Reklama

Reklama

1050. rocznica chrztu Polski

Historia bez cenzury: Władca z jajami - Bolesław Chrobry

Bolesław, znany później jako Chrobry, syn Mieszka I i czeskiej księżniczki Dobrawy, imię dostał pod dziadku - czyli ojcu matki - a znaczyło ono "więcej sławy". Rodzice z doborem imienia lepiej trafić nie mogli, bo Bolesław Chrobry "okazał się wykrętem, jak w mordę strzelił". Kto tak "młodzieżowo" podszedł do postaci wielkiego władcy?

Tym kimś jest Wojtek Drewniak, znany z internetowego programu "Historia bez cenzury".

Reklama

Autorski projekt, realizowany na kanale w serwisie YouTube, zdobył już niemal 300 tys. subskrybentów, a każdy kolejny odcinek odnotowuje setki tysięcy wyświetleń. Co pokazuje, że istnieje zapotrzebowanie na inne - niekoturnowe - podejście do historii.

Nakładem wydawnictwa HBC ukazało się książkowe wydanie "Historii bez cenzury" Wojtka Drewnika. Zapraszamy do poznania sylwetki Bolesława Chrobrego, pokazanego w nieszablonowy sposób. Poniżej fragmenty rozdziału zatytułowanego: "Władca z jajami - Bolesław Chrobry".

Bolesław Chrobry - pamiętajcie o nim, gdy wyciągniecie z portfela dwie dychy

Niewiele wiadomo o dzieciństwie Bolka. Z tego, co wiemy, miał jedną rodzoną siostrę - Świętosławę, która została później królową i pierwszą Polką w Anglii. Poza tym nasz bohater miał jeszcze rodzeństwo przyrodnie, ale kogo to obchodzi.

Dużo ciekawsze jest to, że kawał dzieciństwa spędził na niemieckim dworze jako... zakładnik. I to nie dlatego, że został porwany w jakiejś brawurowej akcji. Nie, nie. Ojciec oddał go sam. Zanim ktoś naśle na Mieszka I opiekę społeczną, to po pierwsze - Mieszko już jakiś czas nie żyje, a po drugie - to nie tak, że był złym ojcem. Wysłał tam młodego Bolka jako gwarancję wierności cesarzowi. Innymi słowy: to, że go na jakiś czas posłał do Niemca, oznaczało ni mniej, ni więcej, że to właśnie nasz bohater był najcenniejszym, co miał Mieszko. Poza tym to nie tak, że Bolesława po przyjeździe do Niemiec zakuto w kajdany i wrzucono do lochu. Traktowano go tam jak norweskiego więźnia - niby nie mógł sobie wrócić do domu, ale warunki do życia miał lepsze niż wielu ludzi na wolności.

(...) Zmarł Mieszko I [w roku 992 - przyp. red.] W sumie trochę smutno, ale Bolek, który do tej pory pokornie słuchał ojca, mógł wreszcie robić to, na co miał ochotę, a co lepsze, państwu wyszło to na dobre. Byli co prawda tacy, którzy różnicy nie widzieli, ale to tylko dlatego, że Bolesław sam o to zadbał. Miał sprawować rządy wspólnie z Odą, swoją macochą. Ale ani przez chwilę nie zamierzał respektować ostatniej woli ojca. Momentalnie wyrzucił z kraju macochę i swoich przyrodnich braci, których traktował wyłącznie jako konkurencję. Być może ktoś się w tej chwili oburza, ale jak na tamte czasy było to wyjątkowo humanitarne pozbycie się opozycji. Serio, gdyby ich pozabijał, to nikt specjalnie by się nie zdziwił.

(...) W 996 roku cesarzem został Otton III, który miał spory sentyment do Polaków. Być może dlatego, że Mieszko I pomagał Niemcom w walkach ze Słowianami połabskimi, ale równie duży wpływ miał na to jak dla mnie fakt, że kiedy Otton miał 8 lat, to dostał od Mieszka masę prezentów, w tym... wielbłąda! Nic dziwnego, że tak rozpieszczony przez Polaków chciał utrzymywać z nami dobre relacje. Poza tym miał swój plan, ale o tym za moment.

Bolek i Otton III po raz pierwszy spotkali się w 995 roku przy okazji mordowania pogan, a 5 lat później wzięli udział w największym balecie średniowiecza, ale żeby zrozumieć, jak do niego doszło, musicie poznać historię pewnego faceta o pięknym imieniu. Kiedy chrześcijaństwo było w naszych okolicach jeszcze sporą nowością, na polskie ziemie przybył pewien człowiek - Adalbert, a po naszemu Wojtek.

Wcześniej był biskupem w Pradze, ale miał taką wadę, że był strasznie uparty i nie chciał się godzić na kompromisy. Nie pasowało to jego parafianom, którzy kazali swojemu pasterzowi szukać roboty gdzie indziej. (...)

[Wojciech - przyp. red.] jechał chrystianizować Prusów i po drodze zatrzymał się, a jakże... w Gnieźnie, gdzie spotkał Bolesława Chrobrego. Chłopaki mocno się polubili i pewnie żaden się nie spodziewał, kiedy przybijali sobie piątkę na pożegnanie, że jednemu z nich bardzo szybko przyjdzie rozstać się z życiem w sposób co najmniej bolesny.

(...) Sam Wojtek został zabity toporem albo włócznią, natomiast pewne jest, że jego głowę zatknięto na pal, żeby jasno dać do zrozumienia kolejnym misjonarzom, że Prusowie nie mają ochoty na ewangelizację.

Kiedy Bolek dowiedział się o całej tej akcji, to wściekł się jak cholera, ale wyjątkowo nie kazał nikogo oślepić ani nie zorganizował wyprawy odwetowej, żeby zrównać Prusów z ziemią. Zamiast tego kazał sprowadzić zwłoki Wojciecha za tyle złota albo srebra (różnie na mieście gadają), ile ważył ten męczennik. Czemu? Bo był dobrym kumplem? Nie do końca. Otóż wyczuł w męczeńskiej śmierci Wojtasa ogromny marketingowy potencjał, za co wszyscy do dziś powinniśmy być mu wdzięczni.

Wojtek został santo turbosubito, czyli świętym w trybie superekspresowym, bo trwało to tylko 2 lata. Poza tym to była pierwsza kanonizacja przeprowadzona osobiście przez papieża, a nie lokalnych biskupów. Co z tego? To, że dzięki szybkiej akcji Bolesława mieliśmy w Gnieźnie relikwie tego największego w tym czasie celebryty, do którego wypadało się pomodlić.

Wiedział o tym również cesarz Otton III, który w roku 1000 postanowił przyjechać do Gniezna z pielgrzymką. Chrobry tylko na to czekał. Bolek wiedział, że najlepsze interesy robi się przy kielichu i że bogaci inaczej gadają z równymi sobie, a inaczej z biedniejszymi, więc wydał swoim ludziom rozkaz przygotowania najlepszej imprezy w dziejach.

Otton prawie padł z wrażenia, kiedy przyjechał do Gniezna. Miasto było tak odpicowane, że Las Vegas to przy nim wiocha. Cesarz pokornie pomodlił się przy grobie męczennika, a później... Ruszyli w balet - żarcia w opór, alkoholu jeszcze więcej, a z każdą godziną język Ottona III coraz bardziej się rozwiązywał. Otóż cesarz miał w planach stworzyć coś na wzór Unii Europejskiej, do której chciał zaprosić Bolesława. (...)

Nagrzmocony Otton wstał i powiedział, że takiego gościa jak Bolesław, to grzech nazywać księciem! On go traktuje jak brata! Co tam brata... Jak króla! I nałożył mu swój diadem. Wiele osób do dziś interpretuje to jako koronację, ale ja bym się tak nie zapędzał.

(...) Krótko mówiąc impreza była fantastyczna i Otton niewątpliwie wyjeżdżał na ciężkim kacu, ale za to mógł być pewny, że zyskał świetnego koalicjanta do swojej unii... Szkoda, że został otruty 2 lata później przez ówczesnych eurosceptyków i z całego planu nic nie wyszło. Na szczęście jednak inne decyzje podjęte na zjeździe gnieźnieńskim doszły do skutku - w Gnieźnie mogła powstać metropolia, czyli arcybiskupstwo. Zgodził się na to sam papież. To ogromnie ważne, bo nie byliśmy już zależni od arcybiskupstwa w Magdeburgu, tylko bezpośrednio od papieża. A umówmy się, zależności od Niemców chyba nikt nie lubi.

(...) Po śmierci Ottona III wszystko się spieprzyło. Na tronie zasiadł Henryk, który wcale nie miał ochoty kontynuować pomysłu średniowiecznej Unii Europejskiej swojego poprzednika. Podobnie jak kronikarz Thietmar był zwolennikiem (zresztą nie ostatnim) dominacji Niemiec nad innymi krajami. A Polski, która coraz bardziej rosła w siłę, nie znosił już najbardziej. Dobrze wiedział, że za dobrą kondycję państwa odpowiedzialny jest Bolesław, więc postanowił pozbyć się go w wyjątkowo perfidny sposób.

W 1002 roku, Bolo pojechał złożyć hołd Henrykowi, czyli potwierdzić, że uznaje go za najważniejszego europejskiego władcę. Henryk udawał przyjaznego gościa aż do końca wizyty naszego władcy, ale kiedy Chrobry wyjeżdżał z miasta, to "zupełnie przypadkiem" jego orszak zaatakowała ekipa bandziorów. Trudno w to uwierzyć, ale nasz bohater uszedł z życiem tylko dzięki pomocy... niemieckich książąt! Tak jest, tych, którzy pamiętali zjazd gnieźnieński i wiedzieli, jaki z naszego władcy równy gość. Jeden z nich, ze swoimi żołnierzami, osłaniał Polaków, a drugi (ze swoją ekipą) wyłamał zewnętrzną bramę miasta i umożliwił naszym ucieczkę. Ich imiona nie są jakoś superistotne w kontekście dalszej historii Polski, ale sami przyznajcie, że odwalili kawał dobrej roboty i zasługują na to, żeby wreszcie znaleźć się w jakiejś porządnej książce: Henryk ze Schweinfurtu i Bernard Billung. Dzięki, chłopaki!

(...) Wojna [polsko-niemiecka - przyp. red] trwała z przerwami przez 16 lat.

(...) Wreszcie Henryk zrozumiał, że nie da rady. Być może dobitnie uzmysłowił to sobie, uciekając w popłochu w ostatniej bitwie z wojskami Bolesława w 1017 roku. W każdym razie do pokoju doszło w 1018 roku w Budziszynie. Czemu aż tak ważne jest podkreślenie, że to właśnie Budziszyn? Bo znajdował się na terytorium Polski, a pokój podpisuje się w kraju zwycięzcy. Krótko mówiąc - Bolesław Chrobry był zwycięzcą tego starcia, które może i trwało długo, ale w jego wyniku prestiż Polski podskoczył jeszcze bardziej.

Wiele osób chciałoby pewnie trochę odpocząć po trwającej 16 lat wojnie, ale nie nasz Bolek. Zmontował bardzo silny skład, bo w ekipie, jaką przygotował, byli nie tylko jego wojowie, ale też niemieccy rycerze Henryka, z którym niedawno się pogodził, Węgrzy, Pieczyngowie (czyli goście z południowo-wschodniej części Rusi), a nawet, uwaga... Wikingowie! Na jaką wyprawę Bolek zebrał tak imponujące wojska? Otóż jechał podbić Ruś.

(...) Ruscy żołnierze nie mieli absolutnie żadnych szans z dream teamem Chrobrego. Zostali wręcz rozjechani, a Bolesław na czele swojego wojska triumfalnie wjechał do Kijowa (...).

Chcielibyście wiedzieć, co się działo później? Też bym chciał. Serio. Ale prawda jest taka, że diabli wiedzą, bo w 1018 roku zmarł Thietmar i w zasadzie wszystkie informacje o historii Polski z początku XI wieku szlag trafił. Z ostatnich lat panowania Bolesława znamy tylko jedno wydarzenie - ale za to jakie! W Wielkanoc 1025 roku Bolek został pierwszym królem w historii Polski.

(...) Bolesław niestety nie nacieszył się koroną zbyt długo. W zasadzie można powiedzieć, że koronę otrzymał rzutem na taśmę, bo zmarł już trzy miesiące później. Sama koronacja doprowadziła do totalnej wściekłości, a jakże, Niemców, którzy uznali to za uzurpację, czyli - inaczej mówiąc - nielegalne nadanie tytułu króla. Ale już nie mieli nic do gadania. Ten fantastyczny (choć czasem i kontrowersyjny) władca stworzył tradycję suwerennego Królestwa Polskiego kontynuowaną przez kolejne wieki. Pamiętajcie o nim następnym razem, gdy wyciągniecie z portfela dwie dychy. Uśmiechnijcie się do tego sympatycznego wąsacza, zanim kupicie browarek, chleb czy co tam kto woli.

Wojciech Drewniak

-----------

Wojciech Drewniak "Historia bez cenzury" Wydawnictwo HBC, Kraków 2016

Dowiedz się więcej na temat: bolesław chrobry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje