Reklama

Reklama

Zapiski z Wierzbowej

Diariusze Jana hr. Szembeka, w latach trzydziestych XX wieku wiceministra spraw zagranicznych RP, są na Zachodzie traktowane niemal jak podręcznik dyplomacji. W Polsce mało kto słyszał o tym polityku i jego dziele, mimo że od lat stara się przywrócić pamięć o nim Towarzystwo Historyczne im. Szembeków.

"Ministerstwa niby są przychylne, ładnie piszą, ale żadnych konkretów nie ma. I to już trwa 20 lat" - złości się Władysław Szeląg, prezes Towarzystwa Historycznego im. Szembeków. Towarzystwo stara się ocalić od zapomnienia m.in. postać Jana hr. Szembeka.

Intuicja

Reklama

W polskiej wersji popularnej internetowej encyklopedii "Wikipedia" o Janie hr. Szembeku znajduje się jedynie krótka informacja. W angielskiej wersji - już w pierwszym zdaniu czytamy, że był jednym z najbardziej wpływowych polskich dyplomatów końca II RP.

"Nawet w Trzebini, gdzie hrabia Szembek mieszkał, jeszcze niedawno mało kto wiedział, kto to taki. W Polsce wciąż za mało dba się o zachowanie w pamięci pozytywnych postaci naszej historii" - twierdzi Władysław Szeląg.

Szembek, urodzony w latach osiemdziesiątych XIX wieku, karierę dyplomatyczną rozpoczął od objęcia stanowiska charge d'affaires w Budapeszcie w 1919 roku. Parę miesięcy później został tam posłem RP. Potem przebywał na placówkach w Brukseli i Bukareszcie.

W 1932 roku Józef Piłsudski mianował go podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych RP. Był nim aż do wybuchu II wojny światowej. Pełnił tę funkcję najdłużej w historii Drugiej Rzeczpospolitej. Jego sekretarz, Janusz Zembrzuski, pisał, że pracę uważał "za rodzaj przywileju i chciał trwać na Wierzbowej (gdzie wówczas mieściła się siedziba MSZ - B.D.), gdzie mógł trzymać rękę na pulsie rzeczywistości polskiej i jej perspektywie międzynarodowej" i że Szembek pracy podporządkował inne sfery życia.

Zdaniem prof. Bogdana Grzelońskiego, historyka dyplomacji, posiadał też inne niezbędne w pracy dyplomatycznej cechy.

"Umiał wnikliwie słuchać dyplomatów, których podejmował, umiał precyzyjnie oddawać ich myśli i referować swojemu szefowi i kusił się o analizę tego, co usłyszał. Te trzy cechy są nieodzowne w dyplomacji" - mówił prof. Grzeloński podczas sesji "Dyplomacja wczoraj i dziś" zorganizowanej w tym roku przez Towarzystwo im. Szembeków.

W styczniu 1938 roku Szembek przewidywał: "wchodzimy w nowy rok kalendarzowy pod wyraźnym znakiem dalszego pogłębiania się kryzysu Ligi Narodów". W październiku 1938 roku, po wysunięciu przez Niemcy projektu całościowego uregulowania relacji z Polską, pisał w swoim diariuszu: "Hitler marzy, by Polska była w straży przedniej jego marszu na Moskwę". Rozumiał, że Niemcy chcą wysondować Polskę, po której stronie opowie się w razie konfliktu Rzeszy z Francją.

Po wybuchu II wojny światowej Szembek w zastępstwie ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka, kierował ewakuacją rządu do Rumunii. Udało mu się uniknąć internowania, jednak nowy premier, gen. Władysław Sikorski nie znalazł dla niego miejsca w tworzonym w Paryżu MSZ. Jan Szembek zmarł w Estoril w Portugalii w 1945 roku.

Śniadanie u Becków

Szembek pisał dziennik przez cały okres kariery w polskiej dyplomacji. Zawierał w nim często poufne informacje, streszczał rozmowy z politykami, a także dyplomatami innych państw. Analizował politykę międzynarodową.

Notatki te są, jak twierdzą historycy, nieocenionym źródłem do dziejów politycznych II RP i pierwszych miesięcy drugiej wojny światowej. Zdaniem historyków Szembek umiał trafnie ocenić sytuację polityczną i wyciągać wnioski. Poza tym nie koloryzował, dzięki czemu jego diariusze są bardzo wiarygodne.

3 września 1939 roku Szembek notuje: "Śniadanie zjadłem u państwa Becków. (...) Nastrój panował niesłychanie podniecony. Mówiono tak, jak gdyby klęska Niemiec była już tylko kwestią krótkiego czasu. Minister powiedział 'jak to dobrze, że w Londynie zawarł przymierze z Anglią i że po powrocie stamtąd nie wdawał się w parszywe rozmowy z Niemcami: może byśmy wybuch wojny oddalili, ale na wiosnę mielibyśmy ją i bylibyśmy sami'. Cytował dalej tylko same wiadomości o naszych sukcesach. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w ten sposób sztucznie podtrzymywał nastrój, gdyż oficjalne wiadomości z Naczelnego Dowództwa były skąpe i bez treści".

"Mówią tu o mobilizacji w Rosji, nic o tym nie wiem, może chodzić najwyżej o 5 roczników, co nie jest dużą rzeczą" - mówił Szembekowi ambasador ZSRR, Nikołaj Szaronow 11 września 1939 roku, czyli na sześć dni przed uderzeniem Związku Radzieckiego na Polskę. W rzeczywistości mobilizację rozpoczęto już 4 września i ambasador Szaronow musiał wówczas wiedzieć o jej większej, niż mówił, skali.

Teki na Zachodzie

Wyjeżdżając we wrześniu 1939 roku z kraju razem z całym korpusem dyplomatycznym, Szembek zabrał swoje zapiski. "Teki zabrał ze sobą do Francji, a po jego wyjeździe do Portugalii te materiały wraz z rządem polskim zostały przeniesione do Londynu" - mówi Władysław Szeląg.

Tekami jako pierwsi zainteresowali się Francuzi. Wydali je w 1952 roku. Wówczas wyjątki z pamiętników opublikowała również paryska "Kultura". Niewielką część opublikował w 1956 roku Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.

Ale największe, niemal kompletne opracowanie diariusza i tek Szembeka zostało wydane w Londynie, w latach sześćdziesiątych. Trzy tomy przygotował do druku poseł na sejm w Berlinie, Tytus Komarnicki. Następny, opracowany przez Józefa Zarańskiego, wydano już po śmierci Komarnickiego.

"W 1986 roku Instytut Piłsudskiego w Nowym Jorku poinformował mnie, że odnalazł się dalszy, nieznany zeszyt Jana hr. Szembeka. Poproszono mnie, abym go przygotował do wydania" - mówił w ubiegłym roku prof. Grzeloński.

Polskiego wydania doczekała się ostatnia ze znanych części diariusza Szembeka. Diariusz wydano w 1989 roku w Warszawie. Nakład liczył 40 tysięcy egzemplarzy. Książki zostały bardzo szybko sprzedane, lecz mimo sukcesu nie opublikowano materiałów z wcześniejszego okresu.

Walczy o to Towarzystwo Historyczne im. Szembeków. Władysław Szeląg nieraz mówił o tym pomyśle przedstawicielom MSZ. Do tej pory jednak ministerstwo nie podjęło się tego zadania. MSZ sceptycznie patrzy też na możliwość współpracy przy tworzeniu muzeum dyplomacji europejskiej w pałacu w Trzebini-Młoszowej, o co zabiega Towarzystwo.

Perełka dyplomacji

Szembek kupił ten pałac za ponad milion koron dla swojej żony, Izabeli hr. Skrzyńskiej, siostry premiera Aleksandra Skrzyńskiego, w 1912 roku. Aż do wybuchu wojny spotykał się tam cały korpus dyplomatyczny. Towarzystwo stara się, aby pałac był miejscem upamiętniającym dokonania Jana hr. Szembeka. Niestety, na razie założenie muzeum dyplomacji, o czym marzy Szeląg, nie jest możliwe. W latach dziewięćdziesiątych pałac stał się własnością Akademii Ekonomicznej (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny) w Katowicach.

"Myślę, że trzeba działać powoli. W tym roku prof. Jan Pyka, rektor uniwersytetu, zgodził się na tablicę pamiątkową poświęconą Szembekowi. Prawdopodobnie zostanie ona umieszczona w pałacu w przyszłym roku. Następnym krokiem według mnie powinno być stworzenie tam izby pamięci. Mam nadzieję, że w następnych latach uda się także wydać w Polsce teki i diariusze Szembeka, a także opublikować jego biografię" - planuje Władysław Szeląg.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy