Reklama

Reklama

Co dalej z obecnością polskich żołnierzy w Iraku?

Decyzja w sprawie obecności polskiego wojska w Iraku Polska nie będzie podejmowana w oderwaniu od pozostałych państw sojuszniczych - zaznaczył wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w czwartkowej "Rzeczpospolitej". Zwrócił też uwagę, że działamy tam tylko jako element koalicji, wykonując sojusznicze zobowiązania.

"Doszło do ataku rakietowego na bazy na terenie Iraku, w których stacjonują żołnierze amerykańscy. Obecnie trudno przewidzieć, jak ta sytuacja się rozwinie. Ale na pewno ten atak nie posuwa sytuacji w stronę deeskalacji" - ocenił wiceminister Jabłoński w "Rzeczpospolitej".

Reklama

Pytany, w jakich okolicznościach może być podjęta decyzja o wycofaniu polskiego wojska z Iraku, i czy to kwestia dni albo tygodni, wiceszef polskiej dyplomacji przypomniał, że "z prawnego punktu widzenia Polska jest obecna w Iraku i kilku innych krajach zatoki na podstawie dwóch operacji - NATO-wskiej i globalnej koalicji w ramach tzw. operacji Inherent Resolve".

"To około 270 żołnierzy. Mamy rezolucję parlamentu irackiego skierowaną do tamtejszego rządu, która wzywa go do wypowiedzenia umowy będącej podstawą obecności obcych wojsk na terytorium Iraku. Musimy się wstrzymać z działaniami do momentu, gdy rząd iracki określi, czy ta rezolucja zostanie przez rząd zaakceptowana czy nie" - dodał.

"W Iraku działamy tylko jako element koalicji"

Pytany, czy prezydent Andrzej Duda podjąłby wtedy decyzję o wycofaniu wojska, Jabłoński powiedział: "Tej decyzji Polska nie będzie podejmowała w oderwaniu od pozostałych państw sojuszniczych. W Iraku działamy tylko jako element koalicji, wykonując sojusznicze zobowiązania. Jeśli w gronie sojuszników uznamy, że ze względu na sytuację lub oczekiwania władz Iraku należy ograniczyć, zawiesić, wycofać obecność, to wszyscy sojusznicy podejmą wspólną decyzję. Najważniejsze, by zachowano jednolite podejście".

Jabłoński był też pytany, czy z punktu widzenia ataku na amerykańskie bazy, komunikat zwołanej we wtorek Rady Gabinetowej o tym, że polscy żołnierze są bezpieczni, był trafny. "Tak. Nie mamy informacji o tym, żeby sytuacja zmieniła się w sposób znaczący. Zaostrza się stopniowo, ale nie jest to jeszcze przełom i otwarty konflikt zbrojny. Takie ryzyko oczywiście istnieje i zdajemy sobie z tego sprawę. Natomiast na ten moment polscy żołnierze są tam bezpieczni. Monitorujemy sytuację 24 godziny na dobę. W momencie, w którym uznamy, że dalsza obecność polskich żołnierzy nie gwarantuje im bezpieczeństwa lub jest niepożądana, niemożliwa do utrzymania, będą podjęte odpowiednie decyzje" - powiedział.

"Nie ma realnego zagrożenia dla terytorium Polski"

Pytany, jakich działań można się spodziewać w najbliższym czasie, stwierdził, że "to zależy, w jaki sposób będą reagować Amerykanie, jakie decyzję podejmą". "W piątek odbędzie się specjalne posiedzenie Rady Unii, co ma bardzo duże znaczenie, jeśli chodzi o wspólne stanowisko państw UE. To pole działania, na którym unijna dyplomacja powinna być nieco bardziej aktywna" - ocenił.

W odpowiedzi na pytanie, czy ten kryzys zmierza do dalszej eskalacji, a gdyby do niej doszło, to czy dotknęłoby to Polski bezpośrednio, inaczej niż przez obecność żołnierzy w regionie, wiceminister SZ podkreślił, że "nie ma realnego zagrożenia dla terytorium Polski".

"W tej chwili jest to konflikt potencjalny o zasięgu lokalnym. Wpływa oczywiście na globalny poziom bezpieczeństwa, bo tego rodzaju konflikty są wykorzystywane przez inne siły, które mogą podejmować działania także w innych częściach świata. Możemy się spodziewać działań np. ze strony rosyjskiej. Nie uważam jednak, że są powody do paniki. Sytuacja jest gorąca, ale jeszcze nie przerodziło się to w otwarte działania wojenne. Jest nadzieja, że do tego nie dojdzie" - powiedział Paweł Jabłoński.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje