Reklama

Reklama

Niepodległość od wewnątrz

Historia PRL w wydaniu Andrzeja Friszke jest przede wszystkim próbą zrozumienia, a nie potępienia. Świadczy o tym kolejny tom studiów tego autora "Przystosowanie i opór".

Historia powojennej Polski zaczęła się w Jałcie. Milczące uznanie sowieckiego panowania na obszarze środkowo-wschodniej Europy przez mocarstwa zachodnie w 1945 r. przesądziło o kształcie ustrojowym kraju i jego przypisaniu do obozu komunistycznego. Jak odzyskać utraconą wolność? Jak działać na rzecz niepodległości w realiach PRL? Te pytania nurtowały polską myśl polityczną przez następne dziesięciolecia.

Reklama

Od opisu reakcji polskich sił politycznych na postanowienia jałtańsko-poczdamskie zaczyna się nowa książka Andrzeja Friszke, jednego z najlepszych dziejopisów PRL. Imponować może zarówno dorobek naukowy, jak i obszar zainteresowań badawczych autora. Tom studiów "Przystosowanie i opór" jest tego kolejnym dowodem. Znajdziemy w nim analizę postaw ugrupowań katolickich lat 40., opis walki na szczytach władzy w Październiku '56 i uniwersyteckiej genezy Marca '68, szkice o linii politycznej paryskiej "Kultury" oraz rozpisaną na wiele epizodów historię opozycji lat 70. i Solidarności. Są tu więc i fragmenty dziejów PZPR, i zapis inicjatyw od partii niezależnych lub opozycyjnych. Z dwóch umieszczonych w tytule książki postaw znacznie bardziej uważnie Friszke przypatruje się jednak oporowi, jaki społeczeństwo i jego elity stawiało rządom komunistycznym w Polsce.

Historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN jest znakomitym znawcą opozycji w PRL, o czym łatwo przekona się czytelnik jego licznych prac na ten temat. Wyróżniają się one badawczą rzetelnością, ostrożnością w ferowaniu ocen i czymś, co nazwałbym szacunkiem, a nawet życzliwością dla opisywanych postaci i ich dylematów. Pojęcie opozycji ich autor traktuje szeroko - obok działań antysystemowych, jak ruch Solidarności, włącza do niego niezależne inicjatywy na rzecz demokratyzacji systemu podejmowane w ramach peerelowskich instytucji. Ważniejsze dla niego są intencje, cele i skutki rozmaitych niepokornych przedsięwzięć niż legitymacja ich uczestników.

Obce jest temu historykowi czarno-białe widzenie powojennej Polski, w którym na miano prawdziwych patriotów zasługują jedynie ludzie lub grupy wysuwające hasła niepodległości i demokracji od zaraz. Dlatego z równą uwagą przypatruje się rewizjonistycznym dysydentom w PZPR, próbującym w Październiku '56 i później nadać ludzkie oblicze rządzącej partii, co podziemnej Solidarności, prowadzącej walkę polityczną z dyktaturą stanu wojennego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje