Reklama

Łowcy wraków na tropie niesamowitych skarbów. "To niemal stan wojny"

Poszukiwacze podwodnych wraków polują na ogromną fortunę. Wartość antykwaryczna wydobywanych przez nich rzeczy idzie w miliony dolarów. Jednak ich działania spotykają się z krytyką naukowców. Badacze przekonują, że chęć zysku przysłania poszukiwaczom obowiązek dbania o ogólnoludzkie dziedzictwo. Spory między dwoma grupami niejednokrotnie kończą się pozwami sądowymi. W konflikt o to, kto będzie kontrolował podwodne skarby zaangażowane są również poszczególne państwa, które dochodzą praw do dawnych okrętów wojennych, a także do ich eksploracji pod wodą.

Kiedy łowca wraków z Ohio Thomas "Tommy" Thompson znalazł w 1988 r. na dnie Atlantyku wrak S.S. Central America, trafił na złoto, i to dosłownie. Wydobył na powierzchnię - ze statku, który zatonął podczas huraganu u wybrzeży Karoliny Południowej w 1857 r. - warte miliony dolarów złote sztabki i monety

Z biegiem lat euforia z powodu odkrycia podwodnego skarbu zmniejszyła się. Inwestorzy, którzy pomogli zebrać 12,7 mln dolarów na sfinansowanie eksploracji wraku, oskarżyli Thompsona o oszukanie ich w kwestii udziału w zyskach.  

Po wydaniu przez sąd nakazu aresztowania w 2012 r., Thompson ukrywał się przez ponad dwa lata, zanim został odnaleziony w jednym z hoteli na Florydzie. Mężczyzna nadal odmawia ujawnienia lokalizacji złotych monet.

Reklama

Negatywny wizerunek poszukiwaczy podwodnych skarbów

Sprawa Thompsona jest najbardziej jaskrawym przykładem niejednoznacznego wizerunku poszukiwaczy podwodnych skarbów - profesji przez jednych chwalonej, przez innych krytykowanej. W historii Thompsona nie brakuje oskarżeń o (domniemane) przestępstwa, procesów sądowych, poszukiwania przez policję. W grę wchodzą także ogromne pieniądze. Sam Thompson po odkryciu zaginionego przez wiele lat statku, opisał swoje przygody w książce.  

Czytaj wszystkie artykuły z cyklu "Interia Bliżej Świata" 

Wraki statków i nadzieja na odnalezienie podwodnych skarbów od dawna wabią tych, którzy poszukują przygód oraz sposobów na szybkie wzbogacenie. Na dnie mórz i oceanów znajduje się ponad 3 miliony nieodkrytych wraków. Udało się dotrzeć tylko do niektórych z nich. W przypadku podwodnych skarbów nie brakuje wielu skomplikowanych sporów, m.in. o to, kto powinien być właścicielem tego wyjątkowego dziedzictwa oraz w jaki sposób powinno się je eksplorować. Wywołuje to ogromne emocje w świecie poszukiwaczy.  

- Istnieją dwa ścierające się ze sobą obozy, będące ze sobą niemalże w stanie wojny - podkreśla David Mearns, oceanograf i ekspert w dziedzinie głębokowodnych poszukiwań - jeden z garstki profesjonalnych łowców wraków na świecie.  

Z jednej strony łowcy wraków, jak Thompson, przyczynili się do upowszechnienia negatywnych postaw na granicy prawa, nierzadko niszcząc wraki. Nie myślą o dbaniu o ogólnoludzkie dziedzictwo, a o zyskach z podwodnych skarbów.  

Z drugiej strony są archeolodzy morscy, którzy skrupulatnie badają podmorskie głębiny, postrzegając je jako dziedzictwo kulturowe, które za wszelką cenę należy chronić. - Lepiej, by wrak statku pozostał nietknięty na dnie oceanu, niż został znaleziony, a następnie ograbiony z artefaktów - podkreśla archeolog morski Chuck Meide. - Odkrycie wraku przez poszukiwaczy skarbów, wiąże się zazwyczaj z jego zniszczeniem z powodu chęci zyskania krótkoterminowego zysku - dodaje.  

Historia podwodnej archeologii

Zainteresowanie wrakami statków wzrosło od czasu odkrycia Titanica w 1985 r., mówi Merans. Może on się pochwalić m.in. odnalezieniem HMS Hood, brytyjskiego okrętu wojennego zatopionego w 1941 r. przez niemiecki pancernik Bismarck czy Esmeraldy, portugalskiego statku zaginionego w 1503 r. w trakcie sztormu u wybrzeży dzisiejszego Omanu.

Do kolejnych - często spektakularnych - odkryć przyczynia się postęp technologiczny, a kolejne wraki są odnajdywane dzięki coraz bardziej zaawansowanym robotom głębinowym oraz sonarom. Dodatkowo z biegiem lat spadły - przynajmniej na płytszych wodach - koszty eksploracji mórz i oceanów.  

W początkowym okresie podmorskiej "gorączki", związanej z poszukiwaniem wraków mieliśmy do czynienia ze współpracą pomiędzy łowcami podwodnych skarbów oraz archeologami morskimi. Niejednokrotnie obie grupy współpracowały przy poszukiwaniu wraków. 

- Ale te czasy już dawno minęły - podkreśla Mearns. A spory o to, do kogo należą skarby, często przeradzają się we wzajemną wrogość i kończą się sądowymi pozwami

Spór z Francją o La Trinité

W 2013 r. Bobby Pritchett, prezes firmy Global Marine Exploration z Florydy, uzyskał pozwolenia na przeczesywanie dna morskiego na obszarze około 260 km kw. u wybrzeży przylądka Canaveral. GME zajmuje się poszukiwaniem wraków i wydobywaniem z nich rzeczy, których wartość antykwaryczna idzie w miliony dolarów. Trzy lata później Pritchett i jego ekipa ogłosili, że znaleźli pozostałości XVI-wiecznego statku. 

Wiele osób przypuszczało, że jest to La Trinité, francuski żaglowiec, który zatonął podczas gwałtownej burzy u wybrzeży Florydy w 1565 r. Jego zatonięcie, wraz z trzema innymi okrętami, brutalnie zakończyło francuskie aspiracje do Florydy.  

Sytuacja była kuriozalna. Jeszcze zanim ustalono, jaki żaglowiec spoczywa na dnie oceanu, już rozgorzał konflikt z udziałem Francji, o to co znaleźli płetwonurkowie z Global Marine Exploration. 

Początkowo Pritchet nie oponował, gdy Francuzi uznali wrak za La Trinité - byłby to najstarszy wrak francuskiego żaglowca w Nowym Świecie. W ten sposób wartość antykwaryczna zabytków rosła. Jednak poszukiwacz nie przewidział, że francuski MSZ wystąpi o zwrot zabytków, na mocy aktu prawnego "Sunken Military Craft Act", przyznającego prawo własności każdemu krajowi do jego dawnych okrętów wojennych, a także prawo do ich eksploracji pod wodą

Wtedy prezes GME zmienił zdanie. Przekonywał, że jego znalezisko wcale nie było La Trinité, ale hiszpańskim statkiem przewożącym zrabowane francuskie artefakty. Firma zwróciła się do sądu w Orlando o potwierdzenie jej praw do znaleziska. Obie strony sięgnęły po pomoc prawników i ekspertów, ponieważ w grę wchodziły niebagatelne pieniądze.  

Gdyby sąd przyznał rację GME, 80 proc. wartości znaleziska przypadłoby Global Marine Exploration, a 20 proc. trafiłoby do stanu Floryda.  

Ostatecznie w 2018 r. sąd federalny orzekł na korzyść Francji, pozostawiając Pritchetta bez praw do statku. Poza potencjalnymi zyskami, oznaczało to utratę milionów środków od inwestorów, którzy mieli nadzieję na udział w bogactwach statku. Sądowa batalia trwa nadal. Pritchett złożył pozew przeciwko Francji i stanowi Floryda, oskarżając obie strony o zmowę, aby pozbawić GME - bagatela! - 12 mld dolarów potencjalnych zysków

Ekspert: Wraki są jak podwodne cmentarzyska

La Trinité to tylko jeden z wielu przykładów omawianego zjawiska. W 2012 r. amerykańskie sądy orzekły, że firma Odyssey Marine Exploration z siedzibą na Florydzie musi zwrócić Hiszpanii monety, które znalazła na hiszpańskim galeonie na dnie Atlantyku. W Wielkiej Brytanii w 2014 r. dwóm płetwonurkom z Kent nakazano zapłacić 60 tys. funtów za bezprawną eksplorację dziewięciu wraków w ciągu 13 lat oraz zrabowanie licznych artefaktów, armat z początku XIX w. czy śrub napędowych do niemieckich łodzi podwodnych z czasów I wojny światowej.  

Spór pomiędzy poszukiwaczami wraków a morskimi archeologami komplikuje fakt, że statki często są podwodnymi cmentarzami. Ze śledztwa "The Guardian" z 2017 r. wynika, że ponad 40 statków z okresu II wojny światowej, zatopionych na wodach Azji Południowo-Wschodniej, zostało uszkodzonych, a co za tym idzie zbezczeszczonych przez płetwonurków, poszukujących cennych przedmiotów.  

Szacuje się, że tylko na statkach ujętych w śledztwie "The Guardian" może spoczywać około 4,5 tys. członków załóg. - Równie dobrze można udać się na najbliższy cmentarz i zacząć kopać. Nie ma w tym żadnej różnicy - powiedział wówczas "Guardianowi" James Hunter z australijskiego Narodowego Muzeum Morskiego. 

Tego typu sytuacje wpływają na negatywny wizerunek poszukiwaczy podwodnych skarbów wśród wielu morskich archeologów. - Wielu z tych ludzi próbuje szczęścia, tylko po to, aby plądrować wraki - podkreśla Meide. - Nie mogę znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla takiej postawy - dodaje.  

Podwodne wraki częścią dziedzictwa ludzkości

Maide zafascynował się morskimi wrakami w dzieciństwie. Dorastał w Atlantic Beach na Florydzie, gdzie od najmłodszych lat poznał wiele historii o francuskich i hiszpańskich okrętach zatopionych setki lat wcześniej u wybrzeży Nowego Świata.  

Dla niego wraki statków są jak puzzle, które należy poukładać, z zachowaniem wszystkich standardów, dokumentując odnalezienie każdej najmniejszej rzeczy, włącznie z najmniejszymi skrawkami materiałów.   

- Większość ludzi kojarzy wraki statków ze skarbami i nieopisanym bogactwem, ale z punktu widzenia archeologa morskiego, tak naprawdę liczy się ich historia - podkreśla. - Szansa na ich odkrycie jest jednorazowa i niepowtarzalna - dodaje. Jego zdaniem w przypadku uszkodzenia statku, bezpowrotnie niszczy się szansę na odkrycie prawdy.  

Dla niektórych poszukiwaczy to jednak postawa archeologów morskich jest niezrozumiała. Przekonują oni, że naukowcy są jak podwodni strażnicy, którzy przez lata opracowują swoje badania, rzadko publikując i zabraniając innym dostępu do statków.  

Mearns uważa, że większość poszukiwaczy podwodnych skarbów kieruje się zamiłowaniem do historii i przygód. - To wspaniałe uczucie znaleźć coś, co było zagubione przez tyle lat. Świadomość, że znalezisko stało się możliwe dzięki kilku zakurzonym dokumentom znalezionym w archiwum lub bibliotece - podkreśla.  

Odnalezienie skarbów przywraca je ludziom, którzy mogą je wkrótce zobaczyć, doświadczyć, dowiedzieć się o nich na nowo - przekonuje.

Bracia Barnwellowie i tajemnica odnalezienia HMS Gloucester

To właśnie to poczucie odkrywania historii, jak twierdzą bracia Julian i Lincoln Barnwell, zmotywowało ich do przeprowadzenia jednej z najbardziej niezwykłych misji poszukiwania wraków.  

Spędzili cztery lata i pokonali 5 tys. mil morskich w poszukiwaniu okrętu wojennego Royal Navy HMS Gloucester, który zatonął w 1682 r. podczas przewożenia przyszłego króla Jakuba Stuarta. Bracia odkryli położenie okrętu, a następnie utrzymywali to w tajemnicy przez 15 lat. 

Barnwellowie i ich przyjaciel James Little znaleźli wrak w 2007 r. - chociaż dopiero gdy znaleźli dzwon okrętowy w 2012 r., mieli niezbity dowód, że to HMS Gloucester. O znalezisku poinformowali zaledwie kilka osób z rządu, aby dać władzom czas na formalną identyfikację wraku i zabezpieczenie miejsca. 

Barnwellowie są zapalonymi nurkami. Na co dzień prowadzą drukarnię w Norfolk. Nazywają siebie entuzjastami wraków, a nie łowcami. - Termin "łowcy wraków" nawiązuje do poszukiwaczy skarbów, a my z pewnością nimi nie jesteśmy - przekonuje Julian. Bracia samodzielnie sfinansowali ponad 200 eksploracji.  

Kiedy ogłosili znalezisko w czerwcu 2022 r., eksperci stwierdzili, że może to być największe odkrycie marynistyczne od czasu odnalezienia 40 lat temu Mary Rose, okrętu wojennego Tudorów wyłowionego z cieśniny Solent między Portsmouth a wyspą Wight. 

Wraki statków. Tajemnice z dna oceanów

- Statek to mikrokosmos szerszego świata - mówi historyk morza prof. Claire Jowitt z Uniwersytetu Wschodniej Anglii, która była głównym badaczem w projekcie HMS Gloucester. Artefakty już uratowane z wraku - nienaruszone XVII-wieczne butelki po winie, garnek wypełniony maścią, a nawet słoik z moczem - pozwolą ludziom dowiedzieć się więcej o życiu na statku i poza nim. 

Pomimo głębokich podziałów, które utrzymują się w świecie wraków statków, istnieje wspólna nić, która łączy łowców takich jak Mearns, entuzjastów jak bracia Barnwellowie i archeologów jak Meide: pragnienie odkrycia tajemnic spoczywających na dnie oceanu - historii, skarbów, czy obu tych rzeczy. 

- Wraki statków są bakcylem, który szybko się połyka - podkreśla Jowitt. 

Tekst przetłumaczony z "The Guardian" - www.theguardian.com  
Autorki: Victoria Namkung i Laura Paddison

Tłumaczenie: Mateusz Kucharczyk 

Tytuł i śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: USA | floryda | Wielka Brytania | Francja | skarby

Reklama

Reklama

Reklama