Reklama

Reklama

Co dalej z konfliktem na linii USA-Iran? "Trump nie będzie chciał ryzykować"

- Iran, póki co, nie będzie chciał dalej eskalować konfliktu, który tak bardzo starał się stłumić w zarodku. Donald Trump również nie będzie chciał zaryzykować, ze względu na rok, w którym ubiega się o reelekcję. Konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się więc tlił i rozgrywał na poziomie podprogowego starcia - uważa Andrzej Dąbrowski, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Justyna Mastalerz, Interia: USA i Iran znalazły się w ostatnich dniach na krawędzi wojny. Czy środowe deklaracje ze strony tych państw dają nadzieję na deeskalację konfliktu i zmniejszenie napięć?

Reklama

Andrzej Dąbrowski, ekspert PISM: - Z perspektywy amerykańskiej, Donald Trump na pewno nie będzie chciał dalej ryzykować. Ma przed sobą rok, w którym ubiega się o reelekcję. Jego główną platformą w kampanii będzie prawdopodobnie gospodarka. Zwróćmy teraz uwagę na to, jak reaguje ona, gdy zaczyna się coś dziać na świecie: ulega osłabieniu, giełdy notują spadki, inwestorzy trzymają pieniądze na koncie, spada zatrudnienie, zwiększa się ogólny poziom niepewności. Gdyby teraz między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zaczęło się dziać coś poważniejszego, odbiłoby się to czkawką na amerykańskiej gospodarce właśnie w okolicach jesieni i wyborów.

Dlatego w sprawie Iranu Trump zrobił krok wstecz?

- Może nie tyle krok wstecz, ale postanowił nie eskalować. To pokazuje jego przenikliwość w prowadzeniu polityki wobec Iranu. Trump po prostu wykorzystał możliwość, którą stworzyli sami Irańczycy - chcieli pokazać, że potrafią odpowiedzieć, wykonali atak rakietowy, ale Amerykanie wiedzieli, skąd rakiety lecą i za ile dotrą do baz. Siły irańskie udowodniły z kolei, jak precyzyjnymi środkami dysponują.

Jakich "poważnych sankcji", które zapowiedział Donald Trump, może spodziewać się Teheran?

- Najważniejszą rzeczą dla amerykańskich decydentów jest w tym momencie to, by odciąć Iran od wysokich technologii, które umożliwiłyby mu kontynuację programu atomowego, co zapowiedział sam przywódca Iranu Ali Chamenei. Z drugiej strony, Amerykanie na pewno chcą utrzymać sytuację, w której irańska ropa nie będzie eksportowana poza Iran, by utrzymać możliwie jak najwyższe ceny na rynkach, bo przecież Stany Zjednoczone od kilku lat są producentem i eksporterem ropy naftowej na świecie.

Czy po ogłoszeniu przez USA sankcji prawdziwy atak odwetowy ze strony Iranu może dopiero nastąpić?

- Myślę, że w najbliższym czasie nie wydarzy się nic bardziej "spektakularnego". Wszystkie bojówki rozsiane po Bliskim Wschodzie, które kontroluje Teheran, będą teraz trzymane w ryzach. Oczywiście, nie można wykluczyć, że jacyś samowolni przywódcy postanowią wyjść przed szereg i dokonać ataków. Natomiast Iran nie będzie chciał, póki co, świadomie eskalować konfliktu, który przecież udało się skutecznie stłumić.

Wcześniej prezydent Trump również odgrażał się atakami na 52 irańskie cele. Wczoraj jego wypowiedzi były bardziej pojednawcze. 

- Na tym właśnie może polegać deeskalacja: najpierw trochę postraszyć, żeby potem móc się stosownie wycofać. Istotne jest też to, co zasugerował prezydent USA: Iran i Stany Zjednoczone mają też wspólnych przeciwników, jak np. Państwo Islamskie. Nie wszystkie wypowiedzi Trumpa były jednak pojednawcze. Podkreślił, że w czasie swojej prezydentury nie dopuści do tego, by Iran miał broń atomową. Zapowiedział też kolejne sankcje wobec Teheranu. Bardzo interesującą rzeczą było też to, co Trump powiedział o fakcie posiadania przez Stany Zjednoczone broni hipersonicznej. Moim zdaniem to raczej nie jest zgodne z prawdą. Broń hipersoniczna ma jeszcze trochę procesu technologicznego przed sobą.

Czy po ostatnich wydarzeniach na Bliskim Wschodzie powinniśmy obawiać się większego zagrożenia terrorystycznego w USA albo w Europie?

- W Stanach Zjednoczonych, podobnie jak w Europie i we wszystkich państwach, które zetknęły się w ostatnich latach z terroryzmem, poziom alertów, w jakich znajdują się służby specjalne, jest cały czas zdecydowanie wysoki. W tym momencie poziom czujności instytucji państwowych na pewno będzie na najwyższym poziomie. Jednak prędzej oczekiwałbym, że coś wydarzy się w ramach samodzielnych grup szyickich na Bliskim Wschodzie, niż to, że terroryści uderzą np. w Nowym Jorku, Waszyngtonie czy Los Angeles.

A co z przyszłością porozumienia nuklearnego? Trump zaapelował do Europy, Chin i Rosji, by wypracować nowy pakt. Czy to w ogóle realne?

- Porozumienie nuklearne z 2015 r. przestało działać z chwilą wyjścia z niego Stanów Zjednoczonych i już wtedy było wiadomo, że właściwie nic go nie uratuje. Proces dochodzenia do tego porozumienia trwał przez wiele lat i wymagał bardzo dużego kapitału zaufania zarówno ze strony Irańczyków, jak i Stanów Zjednoczonych. Myślę, że jest za wcześnie, by takie zaufanie mogło się pojawić w jakiejś niedługiej perspektywie. Brakuje pewności co do tego, że druga strona będzie chciała dotrzymać obietnicy. Jeżeli prezydent Trump z taką łatwością wyszedł z tamtego porozumienia, to dlaczego miałby teraz nie ponowić takiego kroku, gdyby na przykład w negocjacjach nie wszystko szło po jego myśli i zgodnie z jego planem?  

Jaka jest więc szansa na zakończenie konfliktu na linii Iran-USA?

- Ten konflikt trwa między Stanami Zjednoczonymi a Iranem już od końca lat 70., z "przerwą" w czasie obowiązywania porozumienia nuklearnego z 2015 r. Konflikt na pewno będzie kontynuowany przez obie strony. Będzie tlił się i rozgrywał właśnie na poziomie podprogowego starcia.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne