Reklama

Szczyt NATO w Warszawie. Atomowe obawy Sojuszu

Od zakończenia zimnej wojny Sojusz skoncentrował się na ograniczaniu roli broni nuklearnej w strategii odstraszania, a także na współpracy z Rosją w zakresie zmniejszania arsenałów jądrowych. Rosja okazała się jednak partnerem nieskorym do współpracy, a dziś stanowi znaczące zagrożenie dla NATO - komentuje dla Interii dr Brad Roberts, zastępca asystenta sekretarza obrony USA ds. nuklearnych i rakietowych w czasie pierwszej kadencji Baracka Obamy.

Dziś i jutro w Warszawie o bezpieczeństwie państw  Sojuszu będą dyskutować przywódcy i czołowi politycy państw NATO.

Po upadku Związku Radzieckiego ryzyko konfliktu atomowego między głównymi mocarstwami znacząco spadło, ale w ostatnich latach Kreml coraz częściej zaczął przypominać, że ma do dyspozycji broń jądrową i nie zawaha się jej użyć, nie tylko w tradycyjnym celu odstraszania przeciwnika.

Dariusz Jaroń, Interia: Jakie oczekiwania wiąże pan ze szczytem NATO w Warszawie w zakresie polityki nuklearnej Sojuszu?

Reklama

Dr Brad Roberts: - Spodziewam się wzmocnienia politycznej deklaracji - bardziej niż dotąd oczywistego dla rosyjskich przywódców sygnału, że wykorzystanie broni jądrowej przeciwko członkom Sojuszu skończyłoby się dla Rosji katastrofą. Ponadto można oczekiwać zapewnienia dalszej modernizacji sił nuklearnych NATO i zwiększenia zaangażowania państw Sojuszu w program Nuclear Sharing (porozumienie dot. współdzielenia taktycznej broni nuklearnej - przyp. red).

Jak ocenia pan obecny poziom zagrożenia nuklearnego wobec państw Sojuszu? Wspomniał pan o Rosji. Czy to najbardziej prawdopodobny kierunek ewentualnego konfliktu?

- NATO funkcjonuje w złożonym środowisku bezpieczeństwa, zmagając się z licznymi wyzwaniami zarówno na swojej wschodniej, jak i południowej granicy. Największe zagrożenie rzeczywiście pochodzi od Rosji, jej cynicznego wymachiwania nuklearną szabelką i stosowania strategii eskalacji i deeskalacji napięcia.

- Obawy wśród państw Sojuszu budzi ponadto rozpowszechnianie broni masowego rażenia i rakiet dalekiego zasięgu. Istnieje prawdopodobieństwo, że tzw. Państwo Islamskie może wejść w posiadanie takiej broni i wykorzystać ją w celach terrorystycznych.

- Europa nie stoi dziś zatem przed widmem nuklearnej zagłady - znanym z czasów zimnej wojny, ale przed rosnącym ryzykiem wystąpienia różnego typu zagrożeń atomowych.

Argument nowej zimnej wojny często jednak pada w rozważaniach ekspertów. Czy prawdopodobieństwo nuklearnego konfliktu między głównymi mocarstwami jest dziś największe od tamtych lat?

- Wydaje się, że to ryzyko rośnie, ale nie sposób ocenić jak bardzo jest wysokie. Rosyjscy przywódcy chcą żebyśmy wierzyli, że mogą przeprowadzić i wygrać wojnę nuklearną o ograniczonym zasięgu.

- W ciągu ostatnich kilku lat, w tym także na ostatnim szczycie NATO w Walii, Sojusz podjął wiele istotnych kroków, mających na celu zademonstrowanie, że potrafi się obronić przed ewentualnym atakiem i ma ku temu odpowiednie środki. Zdecydowane działania, uświadamiające Rosji, że potencjalna agresja spotka się z odpowiedzią nuklearną Sojuszu, a dla Rosji będzie oznaczać katastrofę, to skuteczny sposób na ograniczanie ryzyka wybuchu konfliktu.

Czy pańskim zdaniem oparta dotąd na odstraszaniu polityka nuklearna NATO powinna zostać zmieniona?

- Od zakończenia zimnej wojny Sojusz skoncentrował się na ograniczaniu roli broni nuklearnej w strategii odstraszania, a także na współpracy z Rosją w zakresie zmniejszania arsenałów jądrowych. Rosja okazała się jednak partnerem nieskorym do współpracy, a dziś stanowi znaczące zagrożenie dla NATO. Sojusz musi jasno podkreślić, że rozumie zmiany, jakie zaszły we wzajemnych relacjach, a także wzmocnić politykę odstraszania, co przełoży się na jego wiarygodność w oczach przywódców Rosji i nas samych. Zmiana ta będzie miała wpływ w kolejnych latach nie tylko na politykę nuklearną NATO, ale też na obronę przeciwrakietową, czy też przed atakiem cybernetycznym lub konwencjonalnym.

Rozmawiał Dariusz Jaroń


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy