Reklama

Reklama

Referendum w Wielkiej Brytanii. "Nikt nie będzie nas zastraszał"

Premier David Cameron i lider eurosceptycznej partii UKIP Nigel Farage wzięli we wtorek udział w dyskusji przed referendum ws. członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Zdaniem komentatorów starcie zakończyło się remisem ze wskazaniem na Camerona.

Podczas wieczornego programu telewizji ITV - trzeciego dużego wydarzenia telewizyjnego tej kampanii - obaj politycy nie zmierzyli się jednak w bezpośrednim starciu, ale wystąpili oddzielnie, jeden po drugim.

Obecność Farage'a w dyskusji wzbudziła pewne kontrowersje, bowiem lider UKIP nie reprezentuje wiodącej kampanii za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej "Vote Leave" ("Głosuj za wyjściem"). Jego radykalnie anty-imigrancka postawa była postrzegana przez niektórych komentatorów jako ewentualne obciążenie dla zwolenników Brexitu.

"Nikt nie będzie nas zastraszał"

Co ciekawe, według przeprowadzonego przed debatą badania YouGov zdecydowana większość Brytyjczyków nie ufa obu politykom w sprawie ich poglądów na temat Unii Europejskiej. Zaufanie do słów Camerona ma zaledwie 20 proc. wyborców, a przeciwnego zdania jest aż 69 proc (-49 proc. netto). W przypadku Farage'a wynik jest minimalnie lepszy: przy 22 proc. zaufaniu, w jego słowa nie wierzą 63 proc. głosujących (-41 proc.).

Reklama

Farage, który jest także posłem do Parlamentu Europejskiego, był pytany m.in. o ostrzeżenia ekspertów przed recesją w wyniku wyjścia z Unii Europejskiej. Lider UKIP tłumaczył, że "cierpią oni na syndrom myślenia grupowego", wyliczając przykłady byłych urzędników, którzy po odejściu ze stanowisk zaczęli publicznie krytykować podejmowane wcześniej decyzje.

Pytany o potencjalną niechęć innych państw europejskich do wyrażenia zgody na nowe porozumienie handlowe po Brexicie, Farage podkreślił, że "jesteśmy Brytyjczykami, nikt nie będzie nas zastraszał".

Eurosceptyczny polityk został także zapytany o opublikowane w maju statystyki, które wskazują, że migranci z państw Unii Europejskiej wkładają do brytyjskiego budżetu ponad 2,5 miliarda funtów rocznie. W odpowiedzi przytoczył raport Izby Lordów sprzed ośmiu lat, który wykazywał, że ogólny balans jest raczej neutralny dla budżetu. Jednocześnie podkreślił, że jest gotów zaakceptować spadek PKB, jeśli jest to konieczne do odzyskania kontroli nad imigracją.

Skonfrontowany z opinią arcybiskupa Canterbury Justina Welby'ego, który skrytykował jego słowa o "migrantach, którzy przyjadą i będą atakować kobiety" jako mające rasistowski wydźwięk i niepotrzebnie siejące niepokój, lider UKIP próbował tłumaczyć się, że jego słowa zostały przekręcone przez prasę.

Tłumaczył się z polskich imigrantów

Występujący bezpośrednio po nim Cameron miał nieco łatwiejsze zadanie: choć publiczność miała mu także sporo do zarzucenia to pozwalała na dłuższe wypowiedzi, rzadziej próbując wejść z nim w polemikę. Wciąż jednak musiał się tłumaczyć m.in. z niespełnionej obietnicy wyborczej dotyczącej ograniczenia liczby napływających do kraju imigrantów, w tym z Polski.

Szef brytyjskiego rządu wskazywał na to, że w toku renegocjacji warunków członkostwa w Unii Europejskiej otrzymał zapewnienie specjalnego statusu Wielkiej Brytanii, który pozwala na ograniczenie dostępu imigrantów do świadczeń społecznych. Jak przekonywał, pozwoli to obniżyć poziom imigracji, ale nie był w stanie podać żadnych szacunków.

Jak zaznaczył, głos za Brexitem byłby "wyborem małej Anglii Nigela Farage'a zamiast Wielkiej Brytanii". "My nie jesteśmy narodem, który się poddaje" - podkreślił, jednocześnie ostrzegając, że wyjście z Unii Europejskiej mogłoby doprowadzić do rozpadu Zjednoczonego Królestwa.

Komentatorzy podkreślili po programie, że obaj politycy skupili się na swoich kluczowych argumentach dotyczących imigracji i gospodarki, co nie powinno raczej zachwiać opinią elektoratu. Jak zaznaczyli jednak, Cameron miał naturalną przewagę wynikającą z występowania po Farage'u i możliwości otwartej krytyki jego słów bez ryzyka riposty.

Na czwartek zaplanowana jest kolejna debata, w której udział po każdej ze stron weźmie po trzech polityków. Zwolenników pozostania we wspólnocie będą reprezentować: pierwsza minister Szkocji i liderka Szkockiej Partii Narodowej, Nicola Sturgeon; minister energii Amber Rudd i posłanka Partii Pracy Angela Eagle. Po stronie eurosceptyków wystąpią: były burmistrz Londynu Boris Johnson, wiceminister energii Andrea Leadsom i urodzona w Niemczech deputowana z ramienia Partii Pracy Gisele Stuart.

Referendum ws. członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej odbędzie się w czwartek, 23 czerwca.

Z Londynu Jakub Krupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne