Reklama

Turyści z USA nie zostali wpuszczeni na Sardynię

W powodu restrykcji związanych z pandemią koronawirusa pięcioro amerykańskich turystów musiało wracać do USA po tym, jak nie wpuszczono ich na Sardynię. Impas trwał wiele godzin i ostatecznie nie pozwolono im pozostać na wyspie. Musieli odlecieć tym samym prywatnym samolotem, którym przybyli na Sardynię.

Zdarzeniem opisanym przez włoskie media jest oburzony gubernator Sardynii. Zapewnił, że władze nie ponoszą odpowiedzialności za incydent, który jego zdaniem wyrządził szkody tamtejszej turystyce.

Grupa turystów z USA, wśród nich dziecko, wraz z przyjaciółmi z Wielkiej Brytanii i Nowej Zelandii oraz Włoszką przyleciała w środę (1 lipca) na Sardynię prywatnym samolotem. Mieli w planach pobyt w luksusowym hotelu w rejonie kurortu Villasimius. Po przylocie uczestnicy tej wycieczki zostali natychmiast zatrzymani podczas kontroli w związku z decyzją Unii Europejskiej, która nie otworzyła swych granic zewnętrznych dla przybyszów z USA.

Reklama

Lokalne media podały, że przez wiele godzin usiłowano na lotnisku w Cagliari rozwiązać problem. Rozważano na przykład wyrażenie zgody na wpuszczenie turystów z USA na wyspę, ale pod warunkiem odbycia kwarantanny. Cały ten czas podróżni spędzili w hangarze w oczekiwaniu na decyzję.

"Restrykcyjna interpretacja" przepisów

Ostatecznie w czwartek (2 lipca) wszyscy odlecieli z Sardynii; także obywatele tych krajów, którzy po zniesieniu unijnych restrykcji mogli zostać na wyspie. Nie zrobili tego na znak solidarności z Amerykanami - podał dziennik "Unione Sarda".

Gubernator Sardynii Christian Solinas zaprotestował w czwartek przeciwko "restrykcyjnej interpretacji" przepisów, którą uznał za "sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem". Jak zapewnił, intencją władz było zapewnienie i w tym przypadku bezpieczeństwa sanitarnego.

Sprawa ta "przyniosła poważne szkody międzynarodowej wiarygodności turystycznej naszej wyspy i naszej gościnności" - oświadczył gubernator. 

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy