Reklama

Reklama

​Komisja weryfikacyjna ukarała współpracownika Marka M. grzywną

Komisja weryfikacyjna ukarała w czwartek współpracownika Marka M. - Kamila Kobylarza - grzywną 10 tys. zł za uchylanie się od odpowiedzi na pytania członków komisji. Następnie komisja zwiększyła karę o kolejne 30 tys. zł. Świadek mówił m.in., że "nie pamięta", czy w imieniu Marka M. pobierał czynsze od lokatorów.

W czwartek komisja weryfikacyjna prowadzi posiedzenie na zasadach ogólnych, na które wezwani zostali współpracownicy Marka M.; pojawia się on w szeregu spraw związanych z reprywatyzacją nieruchomości, a przez media jest nazywany "handlarzem roszczeń".

Jako pierwszy przed komisją zeznaje Kamil Kobylarz; jego nazwisko pojawiało się podczas zeznań świadków, którzy opowiadali o reprywatyzacji nieruchomości przy Nabielaka 9 czy Dahlberga 5, gdzie właścicielem nieruchomości był Marek M., a później jego matka Barbara Zdrenka.

Po szeregu odpowiedzi, gdzie Kobylarz na pytania odpowiadał mówiąc "nie wiem" lub "nie pamiętam", na pytania m.in. o jego relacje z Markiem M., przewodniczący komisji Patryk Jaki zawnioskował o ukaranie świadka grzywną za uchylanie się od odpowiedzi.

Reklama

Podczas dyskusji nad wnioskiem Jakiego poseł PO Robert Kropiwnicki powiedział, że świadek "coś odpowiada" i apelował o danie mu szansy. Wiceprzewodniczący komisji Bartłomiej Opaliński (PSL) zauważył, że świadek nie rozumie swojej roli procesowej. 

Na początku rozprawy wiceprzewodniczący komisji Sebastian Kaleta pytał świadka, w jakich okoliczności poznał Marka M., który występował w wielu sprawach reprywatyzacyjnych oraz jego matkę Barbarę Zdrenkę.

Kobylarz odmawiał odpowiedzi na to pytanie; mówił, że został wezwany jako świadek w celu wyjaśnienia nieprawidłowości lub uchybień w procesie wydawania decyzji reprywatyzacyjnych", a nie miał z nimi nic wspólnego. Mimo kolejnych pytań Kalety, świadek nie chciał odpowiadać na pytania.

Na szereg kolejnych pytań Kobylarze odpowiadał, że nie miał nic wspólnego z wydawaniem decyzji reprywatyzacyjnych.

Dalej Kaleta pytał, czy prawdą jest, że świadek nabył mieszkanie przy ul. Nabielaka 9. "Nie nabyłem mieszkania;(...) nabyłem lokal użytkowy, który w rzeczywistości jest piwnicą" - zeznał świadek. Nie pamiętam powierzchni tego lokalu, ani kwoty za jaką nabył ten lokal.

Kaleta pytał, czy prawdą jest, że Kobylarz nabył ten lokal za 10 tys. zł. "Nie pamiętam" - odpowiedział Kobylarz. Świadek powiedział, że nie jest zatrudniony przez Marka M; dodał, że nie przypomina sobie, żeby M. płacił mu "jakieś pieniądze".

Patryk Jaki pytał, w jakim celu przebywał przy Nabielaka 9 jeszcze przed zakupem lokalu. Kobylarz zeznał, że nie wie, w jakim celu miałby tam przebywać. Jak mówił potem, bywał na Nabielaka, ale zawsze jako osoba towarzysząca, znajoma Marka M. Kobylarz zeznał też, że nigdy nie widział zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej.

Świadek zeznał, że w kamienicy przy ul. Dahlberga 5 "przemieszkiwał" przez pewien czas "raz na jakiś czas", to było osiem lat temu. Nie pamiętał szczegółów na jakich zasadach tam mieszkał. Dodał, że M. nie prosił go, żeby tam mieszkał, ewentualnie to on mógł o to prosić.

Kaleta następnie pytał świadka, czy w imieniu M. pobierał od lokatorów czynsze. "Nie przypominam sobie takiej sytuacji, żebym pobierałem" - zapewnił świadek. W tym momencie wiceprzewodniczący zwrócił się do pracowników obsługi komisji o przygotowanie fragmentu zeznał M., w których mówił, że Kobylarz pobierał czynsze z Dahlberga 5. 

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał Kobylarza, czy Marek M. polecił mu "uprzykrzać życie" mieszkańcom nieruchomości, które przejął w wyniku reprywatyzacji przy ul Hożej 25, Nabielaka 9, Dahlberga 5 i Czarnieckiego 40. "Nigdy mi tak nie powiedział" - odparł Kobylarz.

Jaki przypomniał, że mieszkańcy wspomnianych adresów zeznali przed komisją, że Kobylarz próbował doprowadzić do tego, aby opuścili oni zajmowane lokale. "Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym ja się gdziekolwiek zjawiał w celu uprzykrzania komukolwiek życia. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym ja komuś uprzykrzał życie" - powiedział Kobylarz.

Dopytywany, w jakim celu zjawiał się w nieruchomościach przejętych przez Marka M. odparł: "Widocznie miałem tam jakąś sprawę (...) W różnych miejscach się bywa". Dodał też, że jego obecność w nieruchomościach przy Hożej, Nabielaka, Dahlberga i Czarnieckiego nie miały nic wspólnego z działalnością Marka M.

Kobylarz zeznał ponadto, że nie pamięta, aby mieszkańcy przejmowanych przez Marka M. nieruchomości wzywali policję w związku z jego działalnością pod wymienionymi adresami oraz że nie wiedział, jakie były zamiary Marka M. wobec mieszkańców tych adresów. 

"Nie byłem czyścicielem kamienic"

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał również, czy roczny dochód świadka pozwala mu na wynajem mieszkania w Warszawie. Kobylarz odpowiedział: "nie wiem". Świadek odmówił udzielenia informacji, gdy Jaki pytał go, czym obecnie się zajmuje i skąd czerpie dochody.

Kobylarz nie wiedział także, czy ma udziały w spółkach prowadzonych przez Marka M. "Nie wiem, jakie on spółki prowadzi" - powiedział. Pytany, czy zasiadał kiedykolwiek w jakiejś spółce prawa handlowego, odpowiedział, że "nie pamięta".

Pytany, czy był kiedykolwiek karany, odpowiedział: "zostałem tu wezwany w charakterze świadka, a nie, żeby moje prywatne sprawy poruszać". Potem odmówił odpowiedzi na to pytanie. Wówczas Łukasz Kondratko, który zasiada w komisji z ramienia PiS, zawnioskował do Jakiego o ukaranie świadka grzywną z powodu odmowy odpowiedzi. Jaki powiedział, że komisja wie, że świadek był karany, a ten wątek zostanie poruszony w dalszej części posiedzenia komisji.

Kondratko zapytał Kobylarza, czy przed czwartkową rozprawą rozmawiał z Markiem M. Świadek odpowiedział: "ostatnimi czasy rozmawiałem". Dopytywany, kiedy, przyznał, że w czwartek. "Jest taka sytuacja, że mam pieska, nie miałem z kim zostawić, poprosiłem go o to" - odpowiedział.

Kobylarz zaprzeczył, żeby był "czyścicielem kamienic". "To jest nieprawdziwy obraz" - oświadczył. Zaprzeczył też, że miałby opróżniać mieszkania wyrzucając meble przez okno. Mówił, że nie pamięta, czy Marek M. prosił go, żeby informował M. o sytuacji w kamienicy przy Dahlberga 5.

Pytany, czy palił ogniska przy Dahlberga 5, jak zeznali świadkowie przy okazji posiedzenia komisji dot. tej nieruchomości, Kobylarz odpowiedział: "palenie ogniska nie jest zbrodnią, natomiast ja sobie takiej sytuacji nie przypominam".

Członkowie komisji pytali go też o samochód marki bmw, który znajduje się na zdjęciu na profilu w mediach społecznościowych Kobylarza. Przyznał, że kiedyś było to jego auto. Nie pamiętał jednak, skąd wziął na nie pieniądze. Dodał, że nie jest osobą zamożną i obecnie nie jest posiadaczem żadnego auta. Członek komisji, poseł PiS Paweł Lisiecki pytał świadka, czy bywał przy nieruchomościach przy Hożej 25 i Hożej 25a, które należały do Marka M. Kobylarz odpowiedział, że mieszkał przy Hożej 25a, a przy Hożej 25 nie bywał.

Pytany, czy znał działaczkę lokatorską Jolantę Brzeską, która mieszkała przy Nabielaka 9, gdzie również mieszkał świadek, odpowiedział, że jej nie znał, nigdy z nią nie rozmawiał.

"Nie pracowałem dla Marka M."

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał Kobylarza, czy ten pracował dla Marka M. "Nie pracowałem dla pana Marka M; nie przypominam sobie takiej sytuacji. Może kiedyś miałem podjąć pracę, ale w końcu nie podjąłem i zrezygnowałem" - odparł Kobylarz.

Dopytywany powiedział, że miał podjąć pracę jako asystent Marka M. Dodał, że nie pamięta jakie miały być jego obowiązki. "To było dobrych dziesięć, może dwanaście lat temu" - podkreślił Kobylarz. Zaprzeczył też, by świadczył Markowi M. usługi w oparciu o umowę zlecenie lub umowę o dzieło.

Jaki pytał też o zeznania mieszkanki nieruchomości przy ul. Hożej 25, która powiedziała przed komisją, że Kobylarz "przeciął kłódki w bramie i przeprowadzał dewastacje". "To jest inna sytuacja, bo to ja zgłaszałem na policję, że jest mi utrudniane wejście do lokalu nr. 40 (przy Hożej 25), gdzie jestem zameldowany od kilku lat" - odparł Kobylarz. "Zdarzyło mi się raz przeciąć (kłódkę), ale to dlatego, że nie mogłem się dostać do lokalu" - dodał.

Wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta pytał "jakie rozmowy" Kobylarz prowadził z Markiem M. na temat posiadanych przez niego kamienic. "Nie rozmawialiśmy (o kamienicach). Rozmawiamy o prywatnych sprawach" - odparł. Dodał, że nigdy też nie rozmawiał z Markiem M. na temat jego relacji z urzędnikami stołecznego ratusza.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy