Reklama

Reklama

Więźniowie z Bad Warmbrunn im Riesengebirge

Głównym zadaniem kilkuset więźniów narodowości żydowskiej, ulokowanych w Bad Warmbrunn (ob. Cieplice, dzielnica Jeleniej Góry), podobnie jak w wielu miejscach na Dolnym Śląsku, było wykonywanie różnorodnych zamówień dla armii niemieckiej. Trudy ciężkiej pracy i niedożywienie nie były jedynymi problemami dnia codziennego. Tragiczne warunki sanitarne, brak leków i odpowiedniej opieki medycznej doprowadziły do tego, że bardzo szybko w obozie wybuchła epidemia tyfusu. Jej skutki zainteresowały nawet Josefa Mengele...

Początki funkcjonującej w okresie II wojny światowej fabryki "Dörries-Füllner" sięgają roku 1854, kiedy to Heinrich Füllner z Wrocławia, widząc rozrastający się wokół Jeleniej Góry przemysł papierniczy, zakupił w Cieplicach niewielki budynek i założył w nim warsztat remontujący maszyny papiernicze. Po pewnym czasie, w sąsiedniej wsi Herischdorf (ob. Malinnik, część Cieplic), nabył dawną szlifiernię szkła, w której uruchomił odlewnię i zainstalował tokarki, by móc wytwarzać niewielkie podzespoły do maszyn.

Z czasem Heinrich Füllner wraz ze swym synem Eugenem zaczęli tworzyć kompletne urządzenia do wyrobu papieru, stając się na początku XX wieku jednym z największych i najbardziej cenionych producentów na świecie: - Z biegiem lat, dzięki zdobywanemu doświadczeniu, Füllner podejmował się konstruowania nowych, coraz bardziej skomplikowanych urządzeń. Budował przekrawacze papieru oraz prasy, instalowane w maszynach w celu odciskania wody z wytwarzanego papieru - twierdzi Maciej Szymczyk, dyrektor Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju.

Reklama

- Następnym krokiem w rozwoju firmy była budowa kompletnych maszyn papierniczych. Pierwsze takie urządzenie powstało w Cieplicach w 1865 roku dla fabryki H. Richtera w Kunnersdorf (ob. część Jeleniej Góry). Maszyna ta była niewielka; produkowała wstęgę papieru o szerokości 1,4 m. Kolejne urządzenia podobnej wielkości Füllner wybudował dla innych papierników z sąsiedztwa: w 1868 roku dla J. G. Enge’go w Piechowicach, a w 1872 roku dla Heinricha Richtera w Miłkowie. Następne maszyny cieplicka firma skonstruowała po dziesięcioletniej przerwie, spowodowanej pierwszym od zjednoczenia Niemiec kryzysem gospodarczym. W 1882 roku powstały ciągi produkcyjne dla zakładu Bergera w Piechowicach oraz dla fabryki w Borowym Jarze (ob. część Jeleniej Góry). W tym samym czasie Füllner zdobył pierwsze zamówienia od producentów papieru spoza okręgu jeleniogórskiego; w 1882 roku wpłynęło do Cieplic zlecenie na budowę maszyny dla leżącej w dobrach kanclerza Niemiec, Ottona von Bismarcka, fabryki papieru w Kępicach na Pomorzu - dodaje Maciej Szymczyk. 

W następnych latach wykonano kolejne maszyny dla kępickiej fabryki. Wysoka jakość świadczonych usług przyniosły Füllnerowi sławę, której efektem były liczne zamówienia z całych Niemiec.

Od 1884 roku współudziałowcem cieplickich zakładów stał się syn Heinricha, Eugen, który pięć lat później przejął ster zarządzania firmą. Zdaniem Macieja Szymczyka, junior okazał się jeszcze lepszym przedsiębiorcą: - Maszyny z Cieplic już na przełomie XIX i XX wieku stały się najważniejszym produktem eksportowym cieplickiego przemysłu. Kluczem do sukcesu Füllnera była jakość jego produktów, co dostrzegano na międzynarodowych wystawach: w 1897 roku w Lipsku cieplicka firma uzyskała złoty medal, trzy lata później w Paryżu Grand Prix i krzyż legii honorowej, w 1907 roku również w Paryżu Grand Prix, a w 1911 roku w Turynie kolejną Grand Prix. Osiągnięcia te rozsławiły fabrykę i otworzyły jej drogę do rynków na całym świecie. Jej urządzenia pracowały w Danii, Szwecji, Norwegii, Holandii, Belgii, w Austro-Węgrzech, Rumunii, Grecji, Francji, Wielkiej Brytanii, we Włoszech i w Rosji (w tym również na ziemiach polskich oraz na terenie Finlandii, która już wówczas stawała się europejską potęgą w dziedzinie papiernictwa). Na początku XX wieku firma spod Jeleniej Góry rozpoczęła eksport swych maszyn do obu Ameryk (Brazylia, Argentyna, Chile, Wenezuela, Urugwaj, Kanada) oraz do Azji (Chiny, Japonia).1

Doceniano nie tylko wyroby z Cieplic, ale także ich właściciela. W 1898 roku Eugen Füllner, za wkład w rozwój przemysłu budowy maszyn papierniczych, uzyskał tytuł Radcy Handlowego, a dwa lata później tytuł Radcy Handlowego Królestwa Prus. W 1904 roku  otrzymał Czerwony Order Orła, zaś cztery lata później - Order Korony 3 klasy. Z kolei w roku 1913 Wyższa Szkoła Techniczna we Wrocławiu, za zasługi dla rozwoju techniki, przyznała mu tytuł doktora inżyniera.  Właściciel zakładu maszyn papierniczych zyskał sobie szacunek i poważanie również w okolicy, i to nie tylko dzięki zatrudnianiu miejscowej ludności.

Został zapamiętany jako filantrop, który stworzył dla swych pracowników: kasę mieszkaniową, fundusz ubezpieczeniowy dla poszkodowanych w wypadkach, zakładową kasę chorych oraz fundację, mającą na celu wybudowanie kolonii mieszkaniowej dla ponad 70 rodzin. Ponadto każda osoba po 20 latach pracy w firmie otrzymywała złoty zegarek, natomiast dla pracujących pięć lat dłużej przewidziano złoty łańcuszek. Z myślą o dzieciach swoich pracowników utworzył bibliotekę oraz przedszkole z placem zabaw. Był również fundatorem wielkiego parku, którego punktem centralnym był pawilon, wzorowany na obiekcie znajdującym się nieopodal Oslo (stąd obecna nazwa: Park Norweski).

W 1908 roku cieplickie przedsiębiorstwo zatrudniało aż 600 robotników i pracowników administracyjnych. Pięć lat później wartość zakładów szacowano na ok. 6 mln marek! Wraz z upływem lat, starzejący się i bezdzietny Eugen Füllner, postanowił sprzedać swój zakład koncernowi maszynowemu "Linke-Hoffmann-Lauchhammer AG." z Wrocławia (1920 r.). Mimo przejęcia, zdecydowano się utrzymać uznaną nazwę cieplickiego przedsiębiorstwa. Nowe i zarazem trafne inwestycje doprowadziły w przeciągu kolejnych 9 lat, do dalszego rozwoju firmy: budowy nowych hal i zwiększenia liczby pracowników do 1100 osób. Innowacyjne projekty wymagały nie tylko powiększenia biura konstrukcyjnego, lecz również zatrudnienia kolejnych inżynierów.

Tajna produkcja

W czasach wielkiego kryzysu cieplickie zakłady poradziły sobie tylko dzięki temu, że większość powstałych tutaj urządzeń wysyłano do wielu krajów na całym świecie. Ponieważ na początku lat 30. najwięcej maszyn oraz części trafiało do ZSRR, ochłodzenie stosunków po 1933 roku znacząco wpłynęło na kondycję firmy. Znikoma ilość zamówień z niemieckiego rynku szybko doprowadziła do radykalnych decyzji. Urządzenia z cieplickiej fabryki maszyn planowano sprzedać, bądź przetransportować, do wrocławskiej siedziby "Linke-Hoffmann-Busch-Werke AG.".

Trudną sytuację poprawiło znalezienie inwestora, którym okazała się inna firma wytwarzająca maszyny do wyrobu papieru: "Maschinenfabrik Wagner & Co." z Köthen w Saksonii-Anhalt. Po odkupieniu w 1934 roku "Füllnerwerk", w lutym następnego roku siedzibę firmy przeniesiono do Malinnika k. Cieplic. Wskutek dalszych przejęć rozmaitych zakładów - głównie właścicieli pochodzenia żydowskiego - oraz faktu, iż posiadaczem większości udziałów holdingu stał się Otto Dörries, w 1939 roku powstała nowa nazwa: "Maschinenfabrik Wagner-Dörries AG.". Po przyłączeniu wsi Malinnik do Cieplic, co miało miejsce 1 października 1941 roku, niejako automatycznie zmieniła się siedziba firmy.

Częściowo wpłynęło to na decyzję o przemianowaniu spółki (1 lipca 1942 r.) na "Dörries-Füllner Maschinenfabrik AG., Bad Warmbrunn". Ponieważ wielu wykwalifikowanych, niemieckich pracowników wysłano na front, postanowiono skorzystać z innej siły roboczej. Pojawiające się w publikacjach wzmianki o powstaniu w Bad Warmbrunn obozu dla 200 więźniów już w 1939 roku, wydają się nieprzekonywujące.2 Zapewne dotyczą obozu jenieckiego, bądź ulokowania tutaj cudzoziemców.

Pewniejsze przekazy pochodzą dopiero z czerwca 1944 roku, kiedy to w bezpośrednim sąsiedztwie hal produkcyjnych, zaczęto tworzyć obóz, składający się z czterech lub pięciu baraków, zabudowań administracyjnych i płotu pod wysokim napięciem. Pierwsi więźniowie zatrudnieni w przestawionej na produkcję zbrojeniową fabryce budowy maszyn papierniczych, byli dowożeni z AL Hirschberg. Dopiero późną jesienią, po ukończeniu budowy obozu, osadzono w nim ok. 700 mężczyzn narodowości żydowskiej, pochodzących głównie z Polski i Węgier, ale także z Belgii, Holandii, Grecji i Czechosłowacji. Zarządzał nimi kilkunastoosobowy oddział SS, na czele z Lagerführerem węgierskiego pochodzenia nazwiskiem Szakacs.3

Głównym zadaniem więźniów z Bad Warmbrunn było wykonywanie tajnych zamówień dla armii niemieckiej. Zdaniem pracowników Muzeum KL Gross-Rosen w zakładach tych produkowano armaty lub ich części oraz amunicję. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że mogło chodzić o wytwarzanie jednego ze standardowych typów sprzętu niemieckiej artylerii polowej, a mianowicie, ciężkiej haubicy "schwere Feldhaubitze 18" (s.F.H.18). Jej produkcję seryjną rozpoczęto pod koniec 1933 roku i kontynuowano aż do zakończenia II wojny światowej. Zdaniem Mariusza Skotnickiego, kuratora Działu Historii Wojskowości z Muzeum Wojska Polskiego, początkowo omawiany typ haubic wytwarzały zakłady w Düsseldorfie, należące do firmy Rheinmetall-Borsig AG.

Później jednak produkcję przeniesiono do innych zakładów: w Berlin-Spandau, Augsburgu, Dubnicy na Słowacji oraz Bad Warmbrunn. Innego zdania jest Jan Kosiński, który na podstawie materiałów zgromadzonych w Niemczech oraz bezpośrednich relacji z więźniami ustalił, iż więźniowie pracowali w miejscowych zakładach "Dörries-Füllner" przy produkcji silników samolotowych.

Jedno nie wyklucza drugiego, albowiem po przyłączeniu Malinnika, w Cieplicach istniały bardzo duże zakłady. Brak szczegółowych danych odnośnie tajnej produkcji w Herischdorf wynika również z tego, iż pod koniec 1944 roku pracowali w zakładzie głównie jeńcy nieustalonej narodowości. Lakoniczne wzmianki z "Vojenský ústřední archiv" w Pradze mówią o dwóch oddziałach roboczych (komanda: 315 i 344). Miały one wchodzić w skład Stalagu VIII A z siedzibą w Görlitz.

Wizyta "anioła śmierci"

Niestety, szczegółowej informacji o tym, w której z hal wytwarzano haubice, bądź silniki do samolotów, nie znajdziemy nawet w opublikowanych wspomnieniach dawnego więźnia i zarazem lekarza obozowego, Arnolda Mostowicza ("Żółta gwiazda i czerwony krzyż", Warszawa 1988). Pozostawił on jednak szereg cennych informacji odnośnie powstania i funkcjonowania obozu i jednej z fabryk w Bad Warmbrunn:

"Jeszcze w listopadzie 1944 roku pracujący na placu węglowym obok rampy [nieopodal "Schlesische Zellwolle"] zauważyli kilka pieszych transportów ciągnących pod eskortą esesmanów drogą wiodącą z Jeleniej Góry do Cieplic. Były to transporty Żydów, o czym świadczyły żółte gwiazdy przymocowane do płaszczy. Więźniowie byli bowiem ubrani po cywilnemu, nie zdążyli jeszcze nałożyć obozowych pasiaków. Niektórzy z nich trzymali w rękach podręczne walizki. Wkrótce okazało się, że byli to Żydzi z zachodu. Z Belgii, Holandii. (...) W Cieplicach nie było wówczas żadnego obozu. Dla nowo przybyłych wybudowano odpowiednie bloki, a resztą organizacji zajął się obóz macierzysty w Jeleniej Górze. Posłano więc z Jeleniej Góry do Cieplic niezbędnych fachowców - kilku kapo, paru szefów bloków, dentystę, kucharza. Pomoc medyczną miał zapewnić dentysta oraz dwóch pielęgniarzy. (...) Nowy więzień zapisany był w specjalnej kartotece (...), gdy umierał, zanim zwłoki kierowano do palenisk kotłowni fabrycznej, dentysta zobowiązany był wyłamać (...) części szczęk górnych i dolnych wraz ze złotem do nich przymocowanym. (...) [Kiedy zaatakowała epidemia tyfusu] umarł ów dentysta, poszukiwacz złota dla SS (...) [oraz] jeden z pielęgniarzy".

W lutym 1945 roku "służbę medyczną" zastąpili Arnold Mostowicz oraz Emil Vogel, lekarz z Pragi: "Więźniowie w Cieplicach pracowali w [dawnej] fabryce maszyn papierniczych. Było ich tutaj około siedmiuset. Chodziło do pracy nie więcej niż trzystu. Reszta bądź chorowała, bądź znajdowała się w stanie takiego osłabienia po przebytej chorobie, że o pracy nie było mowy. (...) Wszystkich pięć bloków zbudowanych było identycznie. W każdym z nich po dwóch stronach schodów, na parterze i na piętrze mieściły się dwie większe sale oraz po kilka zupełnie niewielkich izdebek. W każdej z większych sal znajdowało się około dwudziestu podwójnych, to jest piętrowych prycz. (...) Na niektórych siennikach leżeli po dwóch. (...) [Podobnie jak lekarze obozowi] kapo przysłany był z Jeleniej Góry. Nazywał się Chmielnicki4 i pochodził z Paryża. W obozie jeleniogórskim było to sadystyczne bydlę, znęcające się nad więźniami bez żadnego powodu. Nawet Niemcy tyle od niego nie wymagali (...).

Po zakończeniu [kwarantanny szpitala] i dezynsekcji (...), obóz w Cieplicach odwiedziła wysoka komisja dowódcza SS. (...) Ponurej pikanterii temu wydarzeniu dodawał fakt, że na czele tej komisji stał sam doktor Mengele. Był to początek marca 1945 roku. (...) [Dziwiono się, że] oto komisja SS odwiedza, gdzieś na Dolnym Śląsku, maleńki obóz, w którym zaobserwowano jakąś epidemię. Wizytuje go z całą powagą, jak gdyby wszystkie inne sprawy Trzeciej Rzeszy funkcjonowały [pod koniec wojny] bez zakłóceń. W każdym razie (...), Mengele w otoczeniu kilku oficerów SS wjechał z całą pompą do obozu, przez bramę (...), [po czym udał się do obozowego szpitala]. Wszystko odbywało się kulturalnie i elegancko, jak to między dżentelmenami, gdy oto przy wejściu do sali kilka dni wcześniej zdezynfekowanej, a teraz wietrzonej - katastrofa! I to jaka! Zza drzwi wypadają w stanie daleko posuniętego rozkładu jakieś zwłoki. Zapomnieli o nich, likwidując w początkach choroby więźnia wszystkie tego rodzaju schowki [będące niejako izolatkami]. No i trup dosłownie zwalił się na niego, który uchylał drzwi wiodące do sali. (...)Oprowadzający komisję Emil Vogel, o mały włos nie zginął, gdy esesman sięgnął natychmiast po pistolet, by go zastrzelić. (...) Na szczęście ktoś esesmana powstrzymał (...). Czy Mengele ochłonął po drodze z wściekłości, czy też widok umierającego chorego [innego lekarza obozowego] tak podziałał, dość, że były naczelny lekarz Auschwitz machnął tylko ręką i wyszedł z sali. Komisja oglądnęła sobie resztę kwarantanny, pomówiła z miejscowymi esesmanami, wydała jakieś polecenia, których nikt nie zamierzał [już w tym okresie] wykonać, i pojechała. (...) [Wkrótce potem chorym] przekazywano ostatnie wiadomości z frontów. Esesmani coraz paniczniej bali się likwidacji obozu. Epidemia zaś rzeczywiście zaczęła wygasać. Wprawdzie z ośmiuset więźniów pozostało przy życiu nie więcej chyba jak czterystu, ale przecież wychodzili oni do pracy i, jak się okazało, pomagali przy wywożeniu maszyn fabrycznych w głąb Niemiec. Trudno zresztą powiedzieć dokąd (...). Z początkiem kwietnia - spadła na nich hiobowa wieść (...), władze zdecydowały, że obóz w Cieplicach trzeba jednak ewakuować" - wspominał Arnold Mostowicz.

Co ciekawe, polscy badacze przytoczyli rozmaite, nie zawsze spójne ze sobą, dane o końcu istnienia tego obozu. Jan Kosiński stwierdził jedynie, że "filię wyzwoliła Armia Czerwona w końcu kwietnia 1945 roku". Natomiast Mieczysław Mołdawa - autor monografii poświęconej KL Gross-Rosen i jej filiom, pisał przed laty, że obóz "wyzwolono tuż przed zakończeniem wojny, po uprzedniej ewakuacji do zgrupowania kompleksu »Riese« pod Wałbrzychem". Te ostatnie stwierdzenie pokrywa się z nowszymi badaniami Barbary Sawickiej, kierownika Działu Naukowo-Badawczego Muzeum Gross-Rosen:

"Pierwszą próbę ewakuacji podjęto w lutym 1945 roku. Grupę ok. 100 więźniów wyprowadzono z obozu w kierunku południowo-zachodnim i doprowadzono do Greiffenberg (ob. Gryfów Śl.). Po mniej więcej dwóch dniach, tych, którzy przeżyli ten wyczerpujący marsz, przygnano z powrotem do obozu w Bad Warmbrunn. W połowie kwietnia większość więźniów ewakuowano do kompleksu AL Riese". 5

Znacznie dokładniej ujęła to dr Dorota Sula z Muzeum Gross-Rosen. Ustaliła bowiem, że w dniach 14-16 kwietnia, 273 więźniów skierowano do AL Dörnhau. Obóz w ob. Kolcach pełnił wówczas funkcję centralnego rewiru dla kompleksu "Riese". Oficjalnie działał tutaj szpital obozowy, lecz w rzeczywistości była to "umieralnia", w której od 18 marca 1945 do 22 maja 1945 roku zmarło niemal tysiąc więźniów!

Szymon Wrzesiński

Na podstawie: Sz. Wrzesiński i K. Urban "Tajne kompleksy lotnicze III Rzeszy na Dolnym Śląsku i Ziemi Lubuskiej" (w druku, Agencja Wydawnicza CB z Warszawy).

Przypisy;

[1] M. Szymczyk, "Półtora wieku tradycji budowy maszyn papierniczych w Jeleniej Górze-Cieplicach" [w:] "Kwartalnik Historii Nauki i Techniki", nr 51/3-4 z 2006, s. 213

2 M. Szymczyk, tamże, s. 213

3 Barbara Sawicka podaje liczby: od 600 do 800. Wspomniany Lagerführer Szakacs zmarł podczas szalejącej w obozie epidemii tyfusu plamistego, nazwiska jego następcy nie ustalono. Por. "Filie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Informator", praca zbiorowa, Wałbrzych 2008, s. 9

4 Zdaniem Arnolda Mostowicza po wojnie Chmielnicki wrócił do Paryża. Wkrótce stanął przed sądem, który skazał go na śmierć.

5 Cyt. za: Filie obozu..., s. 9

Literatura:

1. "Das Füllnerwerk in Bad Warmbrunn" [w:] E. Stein, "Die Riesengebirgstreife", Berlin-Freidenau 1928

2. "50-jahriges Berufsjubilaum des Herrn Geheimen Kommerzienrat Dr.-Ing. Füllner in Warmbrunn" [w:] "Der Papier-Fabrikant", nr 15 z 1919 r.

3. C. Joppich, W. Schülte, "H. Füllner, "Maschinenbauanstalt" [w:] "Der Papier-Fabrikant", nr 25 z 1908 r.

4. J. Kosiński J., Niemieckie obozy koncentracyjne i ich filie, Stephanskirche 1999.

5. M. Mołdawa, "Gross-Rosen", Warszawa 1980

6. "Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945", Warszawa 1979

7. M. Szymczyk, "Półtora wieku tradycji budowy maszyn papierniczych w Jeleniej Górze-Cieplicach" [w:] "Kwartalnik Historii Nauki i Techniki", nr 51/3-4 z 2006.

Z publikowanego w "Odkrywcy" cyklu "Podobozy KL Gross-Rosen, a przemysł zbrojeniowy III Rzeszy" ukazały się:

→ cz. 1 "Więźniowie z Gebhardsdorf ", nr 3/2015,

→ cz. 2 "Więźniowie z Hirschberg im Riesengebirge", nr 4/2015.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne