Reklama

Reklama

​Umowa handlowa z Wielką Brytanią w rok? W Brukseli nikt w to nie wierzy

Zespół unijnych negocjatorów brexitu jest przekonany, że nie uda się w ciągu roku wynegocjować porozumienia o wolnym handlu między UE a Wielką Brytanią - dowiedziała się Interia. Bruksela spodziewa się, że okres przejściowy, który zakłada umowa rozwodowa, zostanie przedłużony.

Przypomnijmy - 12 grudnia w Wielkiej Brytanii odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne. Będą one niezwykle istotne dla dalszego przebiegu brexitu.

Przepchnąć umowę rozwodową

Reklama

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson wynegocjował nową umowę rozwodową z Unią Europejską. Co warto zaznaczyć, umowa nie została odrzucona w brytyjskim parlamencie - a to już postęp w stosunku do umowy rozwodowej wynegocjowanej przez rząd Theresy May. Jednak Izba Gmin chciała pracować nad porozumieniem w swoim tempie, co uniemożliwiło Johnsonowi zrealizowanie obietnicy opuszczenia Wspólnoty 31 października. Brexit został opóźniony do 31 stycznia.

W międzyczasie Brytyjczycy wezmą udział we wspomnianych przedterminowych wyborach. Boris Johnson chce zapewnić sobie i Partii Konserwatywnej bezpieczną większość w Izbie Gmin, ponieważ jego dotychczasowa działalność w roli szefa rządu naznaczona była serią upokarzających porażek w parlamencie.

Gdyby Johnson zrealizował swój plan, miałby większość, by doprowadzić do końca ratyfikację umowy rozwodowej.

Jednak byłby to dopiero początek schodów.

Umowa handlowa a la CETA

Wielka Brytania wprawdzie na papierze opuściłaby Wspólnotę (prawdopodobnie owego 31 stycznia), jednak najpierw mielibyśmy okres przejściowy. Dopiero w okresie przejściowym ma zostać ustalony kształt przyszłych relacji UE-Wielka Brytania.

Jest o czym rozmawiać: jak ma wyglądać handel, jak zakończyć swobodę przemieszczania się, trzeba będzie ustalić takie kwestie jak połów ryb, wymiana informacji, współpraca w kosmosie, wspólne sankcje, misje wojskowe... tych obszarów jest bez liku.

Umowa rozwodowa wyznacza koniec 2020 roku jako termin wynegocjowania porozumienia o wolnym handlu (FTA - Free Trade Agreement) między UE a Wielką Brytanią. FTA przypominać ma umowę CETA, czyli porozumienie UE-Kanada.

Jednak już w lipcu 2020 r. strony mają zadecydować, czy okres przejściowy zostanie przedłużony. Umowa rozwodowa zakłada, że może on zostać przedłużony nawet o dwa lata.

Nieoficjalnie niewykonalne

Ze strony Unii głównym negocjatorem nadal będzie Michel Barnier. Z jego zespołu dobiegają jednak sygnały, że wynegocjowanie porozumienia handlowego w rok jest właściwie niewykonalne.

Unijni urzędnicy podkreślają, że negocjacje w okresie przejściowym będą dużo trudniejsze niż dotychczas, co więcej, umowę handlową będą musiały ratyfikować wszystkie państwa członkowskie.

Jakby tego było mało, umowa rozwodowa wcale nie likwiduje ryzyka brexitu bezumownego, a jedynie odsuwa je w czasie. Gdyby na koniec okresu przejściowego (ilekolwiek by nie trwał) nie udało się dojść do porozumienia w sprawie handlu, to będziemy wówczas mieli "no deal", czyli twardy brexit, albo jak to się często określa - "nieuporządkowany" brexit.

To w końcu można renegocjować czy nie można?

A co gdyby wybory w Wielkiej Brytanii wygrała opozycyjna Partia Pracy?

Laburzyści opowiadają się przeciwko umowie rozwodowej Johnsona i chcą znacznie bliższych relacji ze Wspólnotą m.in. unii celnej na terenie całej Wielkiej Brytanii.

Bruksela już raz twierdziła, że umowa rozwodowa nie podlega renegocjacji, później jednak Borisowi Johnsonowi udało się wprowadzić do niej zmiany. Czy gdyby premierem został lider laburzystów Jeremy Corbyn, Bruksela raz jeszcze przepisałaby z Brytyjczykami umowę rozwodową? W Komisji usłyszeliśmy, że do 31 stycznia porozumienie jest na pewno nie do ruszenia, a co dalej - "zobaczymy".

Sekretne ustalenia z premierem Irlandii

Jednocześnie Unia szykuje się na okoliczność bezumownego brexitu 31 stycznia - stałoby się tak w sytuacji, gdyby umowa rozwodowa nie została ostatecznie uchwalona w Izbie Gmin, a Londyn jednocześnie nie poprosiłby o opóźnienie wyjścia z UE, tak jak to miało miejsce do tej pory.

Przypomnijmy, że w scenariuszu "no deal" na granicy między Irlandią a Irlandią Północną musiałyby się z dnia na dzień pojawić kontrole graniczne. Jednocześnie brak twardej granicy, w myśl porozumień wielkopiątkowych, jest gwarantem pokoju na irlandzkiej wyspie. Otoczenie Barniera twierdzi, że doszło w tej sprawie do konkretnych ustaleń z premierem Irlandii, jednak nie będą one ujawniane. Zasugerowano, że do kontroli nie musi dochodzić na samej granicy.

W Brukseli twierdzą jednak, że ostatnie wydarzenia odsunęły ryzyko "no dealu" 31 stycznia. Przewiduje się, że umowa Johnsona jednak wejdzie w życie. Zakończy to najłatwiejszy etap brexitu.

Michał Michalak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje