Reklama

Reklama

Modlić się tańcem

Czwartek, godzina 18. Kilkunastoosobowa grupa studentów spotyka się w salce pod jednym ze szczecińskich sanktuariów, aby się modlić. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że modlitwą jest... taniec.

Wielu zapewne zadaje sobie pytanie, czy można modlić się tańcem? Odpowiedź znalazłam kilka lat temu, przeglądając widokówki. Była na niej zapisana krótka myśl: jest wiele rodzajów modlitwy, bo miłość można na wiele sposobów wyrazić. Wtedy z radości wykrzyknęłam: skoro kochasz, to tańcz!

Reklama

"Chwalcie Boga w waszym ciele"

Żyjemy w dobie degradacji ludzkiego ciała. Zatraciliśmy harmonię między tym, co duchowe a tym, co cielesne. Nie potrafimy cieszyć się z rzeczy małych. Wciąż szukamy coraz silniejszych impulsów, które podniosą nasz poziom adrenaliny. Doświadczamy wewnętrznego smutku, pustki, poczucia bezsensu życia. Tymczasem już w starożytności Platon nawoływał do porzucenia ciała, które dla człowieka jest więzieniem i odbiera mu szczęście. Dziś znaleźliśmy sobie nowe rozwiązanie, wpadliśmy w inną skrajność - podporządkowaliśmy się ciału, temu, co ciało do nas mówi, spełniamy jego zachcianki, rozkoszujemy się codziennością, nie stawiamy sobie żadnych ograniczeń ani pytań o dobro drugiego człowieka. Ciało stało się problemem, z którym człowiek się mocuje jak z herosem, na którego trudno znaleźć sposób. Wyjście jest jednak proste: przestań walczyć, a zacznij tańczyć!

Termin "taniec" jest pojęciem bardzo szerokim. Określa wiele rzeczywistości, od tańca ludowego, przez towarzyski, dyskotekowy czy balet, zatem gatunek sztuki, który sprowadza się do popisu tańczących i do zachwytu oglądających. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z rzeczywistością modlitwy tańcem, odkryłam w tym znak czasu. To odpowiedź na rozdarcie, którego doświadcza dzisiejszy człowiek. Jezus, odnaleziony przez Maryję i Józefa w Świątyni Jerozolimskiej, zwraca się do nich tymi słowami: "Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2, 49). Świątynia jest własnością Ojca, jest miejscem przebywania Jezusa. Święty Paweł w swoim Liście do Koryntian dodaje: "czyż nie wiecie, żeście Świątynią Boga, i że Duch Boży mieszka w was?" (1Kor 3,16). Ojciec, Syn i Duch - Święta Trójca zamieszkująca w człowieku. Dziś, podobnie jak 2000 lat temu, Jezus wchodzi do świątyni. Tym razem jest nią moje ciało. Ten, który stał się człowiekiem i uświęcił ludzki wymiar cielesności, na nowo rozpala się gorliwością o jego czystość i piękno (por. J 2,13nn).

Jest to walka o głębię. Bóg nie chce, aby człowiek pozostał na poziomie tego, co łatwe, szybkie i przyjemne. Święty Ireneusz wołał, że "chwałą Boga jest człowiek żyjący w pełni", czyli w jedności swojej psychofizyczno-duchowej istoty. Wsłuchajmy się dziś na nowo w wezwanie św. Pawła, który woła: "Chwalcie więc Boga w waszym ciele!"(1Kor 6,20b).

Radość z miłości

"Człowiek jest Słowem, gdy tańczy przemawia, wypowiada siebie". Taniec jest "swego rodzaju pomostem prowadzącym do doświadczenia religijnego" (Jan Paweł II). To forma sztuki, w którą człowiek jest zaangażowany całkowicie: ciało, dusza i umysł. Modlitwa tańcem to coś więcej niż zwykły taniec. Trudno ją przyrównać do rzeczywistości, którą znamy z dyskotek czy kursów tańca. To owoc Spotkania przez duże "S" i zarazem ścieżka do Spotkania. Prowadzi od miłości "eros", przepełnionej uczuciem, do "agape" zanurzonej w obecność Boga, która jak mówi Ojciec Święty Benedykt XVI "wyprowadza mnie z koncentracji na sobie samym i kieruje ku Niemu, a jednocześnie ku jedności ze wszystkimi chrześcijanami".

Ta forma modlitwy, tworząc przestrzeń relacji, wyzwala mnie z mojego zamkniętego "ja". Gdy doświadczamy radości, nasze serce podrywa się, a uwidacznia to tańczące ciało. Radość to owoc Ducha Świętego. Kiedy radość ogarnia ciało człowieka, podnoszą się jego ręce i stopy. Nie można wtedy powstrzymać się od tańczenia. "Taniec jest "epifanią" piękna, która przez kontemplację estetyczną prowadzi na wyżyny wiary" - napisał Jan Paweł II w Liście do Artystów.

Taniec stawia mnie w "tu i teraz" wobec tego, co mnie otacza. Nie sposób tańczyć i myśleć o tym, co było czy będzie. W tańcu wyrażam tęsknotę za wolnością, za poczuciem bezpieczeństwa, za Bożym pięknem. Wobec miłującego spojrzenia Ojca, który mnie nie ocenia, lecz kocha z całą historią mojego życia, przestaję gonić za tym, co wielkie i co przerasta moje siły (por. Ps 131) i w końcu odkrywam, że zaczynam być SOBĄ, to znaczy tym, kim zaplanował mnie Bóg!

Dowiedz się więcej na temat: Radość | ikona | duch | Jan Paweł II | Jezus | miłość | modlitwa | Bóg | ciało | taniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy