Reklama

Reklama

Brytyjski ekspert: Musimy poznać prawdę o roli Rosji w brexicie

Brytyjski dziennikarz "The Economist" Edward Lucas napisał w dzienniku "The Times", że brytyjskie śledztwo w sprawie roli Rosji w ubiegłorocznym referendum o wyjściu z Unii Europejskiej może być "podobnie wybuchowe, jak to w Stanach Zjednoczonych".

W środę brytyjska Komisja Wyborcza (Electoral Commission) poinformowała, że zbada udział Rosji w kampanii wyborczej przed ubiegłorocznym referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a także przyjrzy się finansowaniu jednej z kampanii za wyjściem z Unii Europejskiej, którą wspierał multimilioner Arron Banks. Przedmiotem postępowania jest ustalenie źródła ośmiu milionów funtów, które Banks przekazał w formie pożyczek i dotacji na rzecz organizacji Leave.EU, i upewnienie się, że były to środki pochodzące z dopuszczalnych źródeł.

"Gra na nosie brytyjskim władzom"

Reklama

W komentarzu w "Timesie" Lucas napisał, że pytania dotyczące Banksa będą należały do kluczowych i powinny skupić się na źródle jego fortuny oraz relacjach z Rosją. Jak zaznaczył, jego urodzona w Rosji żona Katya, "jeżdżąc Range Roverem z numerem rejestracyjnym X MI5 SPY ("X Szpieg MI5"), gra na nosie brytyjskim władzom", które prowadziły w przeszłości śledztwo w jej sprawie.

Dziennikarz zaznaczył, że "Banks był w stanie złożyć największą darowiznę w brytyjskiej historii politycznej po latach, w których wydawało się, że jego kariera biznesowa znalazła się w tarapatach". Niedawne śledztwo grupy OpenDemocracy wykazało zaś, że zmiana nastąpiła dopiero po przypadkowej inwestycji w kopalnię diamentów w Afryce.

"W ciemniejszych zakątkach Whitehall i Westminsteru szepcze się o tym, że łatwo można sprawdzić tezę o tym, czy Rosja - duży producent diamentów - miała coś wspólnego z tą zmianą sytuacji. Jedna z prostszych dróg wymagałaby zażądania od menedżerów i pracowników kopalni szczegółów dotyczących tego, jak odkryto te diamenty. Ekspertom łatwo będzie ocenić, czy ta historia jest wiarygodna" - napisał.

"Od trzech dekad ignorowaliśmy ostrzeżenia"

Lucas, który w przeszłości wielokrotnie ostrzegał przed zagrożeniem ze strony Rosji i jest autorem wielu książek na ten temat, dodał, że "podobnie łatwo powinno dać się ustalić źródło niepowiązanej (z Banksem), ale równie tajemniczej darowizny w wysokości 435 tys. funtów na rzecz kampanii za wyjściem z Unii Europejskiej od raczej nieznanej Rady Badań Konstytucjonalnych w Glasgow". Jednocześnie podkreślił, że "przy współpracy z gigantami medialnymi jak Twitter i Facebook powinno być łatwo sprawdzić, czy ktokolwiek z zewnątrz płacił za reklamy powiązane z brexitem - a nawet ich zidentyfikować".

Ekspert ocenił: "Od blisko trzech dekad ignorowaliśmy ostrzeżenia, przegapialiśmy prowokacje i rozbrajaliśmy swoje przygotowanie eksperckie, przedkładając krótkoterminowe dyplomatyczne i gospodarcze zyski nad interes narodowy" w relacjach z Rosją.

"Na początku tego roku Rosja została uznana za zagrożenie najwyższego stopnia dla bezpieczeństwa narodowego, ale dobrych kilka miesięcy trwało, zanim Cabinet Office (kancelaria rządu) i Foreign Office (MSZ) rozstrzygnęły spór o to, kto powinien się tym zajmować" - irytował się dziennikarz.

"Dla brytyjskiego rządu poważne śledztwo w tej sprawie stanowi potężny polityczny problem. Jeśli Rosja realnie wpłynęła na wynik referendum, to czy powinniśmy je unieważnić? Zagłosować ponownie? Przemyśleć na nowo brexit?" - pytał.

Jednocześnie skrytykował brytyjskie władze za ociąganie się w udzieleniu pomocy prawnej amerykańskiemu śledztwu prowadzonemu przez Roberta Muellera pomimo tego, że ujawniono rolę brytyjskich pośredników - m.in. rezydującego w Londynie prof. Josepha Mifsuda - w kontaktach pomiędzy otoczeniem prezydenta Donalda Trumpa a Kremlem.

"Rząd bardziej obawia się wściekłości Trumpa, niż przejmuje się tym, że Putin atakuje naszą demokrację" - ocenił Lucas.

Z Londynu Jakub Krupa 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje