Reklama

Reklama

Wojna nerdów

PacBotowi towarzyszy dziś w Iraku i Afganistanie ok. 22 innych wojskowych robotów naziemnych, takich jak TALON, produkowany przez konkurenta iRobota, firmę Foster-Miller, który jak Predator może być uzbrojony w broń zaczepną. Inny robot o nazwie SWORD (Special Weapons Observation Reconnaissance Detection System) jest platformą, którą uzbroić można w najrozmaitsze systemy broni; od karabinu M-16, poprzez karabin maszynowy, granatnik, po wyrzutnię rakiet. Miniaturowy MARCBOT (Multi-Function Agile Remote-Controlled Robot) waży tylko 11,3 kg i kosztuje 5 tys. dol., widzi w nocy i, jeśli trzeba, może dźwigać na grzbiecie minę przeciwpiechotną, którą operator zdalnie detonuje (narażając budżet Departamentu Obrony na stosunkowo niewielki uszczerbek).

Reklama

Peter Singer, amerykański ekspert od wojskowych robotów, porównuje te dzisiejsze machiny ze stosunkowo prymitywnym modelem samochodu, Fordem T, który był zwiastunem rewolucji motoryzacyjnej w USA na początku XX w. W niedalekiej przyszłości, jego zdaniem, mogą one zostać zastąpione przez daleko bardziej wyrafinowane maszyny, wykorzystujące, na przykład, szybki postęp w dziedzinie nanotechnologii. Zalety robotów są niewątpliwe - nie trzeba ich karmić, nie odczuwają głodu, zdenerwowania bądź zmęczenia, nie zapominają rozkazów, są nieustraszone w obliczu niebezpieczeństwa i nie zostawiają w domu rodzin, które je opłakują. Nic więc dziwnego, że w 1999 r. ówczesny szef sztabu armii amerykańskiej generał Eric Shinseki podjął decyzję radykalnej transformacji amerykańskich sił zbrojnych, której kluczowym elementem miało być stworzenie Przyszłych Systemów Bitewnych (Future Combat Systems - w skrócie FCS). Dzięki niemu armia amerykańska ma stać się lżejsza, bardziej modularna (gotowa do wielu jednoczesnych operacji) i przede wszystkim zdolna do bardzo szybkiego zajęcia pozycji na polu walki. Rozwój i wdrożenie tego systemu, zaplanowane na 30 lat, kosztować może ponad 300 mld dol. i ma kompletnie zmienić oblicze współczesnej wojny.

Maszyny też się mylą

FCS jest w założeniu gigantyczną siecią komunikujących się ze sobą systemów - kilkunastu nieistniejących jeszcze załogowych i bezzałogowych pojazdów lądowych i powietrznych oraz urządzeń, w których rola człowieka będzie znacznie ograniczona. Każda z nowych brygad FCS wyposażona będzie w większą liczbę bezzałogowych pojazdów zdalnie sterowanych niż obsługiwanych przez ludzką załogę. Na 2025 r. plany przewidują pojawienie się pierwszego żołnierza-robota na regularnym polu bitwy, lecz już wcześniej specjalnie wyszkoleni żołnierze będą spędzać więcej czasu nad konsolami kontrolnymi niż na patrolach. Nowi żołnierze będą bardziej przypominać tzw. nerdów (spokojnych kujonów, spędzających - po odrobieniu lekcji - większość wolnego czasu przy komputerze) niż tradycyjnych, agresywnych wojowników.

Wizja ta przypomina bardziej opis gier komputerowych niż śmiertelne zmagania ludzi. Wojna bez ryzyka śmierci stanie się być może łatwiejsza do zainicjowania. Zbliża się też moment (a może nawet już nadszedł), kiedy maszyny decydować będą o życiu i śmierci ludzi bez konsultowania się z człowiekiem. Nie jest to sytuacja czysto hipotetyczna, gdyż 3 czerwca 1988 r. rakieta sterowana przez system Aegis z amerykańskiego krążownika rakietowego Vincenne odpaliła i strąciła irański samolot pasażerski zabijając 230 cywilów.

Maszyny także popełniają błędy. Kłopot w tym, że ludzie popełniają je częściej i prędzej czy później roboty uzyskać mogą upoważnienie do samodzielnego stosowania siły ze względów, nazwijmy to, humanitarnych...

Dowiedz się więcej na temat: nerd | roboty | maszyny | wojna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama