Reklama

Reklama

Gronkiewicz-Waltz nie stawiła się na rozprawie komisji

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie stawiła się na czwartkowej rozprawie komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w stolicy - poinformował szef komisji Patryk Jaki. Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji oddaliła wniosek o zawieszenie postępowania w związku z wnioskiem o stwierdzenie sporu kompetencyjnego między miastem a komisją.


Komisja weryfikacyjna oddaliła w czwartek wniosek Roberta Kropiwnickiego (PO) o zawieszenie postępowania w związku z wnioskiem prezydent Warszawy do NSA o stwierdzenie sporu kompetencyjnego między miastem a komisją. Szef komisji Patryk Jaki powiedział, że nie pozwoli na "torpedowanie prac komisji".

Na początku rozprawy przedstawiciel PO w komisji poseł Robert Kropiwnicki złożył wniosek, aby zawiesić czwartkową rozprawę. Podkreślił, że komisja jest w sporze kompetencyjnym z miastem stołecznym Warszawa.

W poniedziałek prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała, że ratusz złożył wniosek do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego ws. komisji, której konstytucyjność kwestionuje.

Reklama

"Dzisiejsza rozprawa powinna być zawieszona (...). Spór jest oczywisty i w myśl art. 23 Kodeksu postępowania administracyjnego nie mamy wyjścia - musimy zawiesić nasze postępowania i poczekać na wyrok sądu, który organ jest właściwy do podejmowania decyzji. Z tego względu wnoszę o to, żebyśmy zawiesili postępowanie prac komisji w tym trybie" - powiedział Kropiwnicki.

Przedstawiciel PSL Bartłomiej Opaliński mówił, że spór kompetencyjny w tej sprawie nie zachodzi. "Spory kompetencyjne dotyczą organów, które są na tym samym poziomie - czyli potencjalne właściwe do rozstrzygnięcia sprawy, tymczasem w tej sprawie nie mamy do czynienia z taką kwestią, bowiem decyzja została już przez miasto wydana. "Komisja zgodnie z ustawą, która ją powołała, jest swojego rodzaju organem ekstraordynaryjnym, nadzwyczajnym, organem, który bada rozstrzygnięcie wydane wcześniej przez inny organ administracji" - powiedział Opaliński uznając, że postępowanie komisji powinno być kontynuowane.

Przewodniczący komisji, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki również ocenił, że nie zachodzą przesłanki do zawieszenia postępowania. Ocenił, że trudno mu traktować wniosek prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz o wstrzymanie postepowania do czasu rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego inaczej niż "próbę storpedowania prac komisji". "Ja na to pozwolić nie mogę, bo nie taka była intencja ustawodawcy" - powiedział Jaki.

Wniosek Kropiwnickiego poddał pod głosowanie. Za opowiedziała się jedna osoba, przeciw było sześć, dwie wstrzymały się od głosu. 

Bajko: Zespół koordynujący zgodził się na likwidację gimnazjum przy Twardej

- Zespół koordynujący miasta zgodził się na likwidację gimnazjum przy ul. Twardej - zeznał świadek Marcin Bajko, b. szef stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomości, przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

W czwartek Bajko zeznawał na drugiej rozprawie komisji, która kontynuuje badanie sprawy nieruchomości Twarda 8 i 10. W związku z decyzją reprywatyzacyjną stołecznego ratusza  na rzecz "handlarza roszczeń" Macieja Marcinkowskiego, musiało się stamtąd przenieść prestiżowe gimnazjum.

Pytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy zespół koordynacyjny zajmował się sprawą przeniesienia szkoły, Bajko odparł: "Odbyła się dyskusja i była akceptacja". Jemu samemu nakazano zaś prowadzić rozmowy z Marcinkowskim by "jak najlepiej rozwiązać ten problem dla miasta".

Bajko dodał, że BGN "nie było właściwe co do likwidacji szkół". "Myśmy tylko sygnalizowali (...) na temat 110 czy 116 nieruchomości szkolnych, obciążonych roszczeniami" - mówił, dodając, że mieściła się w tym też sprawa Twardej.

Bajko mówił też, że zalecenia pokontrolne miasta wymagały od pracowników Biura przestrzegania terminów wynikających z Kodeksu postępowania administracyjnego. "Ale jak przestrzegać terminów Kpa, kiedy te wnioski mają 70 lat" - dodał świadek (dekret Bieruta z 1945 r., którego skutkiem było przejęcie wszystkich gruntów przez miasto stołeczne Warszawę, stanowił, że ich właściciele mieli pół roku na złożenie wniosku o przyznanie im prawa wieczystej dzierżawy, ale w praktyce większość wniosków nie była rozpatrywana lub rozpatrywano je odmownie - PAP).

Według Bajki, te zalecenia pokontrolne sprawiały, że pracownicy BGN, zamiast sprawdzać "czy jest odpowiednio ustalony krąg spadkobierców, czy w 100 proc. wszystkie wątpliwości wyjaśnione", mieli pilnować terminów. Pytany przez Jakiego o zalecenia pokontrolne by "terminowo" wydawać decyzje, Bajko powiedział, że takie polecenia prezydenta "to presja o bardzo dużej wadze".

Świadek podkreślał, że przygotowując tzw. małą ustawy reprywatyzacyjnej co do stolicy, wprowadził do niej "fortel na handlarzy roszczeń" - zapis, że strony ustalą, za jaką kwotę mogą nabyć roszczenia co do nieruchomości, ale gmina będzie mieć prawo pierwokupu po tej właśnie cenie. "To już kiedyś wymyślił Napoleon" - dodał Bajko. "To działa" - podkreślił. Dodał, że dzięki temu roszczenia (wcześniej nabywane przez "handlarzy roszczeń" za bardzo niskie kwoty - PAP) "zaczęły mieć wartość rynkową".

"Gronkiewicz-Waltz mówiła, że nie trzeba szkół w Śródmieściu"

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że nie potrzeba szkół w Śródmieściu i można oddać działkę na Twardej Maciejowi Marcinkowskiemu - zeznał w czwartek Marcin Bajko przed komisją ds. reprywatyzacji. Jak mówił nie jest pewny, czy prezydent była tego dnia na posiedzeniu zespołu koordynacyjnego.

"Zespół koordynacyjny podejmował decyzje i chciałem podkreślić, (...) że sprawa Twardej również była przedmiotem tego zespołu i tam zostały odpowiednie decyzje podjęte" - powiedział Bajko.

Wcześniej wyjaśnił, czym zajmował się zespół koordynacyjny. "W takim powszechnym mniemaniu wygląda, że jest to jakieś ciało, które o czymś decydowało w zakresie prywatyzacji. Otóż na podstawie zarządzenia Prezydenta M.st. Warszawy z 2007 roku został powołany zespół koordynacyjny, którego celem jest doradztwo prezydentowi w zakresie podejmowania decyzji. Składa się on z prezydenta, skarbnika, zastępcy prezydenta, sekretarza i osób tam powołanych przez prezydenta" - powiedział Bajko.

Dodał, że to ciało funkcjonuje na zasadzie posiedzeń, które odbywają się najczęściej we wtorki pomaga podjąć prezydentowi decyzje we wszystkich sprawach, nie tylko w zakresie reprywatyzacji, ale wszystkich zgłoszonych przez dyrektorów, czy osoby upoważnione. "Biuro Gospodarki Nieruchomościami, w szczególności moja osoba, bo byłem dyrektorem tego biura, w takich posiedzeniach w ciągu ostatnich 10 lat wziąłem udział 605 razy" - stwierdził.

Dodał, ze że BGN przygotował na posiedzenia 310 wniosków w celu rozstrzygnięcia przez prezydenta trudnych spraw z czego około 1/3 stanowiły sprawy reprywatyzacyjne. "Więc wiedza prezydenta była bezpośrednia i ta wiedza nie ulega wątpliwości" - stwierdził Bajko. Były szef BGN powiedział też, że w BGN przeprowadzono 66 kontroli 12 audytów wewnętrznych i 4 audyty jakości, w zakresie gospodarki nieruchomościami.

"Nie muszę nikomu mówić, (...) że duża część z tych wszystkich spraw dotyczyła reprywatyzacji, bo one były najważniejsze, lub prawie najważniejsze w biurze. To też było źródło informacji dla prezydenta, bo prezydent podpisuje wszystkie wnioski pokontrolne związane z zakończeniem kontroli i wskazuje co trzeba poprawić, co trzeba zmienić" - poinformował Bajko. 

Z góry założono likwidację szkoły?

Bajko powiedział, że na jednym ze spotkań dowiedział się, że prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała o likwidacji, bo szkół nie powinno być w Śródmieściu. "Taka wypowiedź padła, ona była pośrednio, ja teraz tego nie przypisuje pani prezydent, bo to mogło być różnie" - zaznaczył Bajko.

Dodał, że później usłyszał bezpośrednio od  prezydent Warszawy, że nie powinno być szkół w Śródmieściu. "I że tutaj nie ma potrzeby jakiegoś ratowania na siłę" - powiedział Bajko.

Jak powiedział, "a priori zostało założone, że ta szkoła zostanie zlikwidowana". "Oczywiście ja też rozumiem pewne argumenty merytoryczne, oprócz przekonania, że nie powinno być szkół w Śródmieściu, argumentem merytorycznym jest to, że nie można inwestować w infrastrukturę, która jest objęta roszczeniami, czyli np. remont tego gimnazjum, w sytuacji kiedy roszczenia są, jest niemożliwy" - powiedział Bajko.

Dodał, ze szereg takich argumentów rozumie, "niemniej jednak zostało założone, że to gimnazjum zostanie zlikwidowane". Jak mówił, dwa czy trzy miesiące po spotkaniu zespołu koordynującego został zaproszony na sesję rady miasta, na której procedowana była uchwała o przeniesieniu gimnazjum. "Wtedy straciliśmy możliwość ratowania (szkoły)" - zaznaczył.

Podkreślił, że to nie on przygotowywał ta uchwałę i nie ma na niej podpisu osób z jego biura.

"Teoretycznie szkoła mogła istnieć jeszcze wiele lat, mogły trwać spotkania z inwestorem i tam jakieś rozwiązanie pozytywne mogło być wypracowane. Natomiast po podjęciu uchwały o jej przeniesieniu nie ma już interesu społecznego, którego możemy bronić w tej sposób, w związku z tym zaistniała zasadność wydania decyzji (zwrotowej)" - powiedział Bajko.  

"Pamiętam rozmowę o której powiedziałem - czy ona była na zespole, czy ona była po zespole, czy może chwile później, pani prezydent do mnie powiedziała, że nie powinno być szkół w Śródmieściu" - powiedział Bajko.

"Prezydent warszawy nie nakazywała aby zmieniono czy wydano konkretną decyzję w sprawie reprywatyzacji nieruchomości" - dodał.

"Ja nie spotkałem się z taką sytuacja, o której wspominał tutaj jeden z moich przedmówców, żeby pani prezydent nakazała zmienić, lub wydać jakąś konkretną decyzję. Za moim pośrednictwem takiego zdarzenia nie było" - powiedział Bajko, nawiązując do zeznania pierwszego świadka komisji - Krzysztofa Śledziewskiego, który utrzymywał, że zna przypadek gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz ingerowała w decyzję. Prezydent Warszawy temu zaprzeczała.

Bajko dodał w czwartek, że podczas spotkań prezydent z radnymi i burmistrzami poruszane były sprawy reprywatyzacji. "Było bardzo dużo spotkań z politykami, bo pani prezydent preferuje spotkania z politykami, czyli z burmistrzami, czyli z radnymi (...) tam też były poruszane tematy, bo one zawsze paliły najbardziej, były poruszane tematy reprywatyzacji" - powiedział Bajko.

"Trzeba siedem razy pod światło spojrzeć na każdy dokument"

Nie ma domniemania, że po kimkolwiek dziedziczy Skarb Państwa; to może być fakt, natomiast nie jest to domniemanie w polskim prawie - zeznał w czwartek Marcina Bajko, b. szefa stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomości, przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

Bajko podkreślił, że sprawami spadkowymi w zakresie Skarbu Państwa i miasta zajmowało się Biuro Prawne, a nie jego biuro. "Ono dostawało korespondencje z sądu i przekazywało do Zarządu Mienia, który podlegał BGN" - wyjaśniał. "Jaka to była procedura do końca - nie mam świadomości" - stwierdził. Podkreślił, że nie zna aż tak szczegółowo sprawy nieruchomości przy Twardej.

Zapytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy uważa, że prawidłową była procedura, iż ratusz samodzielnie nie poszukiwał spadkobierców, odparł: "Każda sytuacja była inna i nie mogę powiedzieć, że nie poszukiwaliśmy w ogóle". Jego zdaniem nie było to zadaniem jego biura. Dodał, że "w różnych sytuacjach" były poszukiwania i - jak zaznaczył - sam podpisywał pisma w tej sprawie.

Jaki pytał świadka, dlaczego samo miasto stwierdziło, że decyzja reprywatyzacyjna ws. nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10 było "rażącym naruszeniem prawa". "Z tego, co pamiętam okazało się, że pojawił się jeszcze jeden spadkobierca" - powiedział Bajko. Zaznaczył, że nie pamięta szczegółów ale - jak ocenił - "to była przesłanka, żeby wznowić tę sprawę".

Dopytywany, czy miasto przed podjęciem decyzji badało dokładnie wszystkie dokumenty, które złożyła strona starająca się o reprywatyzację, odpowiedział: "Zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego każda sprawa powinna być rozstrzygnięta w oparciu o wszystkie dowody i bardzo dokładnie". "Natomiast jednocześnie w Kodeksie Postępowania Administracyjnego jest punkt (...), który mówi o tym, że organ przestrzega z urzędu swojej właściwości" - mówił świadek. Według niego nakładając te dwa przepisy trzeba dojść do wniosku, że "trzeba siedem razy pod światło spojrzeć na każdy dokument".

Przewodniczący komisji zastanawiał się, że skoro interes prawny w tej sprawie miało miasto, to kto powinien w jego imieniu złożyć wniosek, jeśli nie sam ratusz. "Pozwolę sobie polemizować. Nie ma domniemania, że po kimkolwiek dziedziczy Skarb Państwa. To może być fakt, natomiast nie jest to domniemanie w polskim prawie" - podkreślił Bajko.

Jak mówił świadek ważna jest również "bardzo istotna jedna rzecz, żeby ten Skarb Państw mógł wejść jako spadkobierca to musi minąć - bez żadnej czynności w zakresie tych spadkobierców - 30 lat". "Jeśli przez te 30 lat żaden ze spadkobierców nic nie zrobił, nawet nie napisał pisma, to można domniemywać, że gdzieś tam przechodzi to na Skarb Państwa, tylko że to my mamy  udowodnić" - zauważył. 

"Mieliśmy obowiązek ustalić właścicieli, nie kwoty transakcji"

W procesie reprywatyzacyjnym mieliśmy obowiązek ustalić obecnych właścicieli nieruchomości i osoby uprawnione do niej. Nie obejmowało to kwot transakcji, to nie była nasza kompetencja badać za ile ktoś komuś przekazał prawa do nieruchomości - zeznał b. szef stołecznego BGN Marcin Bajko.

Bajko mówił o tym w czwartek przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji pytany przez przewodniczącego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, czy nie wzbudzała jego wątpliwości różnica pomiędzy wycenioną wartością nieruchomości, a kwotą nabycia roszczeń do nich.

"Kwestia ceny - bo pan do tego zmierza, ze za bardzo niską cenę zostało przejęte - kwestia ceny nie jest przedmiotem kompetencji organu administracji. Wszelkie sprawy związane z cenami, wartością, to są sprawy cywilno-prawne w kognicji sądów powszechnych" - wyjaśnił.

"Właśnie dlatego o tym decyzje sąd, a nie organ, bo my nigdy nie wiemy, czy to (jakiś procent wartości - PAP) będzie dobrze, czy jeszcze ciągle niedobrze", gdy będzie to 2, 11, czy np. 90 proc. wartości nieruchomości - tłumaczył.

Dopytywany, czyim obowiązkiem było zebrać wszystkie akta do postępowania dekretowego odpowiedział, że obowiązek ten miał organ administracji i te akta zebrał. "Z nich wynikało, że ktoś jest teraz właścicielem jakichś tam procent udziałów po kimś. Natomiast do tej kognicji nie należy sprawdzanie za ile to kupił" - mówił komisji Bajko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje