Reklama

Reklama

Pogański skarb wykonany z brązu

Wielki Piątek. Tradycyjnie wszyscy Polacy przygotowują się do świąt, farbując jajka czy też sprzątając mieszkanie na przyjęcie gości. Ale są i tacy, którzy chcą spędzić ten czas na łonie natury, unikając przedświątecznego "dudrania" partnera czy teściowej, czyli po prostu nie chcą przeszkadzać w przygotowaniach świątecznych przysmaków. Tak właśnie było 19 kwietnia 2019 roku, kiedy stojąc w kuchni, znęcając się nad śledziem i cebulą, która w odwecie wyciskała ze mnie ostatnie łzy, zastanawiałem się, co tu wymyślić sensownego, aby "uciec" z domu. Zbawieniem okazał się telefon od archeologa dr. Przemysława Kołosowskiego z Muzeum Templariuszy w Chwarszczanach.

Rozmowa była krótka:

Reklama

- Cześć Darek, co robisz? Jesteś w domu? Masz czas? 

- Cześć Przemo, właśnie "spalam" się w kuchni. Oczywiście jestem w domu, a co się stało? 

- A masz "pędzel" gotowy... i resztę, GPS-a, szpadel? - Mój "pędzel" zawsze gotowy, a i reszta sprzętu w samochodzie też przygotowana. 

- To pakuj się, jeśli możesz, do samochodu, i jedź do Chojny. Jest interwencja archeologiczna zlecona przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Szczecinie. Ktoś z jakiegoś stowarzyszenia znalazł skarb! 

- Już się zbieram!

Skarb zapierający dech w piersiach

Ogarnąłem się w kilka minut. Po drodze dwa, trzy telefony i po 30 minutach byłem już we wskazanym miejscu. Przemek Kołosowski, archeolog z ogromnym doświadczeniem, z którym miałem okazję nie raz współpracować, przybył chwilę przede mną i udał się w stronę "wykopaliska", nie czekając na mnie. Po dojechaniu na miejsce przywitał mnie odkrywca skarbu pan Ernest Buczkowski i jego kolega Paweł Kazierski, wiceprezes Szczecińskiej Grupy Eksploracji Podwodnej "GRYF" i założyciel Pomorskiej Grupy Eksploracyjnej "VENEDI". To właśnie oni poinformowali szczecińskiego konserwatora zabytków o odkryciu. 

Poszedłem wraz z chłopakami w miejsce wykopu, gdzie klęczał jak do modlitwy Przemek i zaniemówiłem... A po chwili posypała się wiązanka niecenzuralnych słów. Naprawdę trudno jest opisać emocje, jakie towarzyszyły mi w tamtej chwili. W dołku, na głębokości ok. 40 cm, leżały dwa mieniące się zielonkawą patyną przedmioty. Już na pierwszy rzut oka widać było, że są to bransolety wykonane z brązu. Wszystkim oczy "świeciły" się z radości. Przez krótką chwilę zerkaliśmy na siebie, zastanawiając się, czy w ziemi pod lub wokół bransolet jeszcze coś zostało ukryte. Po szybkiej i wspólnej naradzie błyskawicznie zapadła decyzja, w jaki sposób wydobyć te cacuszka. 

Założyliśmy wykop sondażowy o wymiarach 2 x 2 m. Na stanowisku pracowaliśmy naprzemiennie. Pierwszy do boju ruszył Paweł, następnie znalazca Ernest, ja, a na końcu Przemek, który dopieścił całość i zrobił dokumentację. Podczas żmudnego ściągania kolejnych warstw ziemi okazało się, że wokół bransolet znajdują się inne przedmioty i są bardzo delikatne. Chwilę później zobaczyliśmy trzy naszyjniki również wykonane z brązu, dwa wewnętrzne, w dobrym stanie, ale zewnętrzny uszkodzony. Po oczyszczeniu wykopu zarysowała się też pierwotna jama wkopowa. Naszyjniki umieszczono jeden w drugim (trzy sztuki), a bransolety "stały" pionowo w środku. Po wydobyciu bransolet okazało się, że centralnie pod nimi znajdują się jeszcze trzy, a nawet cztery małe przedmioty z brązu, najprawdopodobniej zawieszki. Powoli wydobyliśmy pradziejowy skarb, składający się z dziewięciu precjozów. Były to: trzy naszyjniki, dwie bransolety i trzy zawieszki, a na jednej z nich, najmniejszej, znajdował się spiralnie zwinięty drut.

Pierwsze wnioski ekspertów

Po telefonicznych konsultacjach z archeologiem Krzysztofem Sochą z Muzeum Twierdzy Kostrzyn i ustaleniach dr. Przemysława Kołosowskiego wstępnie można powiedzieć, że cały zespół należy datować na przełom późnej epoki brązu i wczesnej epoki żelaza. Bransolety należą do okazów "nerkowatych", jak określa się zamknięte ozdoby obręczowe z owalnym zgrubieniem na środku, przypominającym nerkę. Brązowe zapinane taśmy zdobione ukośnymi żłobieniami to naszyjniki w typie kołnierzowatym. Przedmioty koliste, płaskie w przekroju, wykonane z brązu to zawieszki, a na jednej z nich spirala z drutu, również z brązu. Przeszło 500 lat p.n.e, czyli ponad 2500 lat temu, przedmioty tego typu były bardzo cenne. Wygląda na to, że precjoza zakopane w ziemi to depozyt, dar wotywny lub rodzaj ofiary. A miejsce, w którym zostały schowane, jest bardzo charakterystyczne i leży przy cieku wodnym (zakolu rzeki). Z pewnością ten teren w ówczesnym czasie stanowił obszar rozlewiska.

Opinia dr. Kołosowskiego o owym miejscu i skarbie:

"Zabagnione i podmokłe brzegi rzek i jezior znajdujących się w pobliżu pradziejowych osad odgrywały niezwykle istotną rolę w wierzeniach i obrzędowości ówczesnych ludzi jako strefy składania darów siłom boskim. Z terenów polskich znanych jest wiele przykładów depozytów złożonych w omawianym czasie w miejscach mokrych, na torfowiskach, na terenach zalewowych, wzdłuż jezior i cieków wodnych. Najbliższy odległością jest ten odkryty w 2012 roku nad brzegiem jeziora w Trzcińsku-Zdroju, składający się z trzech bransolet nerkowatych i siekierki. Żadne jednak ze znalezisk zestawieniem przedmiotów nie nawiązuje do opisywanego. 

Co nam mówi forma depozytu? Odtworzony przez nas układ ułożenia ozdób, jak i obserwacje poczynione na miejscu w trakcie eksploracji wskazują, że pierwotnie przedmioty umieszczono w pojemniku wykonanym może ze skóry lub drewna, który się nie zachował. Na dno złożono koliste zawieszki, wokół nich trzy brązowe ozdobne taśmy. Na zawieszkach złożono bransolety w ten sposób, że stały, ukazując od góry półkoliste kabłąki. Tak zostały odkryte. Jednak mało prawdopodobne, by taka forma swobodnego ustawienia zachowała się dłużej. Musiało być tam coś jeszcze, co stabilizowało takie ustawienie, a uległo naturalnemu rozkładowi. Tak przygotowany pojemnik złożono na podmokłym terenie w rozlewisku rzeki.

Z pewnością możemy dziś stwierdzić, że jeśli jest depozyt, to gdzieś w pobliżu musiała stać osada, w której mieszkała osoba składająca dary - kobieta bądź mężczyzna. Dziś na wszystkie nurtujące nas pytania nie znajdziemy odpowiedzi, ale może badania, które planujemy w przyszłości, coś jeszcze dopowiedzą. Na pełną analizę odkrycia trzeba będzie jakiś czas poczekać.

Postawa godna znaleziska

Wielkie gratulacje należą się odkrywcy - Ernestowi Buczkowskiemu! Takiego "strzału" pozazdrości mu niejeden poszukiwacz. 

Obu panom należą się także podziękowania za postawę moralną, a przede wszystkim za to, że po odkryciu nie kontynuowali na własną rękę wydobycia zabytków archeologicznych. Ernest i Paweł prowadzili poszukiwania zgodnie z prawem, posiadając niezbędne pozwolenia WKZ-u. 

Jak widać można w Polsce prowadzić legalne poszukiwania z wykrywaczem, wystarczy tylko chcieć i trochę się postarać. Za każdym razem warto głośno o tym mówić i szczególnie podkreślać. Postawa, jaką w Chojnie zaprezentowali detektoryści, to najlepsze świadectwo i promocja naszego hobby.

Wszyscy mamy nadzieję, że ten wspaniały skarb trafi do Muzeum Pojezierza Myśliborskiego w Myśliborzu, gdzie będzie mógł cieszyć oczy zwiedzających. 

Konsultacje merytoryczne: dr Przemysław Ko łosowski i mgr Krzysztof Socha.

DARIUSZ DE LORM 

Wiceprezes Stowarzyszenia "Tempelburg". Podróżnik, zawodowy nurek, specjalizuje się w archeologii podwodnej. Od ośmiu lat związany z miesięcznikiem "Odkrywca".

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne