Reklama

Reklama

​Poczdam 1945: Wielka Trójka

Gdy dobiegają końca wielkie wojny, nadchodzi czas remanentu strat i zysków. Czas odbudowy pokojowego ładu międzynarodowego, odzwierciedlającego wynik starcia mocarstw. Niekiedy nowy układ trwa mniej, niż życie jednego pokolenia, jak Traktat Wersalski z 1919 r., a czasami ustala warunki politycznej rozgrywki na cały wiek, jak Kongres Wiedeński (1814-1815). Także po zakończeniu walk na europejskich frontach II wojny światowej, największego konfliktu w historii ludzkości, przywódcy zwycięskich mocarstw zasiedli do obrad, by w drodze niełatwego kompromisu utrwalić traktatowo stan równowagi pomiędzy ich aspiracjami i możliwościami, siłami i zamiarami.

Konferencja Poczdamska (17 lipca - 2 sierpnia 1945 r.), która odbyła się niemal dosłownie na gruzach stolicy III Rzeszy, położyła podwaliny pod międzynarodowy porządek, funkcjonujący w Europie przez blisko pół wieku, a w wielu aspektach obowiązujący nadal. Spróbujmy więc z perspektywy 70 lat spojrzeć na jej głównych uczestników, by lepiej zrozumieć ich motywacje i tło decyzji, które zaważyły na losach nie tylko naszego kraju.

Jaśnie Panicz wypada z ringu

Lord Winston Leonard Spencer-Churchill (1874-1965), po mieczu potomek księcia Marlborough (1650-1722), a po kądzieli wnuk amerykańskiego milionera, był żywym symbolem przenikania się dawnych i nowych elit Zachodu. Wyjątkowa pozycja społeczna, jaką odziedziczył wraz z arystokratycznymi tytułami i ogromnym majątkiem rodzinnym, wręcz skazywała "jaśnie panicza" Winstona na wielką karierę w służbie cywilnej lub wojskowej Imperium Brytyjskiego. 

Reklama

Staranna edukacja w elitarnych szkołach w Ascot, Harrow i Sandhurst, służba wojskowa w ekskluzywnym pułku kawalerii (4th Queen's Own Hussars) stacjonującym w Indiach, udział w kolonialnych wojnach w Sudanie i Afryce Południowej, gdzie zyskał sławę dzięki dramatycznej ucieczce z niewoli, a po opuszczeniu armii działalność polityczna (w 1900 r. zasiadł na ławie poselskiej Izby Gmin jako deputowany Partii Konserwatywnej) ukształtowały charakter Churchilla jako człowieka nieustępliwego, bezkompromisowego, a zarazem klasycznego brytyjskiego lorda, emanującego trudną do naśladowania mieszanką nonszalancji i elegancji, impertynencji i uprzejmości w obcowaniu z głowami państw i przedstawicielami elit władzy. W tych kręgach obracał się przez całe swoje dorosłe życie, pełniąc wiele poważnych funkcji państwowych.

Gdy w maju roku 1940 Winston Churchill, będący już w 66 roku życia, mianowany został szefem brytyjskiego rządu, nad Imperium gromadziły się przysłowiowe czarne chmury. Porażka Francji, klęska Korpusu Ekspedycyjnego, zmuszonego do porzucenia broni i pojazdów w Dunkierce, narastające zagrożenie ze strony niemieckiego lotnictwa i floty podwodnej wydawały się skazywać nowego premiera na szybką utratę poparcia opinii publicznej. Stało się jednak inaczej. Twarde, zdecydowane słowa Churchilla, który oznajmił rodakom: "mogę wam obiecać tylko krew, znój, łzy i pot" oraz zapowiedział: "będziemy walczyć na plażach, na polach, na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy" przekonały Brytyjczyków do wielu wyrzeczeń, które miały być ceną zwycięstwa. Cena zwycięstwa okazała się jednak w 1945 r. znacznie wyższa, niż ktokolwiek mógł pięć lat wcześniej przewidzieć.

Imperium Brytyjskie poniosło ogromne ciężary materialne wojny totalnej, lecz mimo to w konfrontacji z innymi supermocarstwami uległo degradacji, bezdyskusyjnie tracąc światowy prymat. Przejawem słabości Zjednoczonego Królestwa stał się bolesny dla Churchilla kompromis ze znienawidzonym od lat Związkiem Sowieckim, z konieczności hołubionym i dowartościowywanym kosztem mniejszych krajów Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów. 

Wobec nadrzędnego celu - pokonania Niemiec - Churchill musiał zrezygnować z własnej koncepcji powojennego ładu, opartej na zatrzymaniu Stalina jak najdalej na wschodzie. Co więcej, "naturalny sojusz" z USA także wiązał się z szeregiem gestów wskazujących nie na partnerskie, lecz raczej klientalne relacje pomiędzy Londynem a Waszyngtonem.

Tak więc naczelny architekt Wielkiej Koalicji stał się jej szanowanym, ale najmniej znaczącym przywódcą. W tej roli reprezentował swój kraj w Poczdamie. Podjął tam desperackie próby powstrzymania sowieckiej ekspansji na zachód i południe Europy.

Bolesnym dla nas przejawem tych wysiłków był zamiar zmniejszenia zasięgu oddanych Polsce ziem zachodnich w przekonaniu, że nadmierne osłabienie Niemiec nazbyt wzmocni Stalina. Tajny plan operacji "Unthinkable" - zbrojnego uderzenia na Sowiety latem 1945 r. i wyzwolenia m.in. Polski pozostał jedynie papierową koncepcją.

Gdy umilkły salwy wojenne w Europie, Brytyjczycy wciąż jeszcze dalecy byli od odzyskania posiadłości dalekowschodnich, podbitych przez Japonię w 1941 i 42 roku. Przeszło 70-letni Churchill musiał stawić czoła zmęczeniu swoich wyborców, którzy chcieli korzystać ze zwycięstwa, lecz wciąż musieli ponosić ekonomiczne ciężary jego wywalczenia. 23 maja 1945 r. 

Churchill podał się do dymisji, lecz po audiencji u króla Jerzego VI przyjął ponowną nominację, by podjąć próbę utworzenia nowego, koalicyjnego rządu szerokiej centroprawicy. Był to jednak jedynie gest bez znaczenia. Przeprowadzone 6 czerwca wybory powszechne dobitnie wskazały preferencje społeczne Brytyjczyków. Torysi utracili większość parlamentarną, a zwycięska Partia Pracy uzyskała blisko 50 proc. poparcie wyborców, co pozwalało jej samodzielnie utworzyć rząd.

Lord Winston Churchill przeszedł do opozycji, stając się jej niekwestionowanym liderem, lecz tracąc stanowisko premiera musiał opuścić Poczdam, a rolę reprezentanta Londynu na konferencji przejął 28 lipca 1945 r. Clement Richard Attlee (1883-1967), zdaniem Churchilla "człowieczek o wielkiej - i bardzo uzasadnionej - skromności". Rola nowego premiera ograniczyła się do przyjęcia i podpisania postanowień Waszyngtonu i Moskwy.

Przegrana Churchilla nie oznaczała jednak dla niego przejścia na emeryturę. Leciwy konserwatysta nie zakończył kariery politycznej, szybko doczekał się powrotu do łask rodaków, a w roku 1951 dzięki ich głosom ponownie został szefem brytyjskiego rządu. W 1953 r. wielotomowe wspomnienia wojenne Churchilla nagrodzone zostały Literacką Nagrodą Nobla.

Jako pierwszy cudzoziemiec Winston Churchill uzyskał honorowe obywatelstwo Stanów Zjednoczonych (1963), a choć przed śmiercią zdążył ujrzeć rozpad Imperium, odszedł w chwale, otoczony podziwem i szacunkiem rodaków, którzy w 2002 r. wybrali Churchilla najwybitniejszym Brytyjczykiem wszechczasów. Chociaż zatem wypadł z poczdamskiego ringu przed ostatnią rundą, jako jedyny z Wielkiej Trójki zapisał się w historii swojego kraju zdecydowanie pozytywnie.

Zza sklepowej lady do Białego Domu

Ironia historii sprawiła, że reprezentantem najpotężniejszego z mocarstw ówczesnego świata na konferencji poczdamskiej został człowiek zdecydowanie najmniej do tej roli przygotowany. Harry S. Truman (1884-1972) nie był politykiem charyzmatycznym, a zdaniem wielu krytyków nie był politykiem w ogóle, pozostając raczej niepozornym urzędnikiem, którego kaprys losu uczynił gospodarzem Białego Domu w trudnych, niespokojnych czasach. Pochodzący z miasteczka Lamar w rolniczym stanie Missouri potomek szkockich emigrantów wychowywał się na farmie, nie odebrał także zbyt starannej edukacji, gdyż niedostatek nie pozwolił rodzicom Harry’ego opłacić studiów akademickich syna, a słaby wzrok wykluczył przyjęcie go do szkoły oficerskiej. Przyszły prezydent rozpoczął pracę jako urzędnik kolejowy, a po kilku latach powrócił do rodzinnego gospodarstwa rolnego.

Obowiązki zawodowe nie przeszkodziły Trumanowi w przynależności do Gwardii Narodowej stanu Missouri, w której szeregach odbył przeszkolenie wojskowe jako artylerzysta. W 1917 r. ponad 30-letni już Truman, który jako jedyny syn sędziwych rodziców nie podlegał poborowi, ochotniczo wyruszył na wojnę do Francji, gdzie ku swojemu zaskoczeniu otrzymał nominację na pierwszy stopień oficerski. Szybka rozbudowa amerykańskich sił zbrojnych otworzyła dla kadry dowódczej możliwości przyspieszonego awansu, dzięki czemu Truman uzyskał wkrótce rangę pułkownika artylerii. Zakończenie działań wojennych przyniosło szybką redukcję armii. Brak formalnej edukacji wojskowej i słaby wzrok uniemożliwiły ambitnemu rezerwiście kontynuację służby. Rok po wojnie powrócił w rodzinne strony, ożenił się i otworzył sklep z pasmanterią, lecz w krótkim czasie zbankrutował. 

Dług spowodowany fiaskiem biznesu spłacał jeszcze przez wiele lat. Pomimo bolesnego niepowodzenia Harry Truman był przez swoich sąsiadów uważany za człowieka uczciwego i godnego zaufania, skoro z ich wyboru został urzędnikiem w lokalnym sądzie. Rolę tytularnego sędziego (nie będąc prawnikiem) pełnił - z przerwą - przez kilka kadencji. W tym czasie związał się politycznie z Partią Demokratyczną, za rekomendacją jej lokalnego lidera przyjął funkcję koordynatora lokalnych inwestycji publicznych w ramach antykryzysowego programu rządowego. W 1934 r. był już na tyle znany i ceniony jako uczciwy, pracowity i sumienny urzędnik, że uzyskał nominację w wyborach do senatu. Ku niemałemu zaskoczeniu prasy pokonał kontrkandydatów i wkroczył w świat wielkiej polityki. 

W Partii Demokratycznej lokował się na jej socjalnym skrzydle, często potępiając wyzysk pracowników przez wielkie korporacje i lichwiarskie praktyki banków. Był jednak zarazem daleki od fascynacji komunizmem, tak powszechnej w liberalnych kręgach amerykańskich elit. Wbrew przewidywaniom komentatorów politycznych, uzyskał w roku 1940 reelekcję, a po przyłączeniu się USA do Wielkiej Koalicji, Truman jako godny zaufania, zaangażowany w sprawy publiczne senator, powołany został do przewodniczenia specjalnej komisji, badającej niegospodarność i nadużycia finansowe w amerykańskich siłach zbrojnych. Dociekliwość i skrupulatność prac senackiej Komisji Trumana wywoływała rozdrażnienie generalicji i niezadowolenie Białego Domu. Nastawienie to uległo zmianie, gdy Franklin D. Roosevelt zapoznał się z finansowymi efektami prac komisji (wielomiliardowe oszczędności dla budżetu państwa!). 

Harry Truman zyskał zaufanie prezydenta, który dostrzegł, że lojalny, pracowity i pozbawiony wygórowanych ambicji senator może wyręczyć go w szeregu obowiązków, nie stwarzając politycznego zagrożenia. W 1944 r. zaproponował więc Trumanowi wspólne kandydowanie na najwyższy urząd. Zgodnie z oczekiwaniami, Roosevelt wielką przewagą głosów elektorskich wygrał wybory prezydenckie, zapewniając Trumanowi objęcie funkcji wiceprezydenta. W tej roli pozostawał on w cieniu swojego charyzmatycznego szefa, wypełniając szereg żmudnych, administracyjnych obowiązków na rzecz zwierzchnika. 

Nieco światła na rolę i pozycję Trumana w gabinecie Roosevelta rzuca fakt, że jako "człowiek numer dwa" w państwie nie został on dopuszczony do informacji o budowie bomby atomowej ani o jej przewidywanej sile rażenia. Decyzję o użyciu tej niszczycielskiej broni przeciwko Japonii podjął kierując się chęcią uniknięcia wielkich strat w ludziach, nieuniknionych w przypadku planowanej inwazji na Japonię.

Gdy w kwietniu 1945 r. zmarł prezydent Roosevelt, Harry S. Truman musiał z mocy konstytucji objąć opróżniony urząd. Do grona współpracowników wypowiedział wówczas znamienne słowa: "Chłopcy, jeżeli kiedykolwiek modliliście się, módlcie się za mnie teraz. Czuję się, jakby Księżyc, gwiazdy i wszystkie planety zwaliły się na mnie". Zanim na dobre rozsiadł się w prezydenckim fotelu, wojna w Europie dobiegła końca. Pozbawiony dotąd poważniejszych wpływów i niewtajemniczony w meandry wielkiej strategii Truman musiał udać się na konferencję poczdamską, by na nowo porządkować sprawy Europy...

W istocie nowy gospodarz Białego Domu mógł jedynie kontynuować politykę zmarłego poprzednika, który w swoim wizjonerskim światopoglądzie dążył do ustanowienia powojennego ładu w stylu szachów rozgrywanych na mapie świata. W tej globalnej partii miało uczestniczyć jedynie dwóch rywali - jeden w Moskwie, a drugi w Waszyngtonie.

Demokrata i antyimperialista Roosevelt dążył (skutecznie!) do osłabienia Imperium Brytyjskiego i wzmocnienia Sowietów, by nic nie mąciło klarowności jego planu. Pozostałym krajom wyznaczał on rolę jedynie figur (Anglia, Francja, Chiny) lub pionów (m.in. Polska)...

Truman, łączący protestancką pracowitość z prowincjonalną, staromodną sumiennością nie mógł dokonać nagłej zmiany w strategii swojego kraju, a być może zaufał odziedziczonym po Roosevelcie doradcom, wśród których roiło się od sympatyków (i tajnych współpracowników) Kremla. W Poczdamie bezpośrednio zetknął się z toksycznym, lecz zarazem fascynującym światem wielkiej polityki międzynarodowej. Mimo pokus, jakie rodzi ogromna władza, zdołał jednak pozostać sobą, uczciwym i sprawiedliwym społecznikiem z Missouri, dostrzegającym zza swoich okularów to, na co ślepy był waszyngtoński światek dyplomacji - zagrożenie, jakie dla Zachodu stwarzał sowiecki imperializm. W czasie swojej kadencji okazał się "najbardziej republikańskim wśród demokratycznych prezydentów", twardo stawiając czoła Stalinowi w Grecji (1947-1949), Berlinie Zachodnim (1948) i Korei (1950-1953), pierwszych starciach "zimnej wojny". 

Przyczynił się do odbudowy powojennej Europy, akceptując gospodarczy plan Marshalla. Promował także program polityki zagranicznej, znany jako doktryna Trumana, a polegający na zatrzymaniu sowieckiej ekspansji poza kremlowskie zdobycze z Poczdamu. Była to zapewne reakcja na fakt, że latem 1945 r. musiał firmować swoim nazwiskiem przyjętą przez swojego poprzednika politykę, z którą się nie zgadzał. Swoją osobistą skromnością, niepozorną wręcz prezencją, połączoną z twardą, lecz moralną postawą polityczną Harry S. Truman zyskał uznanie większości rodaków, którzy powierzyli mu ponownie stanowisko prezydenta w kolejnych wyborach.

Po zakończeniu drugiej kadencji Truman powrócił w rodzinne strony, gdzie żył skromnie, odrzuciwszy wątpliwe moralnie propozycje fikcyjnych posad i utrzymując się z żołnierskiej emerytury (112 dolarów miesięcznie), do której prawa nabył jeszcze zanim został politykiem. Ustępujący prezydenci nie byli objęci systemem emerytalnym, gdyż z reguły funkcję tę pełnili dotąd ludzie zamożni. Truman zmarł na zapalenie płuc w prowincjonalnym szpitalu, przeżywszy 88 lat. Do końca życia pozostawał niedoceniony i często krytykowany za "jastrzębią politykę". Dopiero po upadku Związku Sowieckiego historycy docenili zasługi sklepikarza, który trafił do Białego Domu i powstrzymał Stalina, ratując Grecję, Turcję i Europę Zachodnią przed losem Polski.

Czerwony Car: zwycięzca z kompleksem klęski

Józef Wissarionowicz Dżugaszwili, znany jako Stalin (1878-1953), gospodarz i niekwestionowany hegemon podczas konferencji w Poczdamie, był w 1945 r. u szczytu swojej niezwykłej kariery. Gruzin, który w szowinistycznie nastawionym społeczeństwie rosyjskim sięgnął po absolutną władzę. Syn prowincjonalnego szewca - alkoholika, z zapałem studiujący w prawosławnym seminarium duchownym, który stał się przywódcą programowo ateistycznego państwa. Bojownik ideologii głoszącej równość i sprawiedliwość społeczną, który stworzył kastowy system władzy absolutnej, oparty na niewolniczej pracy milionów. Współsprawca wybuchu II wojny światowej i jej zwycięzca, na gruzach stolicy byłego sojusznika dyktujący warunki sojusznikom aktualnym.

To właśnie kwestia zwycięstwa, a raczej jego rozmiarów i owoców, wywoływała frustrację samowładcy z Kremla. Pomijając straszliwe koszty społeczne i gospodarcze wojny, która zaczęła się od tak obiecującej aneksji połowy Polski, znacznej części Rumunii i zaboru trzech państw nadbałtyckich, a skończyła utratą ponad 12 mln żołnierzy i przeszło 10 mln mieszkańców cywilnych, Związek Sowiecki nie zrealizował zasadniczego planu Stalina - podboju całej Europy i wprowadzenia komunizmu w podbitych ("wyzwolonych") krajach.

Gigantyczna industrializacja kraju, ogromne zbrojenia, ideologiczna indoktrynacja społeczeństwa, milionowe czystki spowodowane podejrzeniami o nielojalność wobec władzy, a jednocześnie tajna współpraca wojskowa i polityczna z faszyzmem i nazizmem - wszystko to miało w ostatecznym rezultacie doprowadzić do rozsadzenia ładu wersalskiego i zniszczenia demokratycznych państw Zachodu. Stalin przekonany był bowiem (a ostatecznym argumentem dla niego były losy rewolucji i wojny domowej w Hiszpanii), że komunizm może zatriumfować jedynie pod warunkiem zwycięstwa rewolucji światowej, by nie miał żadnej alternatywy.

Jednak przebiegła strategia zaprowadziła Stalina na manowce. Doraźnie korzystny sojusz z Niemcami okazał się zgubny - "wiarołomny" atak wojsk hitlerowskich zaskoczył Sowiety w trakcie finalnej fazy przygotowań do "czerwonego blitzkriegu", piorunującej agresji, której miały służyć dziesiątki tysięcy szybkobieżnych czołgów, optymalizowanych do walki w warunkach zachodnioeuropejskiej infrastruktury drogowej, lecz bezradnych na bezdrożach Wschodu...

Stalin z najwyższym trudem zdołał opanować kryzys armii i państwa, wywołany porażkami na froncie i utratą ogromnych połaci Związku Sowieckiego. Umożliwiły mu to bezwzględne represje, powszechna mobilizacja i wykorzystanie trudnej sytuacji Wielkiej Brytanii, skłonnej zapłacić każdą cenę za zdjęcie z niej brzemienia jedynego realnego przeciwnika III Rzeszy oraz - paradoksalnie - obłędna, rasistowska i ludobójcza polityka Hitlera wobec narodów Europy Wschodniej, skutecznie odpychająca miliony potencjalnych sojuszników z powrotem w ramiona bolszewizmu. 

Trzeba pamiętać, że pomimo pozornie niewyczerpalnych zasobów, Rosja była w 1945 r. u kresu swoich militarnych możliwości. Pomimo zbrojeniowej i logistycznej "transfuzji" od zachodnich sojuszników (m.in. ponad 430 tys. samochodów, 29 tys. samolotów, 20 tys. pojazdów pancernych, 15 mln par butów i 8 mln ton żywności), która podtrzymała zdolności bojowe Armii Czerwonej, większość frontowych dywizji daleka była od etatowych stanów liczebności, a uzupełnienia nadchodzące z głębi kraju składały się z "dzieciaków i starców"... Problemy z niepokorną Polską, która wybuchem Powstania Warszawskiego zmusiła Stalina do zatrzymania machiny wojennej na linii Wisły, a także konieczność przeprowadzenia ataku na Bałkany, by udaremnić Churchillowi realizację jego strategicznych planów, odebrały Armii Czerwonej szansę na opanowanie całości Niemiec i Europy Zachodniej przed przybyciem wojsk anglo-amerykańskich. 

Zadziwiająca uległość Roosevelta, który sekował antykomunistycznych generałów (a przede wszystkim najlepszego ze swoich dowódców, George’a Pattona), a po kapitulacji Niemiec nakazał wycofać oddziały US Army, które dotarły zbyt daleko na wschód, nie mogły poprawić nastroju Czerwonego Cara. Stalin, obserwując zniszczenia niemieckich miast, nie mógł nie zdawać sobie sprawy z potęgi alianckiego lotnictwa, ale najboleśniejszy cios - demonstracja niszczycielskiej siły amerykańskiej broni nuklearnej - miał nadejść tuż po zakończeniu spotkania Wielkiej Trójki.

Fiaska sowieckiej wielkiej strategii w Europie (Stalin musiał zadowolić się jedynie wschodnią, uboższą i wyniszczoną działaniami wojennymi połową kontynentu) nie zrekompensował spektakularny sukces na Dalekim Wschodzie, jaki przyniosło złamanie paktu o nieagresji z Japonią i opanowanie Mandżurii, połowy Korei, Kuryli i Sachalinu. Wojna o ostateczny triumf sierpa i młota nad światem musiała przybrać inną postać - agresji propagandowej, inspirowania i wspierania ruchów rewolucyjnych w wielu krajach i rozgrywania na swoją korzyść lokalnych konfliktów w Afryce, Azji i Ameryce Południowej.

Jednak także na frontach "zimnej wojny" Stalin nie uzyskał sukcesów, przegrywając konfrontację na Bałkanach i w Korei, a zwłaszcza ponosząc prestiżową porażkę blokady Berlina. I chociaż ład poczdamski, widziany oczami Zachodu (a zwłaszcza Polaków) wydawał się przejawem szczytowego triumfu Związku Sowieckiego, wyznaczył raczej najdalszą granicę "czerwonego potopu", niż przyczółek pod jej kolejne fale...        

Literatura:

1. W. Suworow, "Lodołamacz", Warszawa 1992; "Dzień »M«", Warszawa 1996; "Ostatnia republika", Warszawa 2009

2. A. Beevor, "Druga Wojna Światowa", Kraków 2013

3. S. Montefiore, "Stalin. Dwór czerwonego cara", Warszawa 2004

4. L. Pastusiak, "Prezydenci Stanów Zjednoczonych Ameryki", Warszawa 2005

5. N. Rose, "Winston Churchill: życie pod prąd", Warszawa 1996

Piotr Galik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy