Reklama

Reklama

Świadek: Nic nie wiem o zorganizowanej grupie przestępczej w BGN

Nie mam takiej świadomości, żeby w Biurze Gospodarki Nieruchomościami istniała zorganizowana grupa przestępcza - powiedział w środę przed komisją weryfikacyjną b. pracownik biura Marek Dębski. Przyznał, że w BGN było polecenie, aby wydawać rocznie 300 decyzji zwrotowych.

Marek Dębski zeznał przed komisją, że w latach 2003-2016 pracował w Biurze Gospodarki Nieruchomościami. Dodał, że obecnie jest bezrobotny.

Reklama

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał, czy w BGN było polecenie, żeby urzędnicy wydawali 300 decyzji zwrotowych rocznie. Dębski potwierdził, że tak było. Jak mówił, nie pamięta od kogo wyszło takie polecenie, ale - dodał - najpewniej wydał je ktoś z dyrekcji.

Według Dębskiego było to polecenie "prawidłowe". Jak tłumaczył, "oczekiwanie 70 lat na rozpatrzenie wniosku to trochę długo jak na postępowanie administracyjne, które powinno się zakończyć w dwa miesiące; raczej powinno się przyspieszać wszelkie sprawy, nie tylko decyzje zwrotowe, ale też decyzje odmowne".

Jaki pytał świadka, czy otrzymywał od swoich przełożonych polecenia służbowe dot. wydania nieruchomości. Dębski przyznał, że działo się tak wielokrotnie, a polecenia przeważnie dotyczyły podjęcia "jakichkolwiek działań w sprawie, gdzie mieliśmy do czynienia z bezczynnością".

Dekret, który nie obowiązuje

Dębski ocenił, że wszystkie sprawy w BGN traktowano jednakowo. Zaprzeczył też, żeby sprawy beneficjentów, którzy obecnie przebywają w areszcie we Wrocławiu, były rozpatrywane szybciej.

Jaki pytał również, czy świadek zauważył, żeby w BGN działała zorganizowana grupa przestępcza. Dębski odpowiedział, że "nie ma takiej świadomości, ani minimalnych dowodów na to".

Przewodniczący pytał, czy według świadka obowiązuje dekret Bieruta. Dębski odpowiedział, że "generalnie jest nieważny, ale ze względu na skutki należy przyjąć, że obowiązuje". Na pytanie Jakiego na jakiej podstawie świadek prowadził postępowania dekretowe, ten odpowiedział, że "na podstawie dekretu".

Kiedy przewodniczący dopytał, czy na podstawie tego dekretu, który nie obowiązuje, Dębski odpowiedział "dokładnie tak".

"Dbaliśmy o interesy Skarbu Państwa"

Jaki pytał, czy świadek zwracał uwagę, za ile zostały kupione roszczenia lub udziały w poszczególnych nieruchomościach. Dębski odpowiedział: "oczywiście, że nie". Dodał, że działo się to "ze względu na swobodę umów". "Jeśli strony są świadome przedmiotu wartości i chcą sprzedać za taką czy inną kwotę, to są do tego uprawnione" - mówił.

Przewodniczący pytał, czy świadek lub ktoś z jego referatu otrzymał polecenie, aby dbać o interes Skarbu Państwa w sprawach dekretowych. Dębski odpowiedział, że "dbaliśmy zarówno o interesy Skarbu Państwa, jak i miasta". Dodał, że nie zawsze potencjalnym spadkobiercą w postępowaniach był Skarb Państwa. Jaki dopytywał, czy według świadka nie było takiej potrzeby, aby zakładać z góry, że w każdym postępowaniu może być interes Skarbu Państwa. Dębski odpowiedział, że "nie było takiej potrzeby".

Świadek odniósł się również do umów indemnizacyjnych, które Polska zawierała m.in. ze Stanami Zjednoczonymi ws. odszkodowań za nieruchomości. Przyznał, że były to umowy wadliwe i pieniądze wypłacano czasem niesłusznie. Tłumaczył, że Polska scedowała na inne państwa uprawnienia, co do wskazania podmiotu, któremu należy wypłacić odszkodowanie i w jakiej kwocie "bez ustalania, co zostało faktycznie przejęte, czego obywatele danego państwa zostali pozbawieni". "W postępowaniach indemnizacyjnych nie badano, kiedy dana osoba nabyła obywatelstwo danego kraju" - dodał.

Sprawa Noakowskiego 16

Od czasu do czasu były pisane notatki ws. Noakowskiego 16 m.in. dla dyrekcji BGN czy prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz; ich sporządzenie nie było decyzją prezydent miasta, wynikało raczej z różnych skarg i interwencji - zeznał Marek Dębski.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał świadka, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz bądź jego przełożeni interesowali się osobiście sprawą reprywatyzacji kamienicy przy ul. Noakowskiego 16, do której część praw nabył w 2003 r. m.in. mąż prezydent Warszawy Andrzej Waltz.

Dębski, który prowadził sprawę Noakowskiego 16, powiedział, że nie przypomina sobie takiego zainteresowania. Dopytywany, czy akta tej sprawy były kiedykolwiek wypożyczane, odpowiedział, że "za jego czasów, jak zajmował się tą sprawą" też nie przypomina sobie, żeby ktokolwiek je "pożyczał", chociaż nie wyklucza tego.

Następnie Jaki chciał wiedzieć, czy w 2006 r., w czasie kampanii wyborczej w Warszawie, ktokolwiek z przełożonych Dębskiego prosił go o zreferowanie sprawy Noakowskiego 16.

"Od czasu do czasu były pisane notatki ws. Noakowskiego 16 (...) dla różnych osób, dla dyrekcji Biura (Gospodarki Nieruchomościami), dla pani prezydent" - powiedział świadek.

Zeznał, że nie sądzi, by sporządzanie notatek odbywało się na polecenie Hanny Gronkiewicz-Waltz, tylko wynikało to najczęściej "z jakiś skarg, interwencji, interpelacji poselskich, różnych rzeczy wpływających do urzędu". "Raczej nie przypominam sobie, żeby to była decyzja pani prezydent" - dodał Dębski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje