Reklama

Reklama

Zeznania właścicielki ​kamienicy: Byłam nękana przez lokatorów

Od samego początku byłam nękana i uważana za wroga przez niektórych lokatorów - powiedziała w czwartek przed komisją weryfikacyjną właścicielka kamienicy przy Lutosławskiego 9 Izabela Wierzbicka. Dodała, że żona jednego z lokatorów rzuciła na jej rodzinę klątwę.

Komisja weryfikacyjna badała w czwartek reprywatyzację kamienicy przy ul. Lutosławskiego 9 na warszawskim Żoliborzu. Ze zgromadzonego przez komisję materiału w tej sprawie wynika, że kamienica została zburzona w trakcie działań wojennych. Po wojnie została odbudowana i zmodernizowana ze środków publicznych. M.st. Warszawa oddało ją wskutek decyzji reprywatyzacyjnej w 2013 roku, pomimo - jak wynika z informacji komisji - braku zwrotu nakładów przez beneficjentkę. Według dokumentów, które posiada komisja weryfikacyjna, rokowania zakończyły się niepowodzeniem. Z materiałów wynika, że miasto przed wydaniem decyzji nie zbadało także kwestii posiadania kamienicy przez dawnych właścicieli.

Reklama

Właścicielka kamienicy zeznała przed komisją, że "jest od samego początku nękana". Podkreśliła też, że ona sama nikogo z kamienicy nie wyrzucała, nie nękała, nie obrażała, ani nie biła.

Dodała, że za nękaniem jej stoi jeden z lokatorów, który "zachowuje się jak rasowy +nękacz+ i mściciel" i zdaniem właścicielki "robi jej tyle krzywd"; "bez przerwy ją nagrywa i donosi".

Przyznała, że w związku ze stresem związanym z konfliktem z mieszkańcami choruje i bierze leki. Dodała, że wobec wspólnoty mieszkaniowej ma dług w wysokości 70 tys. zł, bo po przejęciu kamienicy miała opłacać czynsz i media za wszystkie mieszkania. Wierzbicka jest również w sporze z miastem, które domaga się od właścicielki 2,6 miliona zł za odbudowę i modernizację budynku.

Jak przypomniała pełnomocniczka miasta Zofia Gajewska, sama właścicielka domaga się od miasta 5 milionów złotych za bezumowne korzystanie, a w innym postępowaniu za sprzedane lokale domaga się 4,5 miliona złotych.

Zdaniem Wierzbickiej, żona jednego z lokatorów dwukrotnie rzuciła klątwę na jej rodzinę. "Nie wiem, kim ona jest, może jest szeptuchą czy czymś takim, ja się nie znam" - mówiła.

Wierzbicka zapewniała również, że jedna z mieszkanek prosiła o podwyżkę czynszu, bo dzięki temu mogłaby dostać nowe mieszkanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne