Reklama

Dziewięć godzin? Posłowie nie mówią prawdy o pociągach Szczecin-Warszawa

Posłowie, którzy za pieniądze podatników latają najczęściej, usprawiedliwiali się w rozmowie z Interią, że pociągi Szczecin-Warszawa jadą nawet dziewięć godzin. Zweryfikowaliśmy ich słowa - taka podróż koleją zajmuje mniej czasu, także uwzględniając spóźnienia. Całkiem kolorowo jednak nie jest, bo jeszcze w 2016 roku PKP zawoziły pasażerów do Szczecina w mniej niż pięć godzin. Ponadto po naszym artykule Adrian Zandberg z Razem zasugerował zakaz lotów poselskich na niektórych trasach.

Z kasy Kancelarii Sejmu - a więc publicznych środków - wydano ponad 11 milionów złotych na lotnicze podróże posłów tej kadencji izby niższej - informowaliśmy w Interii w poniedziałek. Najwięcej latają posłowie ze Szczecina, a wśród nich Sławomir Nitras z Koalicji Obywatelskiej. Od jesieni 2019 roku zaliczył on 284 powietrzne rejsy, "zdobywając" w naszym rankingu srebrny medal.

- Latam w poniedziałek do Warszawy, a w czwartek lub piątek wracam do Szczecina. W tym zestawieniu lotów zawsze jest tak, że najwięcej latają szczecińscy posłowie. Dlatego, że odległość między Warszawą a Szczecinem wynosi około 600 kilometrów, a pociągiem jedzie się dziewięć godzin - tłumaczył Nitras.

Reklama

CZYTAJ: Francja chce zakazać krajowych lotów samolotem. Jest jeden haczyk

Z kolejowego "oddalenia" zachodniopomorskiej metropolii od reszty kraju żartowali już muzycy. W teledysku Łony i Webbera pojawiła się rzekoma mapa połączeń PKP z miastami położonymi blisko siebie i dobrze skomunikowanymi. Wyjątkiem jest "samotny" Szczecin, oznaczony punktem po drugiej stronie kartki, do którego biegnie jeden szlak.

Posłowi Lewicy Dariuszowi Wieczorkowi (224 loty) nie jest jednak do śmiechu. Jego zdaniem podróż PKP Intercity z największego miasta Pomorza Zachodniego do stolicy zajmuje od ośmiu do dziewięciu godzin, autem - sześć, a samolotem - 50 minut. Przypominał przy tym o modernizacji linii kolejowych na trasie Warszawa-Szczecin, wydłużającej czas jazdy pociągiem.

Natomiast zdaniem posła Michała Jacha z zachodniopomorskiego Stargardu "najszybszy pociąg do stolicy jedzie siedem i pół godziny". - Kiedyś było lepiej, często jeździłem pociągiem. Podróż zajmowała cztery i pół godziny. To było nawet bardziej funkcjonalne, bo miałem internet, mogłem czytać i pisać. Teraz trasa jest remontowana, pociąg jedzie długo, więc koleją mało kto jeździ. Kasę zbijają linie lotnicze - uznał.

W dziewięć godzin z Warszawy do Szczecina? W rozkładzie PKP aż tak źle nie jest

Politycy różnili się więc w ocenach, ile czasu potrzebuje dalekobieżny pociąg, by ze Szczecina Głównego dotrzeć do jednego z warszawskich dworców. Ponadto każdy z nich zawyżył liczbę godzin, którą - według rozkładu jazdy - trzeba spędzić w wagonie.

Najszybsze bezpośrednie połączenie na problematycznej trasie to EIC "Chrobry". Rusza on ze stołecznego Dworca Centralnego o 15:07, by dotrzeć do Szczecina tuż przed 22:00. Jazda zajmuje mu sześć godzin i 46 minut, a więc o niecałą godzinę mniej niż podał Michał Jach i ponad dwie godziny krócej w porównaniu do obliczeń Sławomira Nitrasa oraz Dariusza Wieczorka.

Czas przelotu bliski dziewięciu godzinom ma jedynie skład TLK "Uznam". Z Warszawy Centralnej odjeżdża on o 21:07, a w Szczecinie jest o 5:59. Daje to osiem godzin i 52 minuty podróży, jednak to pociąg nocny, więc jego godziny odjazdów ustalane są tak, aby pasażerowie na stację końcową dojechali rano, a nie przykładowo o 3:00.

Podróż pozostałymi pociągami łączącymi Warszawę ze Szczecinem zajmuje ponad siedem godzin, więc w ich przypadku najbliższy faktycznemu rozkładowi jazdy był poseł Jach. Są to chociażby IC "Gałczyński" (5:14 - 12:53), TLK "Staszic" (8:16 - 16:21) czy IC "Podlasiak" (11:58 - 19:20).

Czas podróży może skrócić przesiadka

Niekoniecznie jednak trzeba jechać bezpośrednio. Oczywiście wygodniej jest, gdy raz usadowimy się w fotelu i dojedziemy tam, dokąd chcemy, lecz przesiadka potrafi skrócić czas podróży.

I tak analizowaną przez nas trasę da się pokonać, wsiadając o 4:24 w EIC "Berlin-Warszawa-Express" i wysiadając z niego w Rzepinie o 8:47. Tam czekamy do 9:04 na IC "Swarożyc", który jest skomunikowany z pociągiem do stolicy Niemiec w razie opóźnienia tego pierwszego. Na stacji w Szczecinie wysiadamy o 10:46, czyli po sześciu godzinach i 22 minutach jazdy.

W teorii da się też kupić bilet na pociąg do Berlina o 5:57 i z niego przesiąść się w Poznaniu na IC "Gałczyński". Podróż zajęłaby nam sześć godzin i 56 minut, jednak w przypadku tej opcji kolejarze ostrzegają, że czas na zmianę peronu w Wielkopolsce może być niewystarczający.

Również w odwrotnej relacji, czyli ze Szczecina do Warszawy, są pociągi jadące dokładnie siedem godzin lub nawet krócej. To EIC "Chrobry" (3:49 - 10:09), IC "Mewa" (7:50 - 14:50), IC "Podlasiak" (9:30 - 16:30) oraz IC "Gałczyński" (16:02 - 23:00). W rozkładzie nocnego "Uznamu" na przejazd do Warszawy Gdańskiej zarezerwowano siedem godzin i 43 minuty, dłużej jedzie też dzienny TLK "Staszic" (11:30 - 19:32, czyli osiem godzin i dwie minuty).

Można też - w sześć godzin i 55 minut - podróżować z przesiadką. Na dworcu Szczecin Główny wsiadamy o 8:38 w pociąg Polregio "Pliszka", a w Rzepinie zmieniamy skład na "Berlin-Warszawa-Express" z oferty PKP Intercity.

Dokuczliwe opóźnienia. PKP przegrywały z zimą

co z opóźnieniami? Sprawdzamy, jak często w ostatnich dniach bezpośredni EIC "Chrobry" ze stolicy na Pomorze Zachodnie przyjeżdżał później niż powinien. Pomogą nam w tym dane zebrane przez autorów strony bocznica.eu.

Średnia liczona od 11 grudnia dla wszystkich stacji na trasie to 32 minuty opóźnienia, ale trzeba mieć na względzie, że ruch na kolei paraliżowany był wtedy przez ataki zimy. Mimo to przez większość dni "Chrobry" zjawiał się w Szczecinie z co najwyżej kilkunastominutowym odchyleniem od rozkładu jazdy.

Lepiej ze śnieżycami i mrozem radził sobie IC "Gałczyński" (Warszawa 5:10 - Szczecin 12:53). W jego przypadku przeciętne spóźnienie wyniosło siedem minut. Dla większości innych pociągów średnia wyniosła od 20 do 30 minut, które dla samego Szczecina potrafiły zmniejszyć się do dwóch czy pięciu.

Zandberg proponuje zakaz lotów poselskich na trasach, gdzie pociągi jeżdżą w trzy godziny

Po publikacji artykułu o poselskich lotach głos w sprawie zabrał Adrian Zandberg, współprzewodniczący Lewicy Razem. "Widzę, że trwa rozliczanie posłów ze Szczecina za latanie samolotem. Sam nie korzystałem z darmowych lotów ani razu. Mimo to uważam, że te ataki są nie fair. Szczecin ma naprawdę złe połączenie PKP" - uznał na Twitterze.

Według niego "sensowniejszy byłby zakaz lotów poselskich tam, gdzie kolej jedzie poniżej trzech godzin". "Sam na krótszych trasach europejskich staram się wybierać pociąg. Czasem wywołuję w ten sposób zdziwienie w Kancelarii Sejmu. Sporo można by zrobić, żeby ograniczyć niepotrzebne przeloty. Nie zawsze jest to jednak możliwe. A trasy do Szczecina naprawdę wołają o pomstę do nieba" - ocenił.

Zandbergowi odpowiedziało Stowarzyszenie Ekonomiki Transportu. Zdaniem ekspertów szlaban na loty proponowany przez lewicowego polityka "to trochę przesada". "Ale fakt, że jak ktoś lata, a nie jeździ Pendolino, z Warszawy do Krakowa czy Gdańska, to nie jest to zbytnio zrozumiałe. Loty do Szczecina to inna kwestia - mimo wszystko wytłumaczalna" - uściślili.

Na trasie Warszawa-Szczecin kiedyś bywało szybciej

Na inny aspekt sytuacji zwrócono uwagę na profilu dwumiesięcznika "Z Biegiem Szyn", prowadzonego przez Karola Trammera, autora książki "Ostre cięcie. Jak niszczono polską kolej". "Najszybszy pociąg relacji Warszawa-Szczecin jedzie 6 godzin 46 minut. W 2016 roku jechał 4 godziny 59 minut. Ostatni dzienny pociąg do Szczecina odjeżdża z Warszawy o 15:07. W 2016 roku odjeżdżał o 18:55 i do Szczecina docierał przed północą" - przypomniano.

Interia sprawdziła też rozkład jazdy z początku 2012 roku. Wtedy EIC "Błękitna Fala" na odcinku Warszawa-Szczecin jechał pięć godzin i 20 minut, a pociągi TLK potrzebowały około sześciu godzin. Wówczas była też nieco wolniejsza alternatywa dla PKP Intercity, czyli składy InterRegio Przewozów Regionalnych, zawożące do Szczecina w ponad sześć godzin.

Zajrzeliśmy również do bardziej historycznych tabel PKP z rozkładu jazdy na lata 1991-1992. Wtedy część pociągów potrzebowała mniej więcej ośmiu godzin, aby przejechać ze stolicy do północno-zachodnich rejonów Polski. Inne, obsługujące mniej stacji, dowoziły na tym szlaku w ponad sześć godzin.

W zeszłym roku rząd przyjął rozporządzenie o wykazie inwestycji związanych z planowanym Centralnym Portem Komunikacyjnym. Przewidziano w nim, że za pomocą kolejowych "szprych" dojedziemy do gigalotniska z prawie każdej aglomeracji w Polsce w co najwyżej dwie i pół godziny. Każdej... poza Szczecinem, bo jego mieszkańcy mają dojeżdżać do CPK między Warszawą a Łodzią w około trzy i pół godziny.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: wiktor.kazanecki@firma.interia.pl

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy