Reklama

Reklama

Beatyfikacja Jana Pawła II

Pielgrzymi z Polski szturmują Rzym

"Nie mam nadziei na to, iż beatyfikacja coś zmieni, bo Polaków nie zmieniła ani śmierć papieża, ani katastrofa smoleńska".

W domu polsko-włoskiego małżeństwa Urszuli i Paolo, mieszkających w XI dzielnicy, w południowej części Rzymu, zgromadzili się krewni z Polski, którzy przyjechali na beatyfikację Jana Pawła II. Takich domów, pełnych pielgrzymów z Polski, jest bardzo dużo.

Reklama

To pielgrzymi indywidualni, którzy przyjechali prywatnie i skorzystali z gościny u rodzin lub przyjaciół. Są ich być może nawet tysiące. Ilu dokładnie - nie wiadomo bo nie uczestniczą w żadnych zarejestrowanych, zorganizowanych grupach.

Jacek Gaworek z Warszawy powiedział, że liczy się z tym, że nie uda mu się dostać na Plac świętego Piotra w niedzielę.

- Ale nie tracę nadziei, że się uda; będziemy próbować. Postaramy się w nocy lub najpóźniej o świcie dostać w rejon Watykanu. Lecz dla mnie to, czy będę na Placu nie jest kluczową sprawą. Dla mnie ważne jest to, że mogę wziąć udział w tym wydarzeniu; nieistotne czy jak najbliżej Placu, czy na przykład stojąc dalej, przy Zamku Świętego Anioła - podkreślił.

- Jestem z pokolenia papieskiego. Urodziłem się w roku wyboru Karola Wojtyły - 1978. Byłem na pogrzebie sześć la temu a teraz wróciłem na beatyfikację. To takie zamknięcie klamry i dowód na to, że moje życie jest związane z Janem Pawłem II - dodał Gaworek.

- Nie byłam na pogrzebie, ale byłam na wszystkich najważniejszych mszach podczas kolejnych pielgrzymek papieża do Polski. Udział w beatyfikacji ma dla mnie wewnętrzny, duchowy wymiar - podkreśliła Elżbieta Gaworek, nauczycielka. - Dla mnie Jan Paweł II był świadkiem wiary i nadziei - dodała.

- Przyznam, że nie mam nadziei na to, iż ta beatyfikacja coś zmieni w naszym kraju, bo Polaków nie zmieniła ani śmierć papieża, ani katastrofa smoleńska. Ja przyjechałam z wewnętrznymi, prywatnymi intencjami, w nadziei na wewnętrzną odnowę - powiedziała.

Prywatnie przyjechał też ksiądz Sylwester Gaworek, autor książek i wykładowca filozofii. - Byłem na pogrzebie Jana Pawła II, stałem 15 godzin w kolejce do bazyliki świętego Piotra , by oddać Ojcu Świętemu ostatni hołd i traktowałem ten wysiłek jako wyraz mojej wdzięczności dla niego - wspominał.

- Czekałem na moment beatyfikacji. Spróbuję dostać się na Plac. Lecz ja przede wszystkim chcę być w tym momencie z innymi pielgrzymami i dziękować za dar nowego orędownika- zapewnił ks. Gaworek. "Mam nadzieję - dodał - że wyniesienie papieża na ołtarze sprawi, że zaczniemy sięgać do tego, co nam pozostawił".

- Czas po beatyfikacji powinien być czasem zbierania plonów - ocenił ksiądz Gaworek.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje