie nie są obiektywni, bo nie podoba im się brexit. Dziś Boris Johnson zdecydowanie odciął się od tych sugestii. Podkreślił, że świat zazdrości Brytyjczykom sądownictwa, a sędziowie są niezależni.

Dziś sąd w Irlandii Północnej, rozważając wniosek podobny do tego wniesionego w sądzie szkockim, odmówił zajęcia się sprawą. Podobnie jak sądy w Anglii i Walii uznał, że sprawa jest w zbyt dużym stopniu zanurzona w kontekście bieżącej polityki.

Zawieszenie parlamentu to zwykła procedura poprzedzająca początek nowej sesji parlamentu i mowę tronową. Zwykle te wydarzenia mają miejsce, gdy władze obejmuje nowy rząd lub - jak to miało miejsce w tym przypadku - premier. W dodatku obecna sesja trwa nadzwyczaj długo jak na współczesne brytyjskie standardy - ponad dwa lata. 

Reklama

Przeciwnicy Borisa Johnsona przypominają jednak, iż szef rządu nie musiał wcale wyznaczać początku nowej sesji na październik. Przekonują, że tak naprawdę chodziło o to, aby posłowie nie mogli kontrolować rządu w kluczowym, brexitowym okresie. I wskazują na fakt, że tegoroczne zawieszenie trwać będzie najdłużej od 1930 roku.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy