Reklama

Reklama

1050. rocznica chrztu Polski

Chrzest Polski. "Obchody 1000-lecia miał przyćmić koncert The Beatles"

Władze PRL sięgały po wszelkie możliwe środki, by w 1966 roku przyćmić kościelne obchody 1000-lecia chrztu Polski. Koszty propagandy nie grały żadnej roli, mało brakowało, a na Jasnej Górze zagrałby zespół The Beatles - opowiada prof. Jerzy Eisler, dyrektor oddziału IPN w Warszawie.

Norbert Nowotnik, Polska Agencja Prasowa: Dlaczego komuniści w połowie lat 60. tak ostro dążyli do konfliktu z duchownymi? W 1956 roku doszło przecież do liberalizacji polityki wyznaniowej w Polsce.

Prof. Jerzy Eisler: W gruncie rzeczy władza komunistyczna przez całe 45 lat Polski Ludowej z mniejszym lub większym naciskiem zwalczała Kościół katolicki. Walka o rząd dusz była raz ostrzejsza, raz łagodniejsza, ale trwała nieustannie. To była walka o to, kto będzie kształtował Polaków i kto ma kierować narodem - Kościół czy państwo. 

Reklama

O walce "o rząd dusz" w okresie konfrontacji Milenium Chrztu z Tysiącleciem Państwa mówił Zenon Kliszko, przewodniczący komisji KC PZPR ds. kleru...

- Władysław Gomułka bardzo chciał, by Polska w drugiej połowie XX wieku była Polską socjalistyczną, nowoczesną, a Polacy, żeby byli "wyzwoleni" z kościelnych zabobonów, przesądów. Tymczasem dla kardynała Stefana Wyszyńskiego Polska Ludowa była tylko jednym z wielu okresów w historii. Dawał on do zrozumienia, że PRL to tylko przejściowe zjawisko, że komuniści u władzy nie są - jak twierdził Gomułka - zwieńczeniem procesu historycznego. I przypadek sprawił, że kulminacyjny moment w relacjach Kościół - państwo wypadł w 1966 roku, mniej więcej w połowie tego 45-lecia, gdy obchodzono zarazem Tysiąclecie Chrztu i Tysiąclecie Państwa Polskiego. Magia liczb.

Obchody Milenium Chrztu Polski. Zobacz zdjęcia

- Ale proszę zauważyć, że ani polskie państwo nie powstało w 966 roku, bo wiemy, że był to długi proces trwający co najmniej dziesiątki, jeżeli nie sto lat, ani chrześcijaństwo w 966 roku nie zdobyło na ziemiach polskich wielu wyznawców, bo wówczas chrzest przyjął jedynie książę Mieszko i jego najbliższe otoczenie. W obu przypadkach miało to zatem wymiar umowny, symboliczny, ale dla rywalizujących ze sobą liderów prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego i pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, data ta okazała się znakomitym polem do konfrontacji.

Co robiła władza? Jak utrudniała Kościołowi obchody Milenium?

- Prof. Jerzy Eisler: Obchodom kościelnym Tysiąclecia Chrztu, nie licząc się z kosztami, strona państwowa przeciwstawiała obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego. Podczas milenijnych uroczystości, gdy rozbrzmiały kościelne dzwony, można było usłyszeć salwy armatnie, które z kolei uświetniały państwowe ceremonie. Na jednym placu miasta mszę odprawiał kardynał Wyszyński, a na drugim przemawiał Gomułka. Rozmach po obu stronach był ogromny. Pamiętajmy, że już wiele lat wcześniej Kościół i władza komunistyczna ogłosiły przygotowania do Tysiąclecia. Projektem sztandarowym PZPR było wybudowanie tysiąca szkół, co obok niezwykle bogatego programu rozrywkowego między innymi w kinach i telewizji, miało przyćmić Milenium Chrztu. W sumie tych szkół zbudowano nawet więcej niż 1000. Powstawały też Osiedla i Parki Tysiąclecia, zadrzewiano kraj, budowano wały przeciwpowodziowe.

Ale władza sięgała też po przemoc. Wzywano duchownych na rozmowy, były rewizje w budynkach kościelnych. W zakładach zobowiązywano robotników do obowiązkowego uczestniczenia w państwowych uroczystościach, zdarzały się też przypadki zamykania w tym czasie młodzieży i dzieci w szkołach. Doszło nawet do zamieszek w Warszawie i Gdańsku. Co było najpoważniejszą szykaną?

- W wymiarze międzynarodowym było to niedopuszczenie do wizyty w Polsce papieża Pawła VI, któremu obcesowo zakomunikowano, że władze PRL nie są zainteresowane jego przyjazdem. Do wizyty miało dojść 3 maja, gdy na Jasnej Górze planowano jedne z największych uroczystości. Mało osób wie, że Paweł VI próbował przybyć do Polski także w grudniu 1966 roku i wykazywał przy tym daleko idącą ustępliwość. Był gotów przylecieć do Polski 24 grudnia zaledwie na kilka godzin, odprawić pasterkę na Jasnej Górze i jeszcze tej samej nocy wrócić do Rzymu. Tę propozycję komuniści też odrzucili.

- Wśród szykan poza tymi niedoszłymi wizytami papieża, najcięższy kaliber miało odmawianie paszportu kardynałowi Wyszyńskiemu i uniemożliwianie mu wyjazdu z kraju. Sytuacja, w której prymas Polski przez blisko trzy lata nie może pojechać do Rzymu, siłą rzeczy nasuwała skojarzenia z latami 1953-1956, gdy kardynała Wyszyńskiego internowano. Zresztą w 1966 roku prymas też brał pod uwagę aresztowanie. Solidarnie z kardynałem zachowywali się polscy biskupi, którym władza chętnie dawała paszporty, ale ci odmawiali wyjazdu z Polski.

Wśród spektakularnych akcji Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej było zatrzymanie kopii jasnogórskiego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

- Peregrynacja tego obrazu była integralnym elementem obchodów milenijnych. Wędrował on po całej Polsce od parafii do parafii, a pielgrzymka ta odbywała się w wyjątkowej oprawie. Były konne i motocyklowe banderie, tłumy wiernych padające na kolana przed świętym obrazem, orkiestry, kwiaty, dziewczynki w białych sukienkach. Początkowo władza wyrażała jedynie dezaprobatę, aż w pewnym momencie uznała, że już dość tych religijnych manifestacji i jasnogórski obraz "zaaresztowała". Wrócił on do sanktuarium na Jasnej Górze, skąd nie miał prawa być wydobywany.

- Prymas Wyszyński podjął wówczas decyzję kontrowersyjną, dla wielu na pewno nie do końca zrozumiałą. Otóż zamiast obrazu po Polsce zaczęły wędrować same jego ramy, puste ramy, przed którymi wierni również padali na kolana, bo oczyma wyobraźni widzieli w nim obraz Najjaśniejszej Panienki. To już Gomułkę doprowadzało do szału, zresztą nie tylko jego, ale i innych komunistycznych dygnitarzy. Natomiast dla kardynała Wyszyńskiego był to dowód na ogromną siłę wiary religijnej w narodzie polskim.

Komuniści odciągali Polaków od kościelnych uroczystości oferując im również bardzo bogaty program rozrywkowy. W kinach i telewizji można było obejrzeć najlepsze produkcje filmowe, nie tylko polskie, jak np. "Faraon", ale i zachodnie.

- Dla mnie szokiem była informacja, że 3 maja 1966 roku w czasie obchodów na Jasnej Górze władza chciała zorganizować koncert zespołu The Beatles. Była to propozycja jak najbardziej realna. Koszty przecież nie grały roli, na propagandę nikt nie żałował, a Beatlesi akurat 3 maja mieli wolny termin. Ich ostatni koncert w Wielkiej Brytanii był 1 maja, więc teoretycznie mogli 3 maja zagrać w Polsce.

- Zaczęto nawet z nimi pertraktować i uzgadniać przyjazd do kraju, ale ktoś przytomny zauważył, że koncert i msza w jednym miejscu, gdzie zgromadzą się co najmniej dziesiątki tysięcy ludzi, może okazać się bardzo niebezpieczne. Bo gdyby się te dwa tłumy, jakże różne, jakże odmienne, nie powiem, że wrogie, bo to już byłaby nieprawda, zaczęły się ze sobą stykać, mieszać, gdyby zaczęły się jakieś obelgi, a być może przemoc, wówczas żadne siły milicyjne nie byłyby w stanie tego opanować. Uznano zatem, że to jednak zły pomysł i ograniczono się do mniej spektakularnych wydarzeń: koncertu polskich wykonawców, meczu piłkarskiego czy specjalnie dobranego programu telewizyjnego.

Kto ostatecznie zwyciężył w tym sporze - Kościół czy państwo? Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński czy pierwszy sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka?

- Jak to często w Polsce bywa obie strony ogłosiły swoje zwycięstwo, ale historia jednoznacznie przyznała rację tylko stronie kościelnej. Bo to przecież Władysław Gomułka przekonywał, że Polska Ludowa będzie istniała wiecznie, a tymczasem tej formacji politycznej już nie ma. Nie ma ani Polski Ludowej ani Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, natomiast Kościół katolicki tak jak wcześniej przez tysiąc lat istniał, istnieje do tej pory i prowadzi duszpasterską działalność nie tylko na terenie naszego kraju, ale na całym świecie.

Czy ta rywalizacja Milenium Chrztu Polski z Tysiącleciem Państwa Polskiego może dzisiaj nas czegoś nauczyć?

- Tak, bo i dzisiaj padają deklaracje, że ta czy inna formacja polityczna jest zwycięska, tak jak w 1966 roku strona partyjno-rządowa ogłosiła, że obóz postępu wygrał. Ale jednak po tych kilkudziesięciu latach widać, że tego obozu postępu już nie ma. To powinna być przestroga także dla współczesnych polityków z ostatniego 25-lecia wolnej Polski. Bo może się niektórym politykom wydawać, że to oni trzymają całą kulę ziemską w swoich rękach i mogą z nią robić co zechcą, obracać ją to w lewo, to w prawo, tymczasem to historia rozstrzygnie, czy kogoś będziemy pamiętać jako pozytywną postać, czy też o tym kimś zapomnimy.

Rozmawiał Norbert Nowotnik

(cały wywiad do przeczytania na portalu historycznym www.dzieje.pl)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy