Reklama

Reklama

Bajko: Gronkiewicz-Waltz interesowała się tylko sprawą Noakowskiego 16

Nadzór prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz nad stołecznym Biurem Gospodarki Nieruchomościami miał charakter "miękki" - poinformował podczas środowego przesłuchania przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji były szef BGN Marcin Bajko. Jak dodał, prezydent stolicy "poza sprawą Noakowskiego 16 Gronkiewicz-Waltz nie interesowała się zbytnio sprawami w BGN".

"Ten rodzaj nadzoru, można powiedzieć, że jest to rodzaj nadzoru o charakterze miękkim. To znaczy informowaliśmy o tym, co uważaliśmy za ważne w różny sposób. Najczęściej były to rozmowy telefoniczne lub spotkania" - powiedział Bajko, odpowiadając na pytanie dotyczące nadzoru nad BGN po odejściu wiceprezydenta stolicy Andrzeja Jakubiaka.

"Nadzór polegał również na tym, że to ona (Hanna Gronkiewicz-Waltz - PAP) musiała brać udział już nie w "obiadkach czwartkowych" tylko w spotkaniach z osobami z zewnątrz, była tą osobą, do której przychodzili skarżący" - dodał.

Reklama

Bajko powiedział też, że Gronkiewicz-Waltz musiała też akceptować wnioski, ale nie wszystkie. Dodał, że wszystkie posiedzenia zespołu koordynacyjnego były protokołowane.

Bajko dodał także, że "Hanna Gronkiewicz-Waltz poprosiła o akta sprawy Noakowskiego 16, miałem z nią długie na ten temat rozmowy".

Jak mówił, wydaje mu się, że poza tą konkretną sprawą, prezydent Warszawy nie interesowała się szczególnie innymi sprawami reprywatyzacyjnymi, prowadzonymi przez BGN. Dodał, że ws. nieruchomości przy Noakowskiego 16 (która w wyniku decyzji miasta w części przypadła rodzinie Gronkiewicz-Waltz) między nią a Bajką były wielogodzinne rozmowy o wszystkich aspektach - zeznał świadek komisji. Według niego rozmowy dotyczyły tego, "jak się wydaje takie decyzje od początku do końca - na czym to polega".

Bajko nie zgodził się z treścią wypowiedzi prezydent Gronkiewicz-Waltz z sierpnia 2016 r., w której stwierdziła ona, że "nie wiedziała co się działo, a odpowiedzialność za aferę ponoszą urzędnicy". "Fakty mówią co innego. Pani prezydent wiedziała o wszystkim, o zasadach, o tym co się dzieje w zakresie reprywatyzacji. Mieliśmy do niej oczekiwanie, aby pomogła zmienić dekret warszawski, a w zasadzie ustawę o gospodarce nieruchomościami. Żeby nie trzeba było wydawać tych decyzji. Taka powinna być jej rola" - mówił b. dyrektor BGN.

Wcześniej mówił m.in. że nic mu nie wiadomo, aby osoby zainteresowane zwrotami nieruchomości kontaktowały się z prezydent poza urzędem miasta. Zaprzeczył, jakoby w ratuszu istniały narzucone liczby spraw zwrotowych do rozpatrzenia. Oświadczył też, że nic nie wie, aby nagrody dla urzędników były powiązane z liczbą wydawanych przez nich decyzji. Natomiast ocenił, że na urzędników był wywierany rodzaj presji. Po pierwsze przez petentów, którzy "bez przerwy" przychodzili do BGN, a "tak być nie powinno". Drugim elementem, według Bajko, były wyniki kontroli, z których wynikało, że należy przestrzegać K.p.a.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne