Reklama

Reklama

​Ambasador Iranu w Polsce: USA muszą wycofać się z Bliskiego Wschodu

"Amerykanie nie mają innego wyjścia, jak tylko wycofać się z regionu" - powiedział na konferencji prasowej ambasador Islamskiej Republiki Iranu w Polsce Masud Edrisi Kermanszahi. Zabitego w ataku USA gen. Kasema Sulejmaniego nazwał "bohaterem w walce z terroryzmem".

Według ambasadora, Stany Zjednoczone są największym czynnikiem destabilizacyjnym na Bliskim Wschodzie.

Reklama

Stosunki z Polską określił jako "od zawsze przyjazne", jednak wymagające pobudzenia w sferze gospodarczej.

"Jesteśmy gotowi, aby relacje z Polską utrzymać i rozwijać. Czekamy na zielone światło ze strony polskiego rządu" - podkreślił.

Ambasador Iranu zaprzeczył także, że słowa ajatollaha Aliego Chamenei o "małym, ale złym kraju w Europie" dotyczyły Polski. "Mamy dobre relacje. Radzimy naszym przyjaciołom z Polski, by nie schodzili na dno czeluści po linie rzuconej im przez Amerykanów" - stwierdził dyplomata.

Przywódca duchowo-polityczny Iranu skomentował dziś ataki na amerykańskie bazy wojskowe w Iraku. Poza triumfatorskim tonem i powtarzaniem nieprawdziwych informacji o osiemdziesięciu amerykańskich żołnierzach, którzy mieli zginąć w atakach rakietowych, ajatollah Chamenei zażądał, by amerykańskie siły opuściły Bliski Wschód.

W swoim wystąpieniu Chamenei zwrócił również uwagę na antyirański spisek, który miał się zawiązać na Starym Kontynencie. "W europejskim kraju, w bardzo małym, ale złym kraju w Europie Amerykanie i irańscy zdrajcy spotkali się, by spiskować przeciwko irańskiej republice. Spisek zobaczyliśmy, gdy kilka dni później wzrosła cena ropy" - mówił.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje