Reklama

Reklama

Odkrywca: Zajrzeć do wnętrza góry

W marcu bieżącego roku udało się, dzięki przeprowadzonym odwiertom, wprowadzić kamery do wnętrza podziemnego schronu pod Kamienną Górą w Lubaniu. Oto szczegóły tej operacji.

Eksploracja to często niewdzięczne zajęcie, zwłaszcza gdy jest zawodową codziennością. Nieskończona liczba tzw. weryfikacji negatywnych przeważnie wyklucza tropy potencjalnie istniejących podziemi czy ukrytych depozytów. Ślady prowadzące donikąd zdarzają się bowiem wiele razy. Jednak magia poszukiwań, ich aura, klimat i atmosfera odkrywania tajemnic, a także głód wiedzy są silniejsze od zniechęcenia. Pozwalają przetrwać trudne chwile i podejmować kolejne wyzwania. Aby się jednak o tym przekonać, potrzeba dużo pracy. Jej efekt, który dla odbiorcy jest później gorącym newsem, żyjącym w mediach najwyżej kilka dni, to często wynik wielomiesięcznych, a czasem i kilkuletnich działań kilku, kilkunastu osób.

Reklama

Właśnie tak było w przypadku przebiegu badań do niedawna tajemniczych podziemi, wewnątrz rozpościerającego się nad Lubaniem wzgórza Kamienna Góra.

Na pograniczu legendy

Przez wiele lat informacje o pracach pod Górą Ryszarda w Bolkowie, mających na celu dotarcie do wydrążonej przez Niemców w czasie wojny podziemnej fabryki o kryptonimie Lehm, obrosły legendą. Do tego stopnia, że w pewnym momencie trudno było rozsądzić, czy rzeczywiście eksploratorom uda się dotrzeć do jej wnętrza. W końcu, po niemal dekadzie, okazało się, że obiekt istnieje, z tym że układ sztolni i stopień ich wykończenia znacznie odbiegają od tych widniejących na planach i odnalezionych w niemieckich archiwach.

W przypadku Lubania i tamtejszych podziemi wydrążonych wewnątrz wzgórza o nazwie Kamienna Góra również krążyły legendy. Cząstkowa wiedza o nich przetrwała głównie w lokalnej pamięci. Wszystko zmieniło się w 2011 roku, gdy Tomasz Biernacki z Urzędu Miasta w Lubaniu i jednocześnie członek Stowarzyszenia Miłośników Górnych Łużyc odnalazł plany potężnego schronu przeciwlotniczego (Luftschutzstollen) o łącznej długości korytarzy wynoszącej niemal kilometr. Wówczas odkrycie to wywołało nie lada sensację i stało się przyczynkiem do rozpoczęcia trwających aż do dzisiaj zakrojonych na szeroką skalę badań zarówno terenowych, jak i archiwalnych. Ich wyniki systematycznie publikowaliśmy na naszych łamach (Odkrywca nr 8, 9, 10, 12/2011, 2/2012, 6/2013), wspierając je i uczestnicząc w pracach eksploracyjnych.

Ku przełomowi

W ciągu tego czasu niestety nie udało się dotrzeć do dalszej części oryginalnej dokumentacji niemieckiej, która uzupełniłaby szczegóły dotyczące budowy schronu. Tym samym precyzyjne uchwycenie momentu rozpoczęcia przy nim prac, ich przebiegu i zakończenia pozostaje w sferze domniemań i hipotez. Poszlaki wskazują, że drążony był w ramach zakrojonego na szeroką skalę w III Rzeszy programu budowy schronów przeciwlotniczych dla ludności cywilnej. Istnieją pewne przesłanki sugerujące inne przeznaczenie, np. jako podziemnego szpitala czy podziemnej fabryki dla jednego z licznych w okolicy zakładów zbrojeniowych. Ze względu jednak na to, że obiekt najprawdopodobniej nie został w pełni ukończony i oddany do użytku, jego funkcja, np. w trakcie walk o Lubań w marcu 1945 roku, mogła być wyłącznie improwizowana. Zebranych zostało kilka relacji z tego czasu, w których podziemia pod Kamienną Górą są wspominane. Niestety niezwykle ogólnikowo. Trudno również przy obecnym stanie wiedzy precyzyjnie określić, kiedy i w jakich okolicznościach wejścia do podziemi zostały odstrzelone/zasypane. Mogli to zrobić wycofujący się Niemcy, Sowieci po zdobyciu miasta, jak i przejmujący je po wojnie Polacy. Jednak jedyny udokumentowany ślad w źródłach pisanych, jaki udało się odnaleźć, wskazywał na tę pierwszą możliwość. Został zawarty w sprawozdaniu jednego z inspektorów Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych z lutego 1950 roku i opracowany na podstawie relacji miejscowego komendanta UB oraz rekonesansu terenowego, mającego na celu zlokalizowanie wejść do podziemnego schronu pod Kamienną Górą.

W materiale tym znalazło się następujące podsumowanie: "(...) istniały trzy podziemne chodniki, które Niemcy przed odejściem wysadzili w powietrze. Mieli tam ukryć większą ilość ekwipunku wojskowego. Nie znaleźliśmy żadnego dojścia do podziemi (...)". PPT planowało dotarcie do ich wnętrza, lecz ze względu na koszty i problemy techniczne takiego przedsięwzięcia nie zrealizowało. Od tego czasu, przez kolejne dekady, pamięć o podziemiach ulegała zatarciu, pozostając żywą głównie wśród badaczy lokalnej historii. Miejscowi regionaliści jak Tomasz Bernacki, Janusz Skowroński, Arkadiusz Wilczyński czy Janusz Kulczycki skrupulatnie gromadzili również i w tym temacie najdrobniejsze nawet wzmianki, przede wszystkim oparte na relacjach powojennych świadków. Wśród nich byli i tacy, którzy twierdzili, że wchodzili do wnętrza schronu wydrążonego w Kamiennej Górze. Inni zapamiętali stalowe wrota, kolejni wspominali szereg działań podejmowanych przy sztolniach, m.in. przez saperów Wojska Polskiego. Do dziś nie udało się dotrzeć w tej kwestii do żadnego źródła archiwalnego, który potwierdziłby te przekazy. Niezależnie od wszystkiego, tajemnica lubańskich podziemi wymagała bezwzględnie rozwiązania. Jedynym zaś na to sposobem i najskuteczniejszym jednocześnie jest oczywiście przedostanie się do wnętrza obiektu. Tu pojawia się jednak zasadnicza trudność. Wejścia są ukryte za potężnymi zawałami. Dotychczasowe próby ich pokonania nie powiodły się...

Lubań. Wzgórze, Kamienna Góra, 10 marca 2018

Kilkudziesięciotonowy, niskopodwoziowy zestaw kołowy, transportujący potężną wiertnicę firmy Maxam sprawnie zaparkował w jednej z alejek lubańskiej Kamiennej Góry. Niedługo później rozległ się donośny dźwięk uruchamianego silnika maszyny, która o własnych siłach po rampie naczepy zjechała na parkowe podłoże. Operator, sprawnie manewrując poruszającym się na gąsienicach kolosem, skierował się do strefy pierwszego odwiertu u skraju stromego zbocza wzgórza. Kilka dni wcześniej punkt ów, podobnie jak kolejne, został precyzyjnie wytyczony przez Łukasza Orlickiego (GEMO - Grupa Eksploracyjna Miesięcznika Odkrywca), Tomasza Bernackiego i geodetę Zdzisława Medweckiego. Opierając się na podkładzie geodezyjnym, zestawionym z planem podziemnego schronu przeciwlotniczego (Luftschutzstollen) z 1944 roku, wyselekcjonowano miejsca umożliwiające, po wprowadzeniu do odwiertu kamery, ocenę stopnia zaawansowania budowli, stanu jej wykończenia oraz drożności ciągów komunikacyjnych względem widniejącego na dokumentacji układu pomieszczeń i korytarzy. Do tej pory nie było bowiem wiadomo, w jakiej części projekt został przez Niemców rzeczywiście zrealizowany.

Badania przeprowadzone wcześniej wykazały w tym względzie pewne rozbieżności. Szczególnie podczas prac z 2012 roku, gdy po odkopaniu wlotu do tunelu ewakuacyjnego od strony ulicy Kopalnianej, zamiast do 300 metrów chodnika eksploratorzy, weszli do 40-metrowego korytarza zakończonego górniczym przodkiem. Rok później odwiert wykonany od strony głównych wejść nie powiódł się w stopniu umożliwiającym skuteczne wykorzystanie kamery. Zamiast odpowiedzi pojawiały się kolejne pytania. Upłynęło od tego czasu aż 5 lat. Dopiero dzięki zaangażowaniu Urzędu Miasta w Lubaniu, gdy udało się zdobyć niezbędne do przeprowadzenia kompleksowych badań fundusze, możliwe było wykonanie kolejnego kroku.

Akcja

Gdy rozpoczął się pierwszy odwiert, wszyscy z nadzieją wpatrywali się w prace maszyny. Chociaż zastosowana wiertnica jest jednym z najbardziej zaawansowanych urządzeń tego typu, to i tak - wiercąc na głębokość 20 m - niewielki odchył wiertła od pionu mógł spowodować ominięcie celu nawet o parę metrów. Wiertło przebiło się przeze zmieszaną ziemię, a na głębokości ponad 1,5 metra wgryzło się w bazaltowe podłoże. Co pięć metrów mechaniczne ramię urządzenia dokładało kolejne przedłużki. 10 m..., 15 m... Niestety stabilna warstwa skały zmieniła się na tej głębokości w lepką warstwę iłów. Wiercenie przebiegało coraz wolniej i trudniej. Dopiero po kilkudziesięciu minutach udało się dotrzeć do głębokości, na jakiej powinien znajdować się schron. I w końcu tak! Na 20 metrach, jak wskazywał wyświetlacz w kabinie operatora, wiertło trafiło w pustą przestrzeń! Na 22,5 metra ponownie zapracowało. Oznaczało to, że sztolnia w tym miejscu ma nieco ponad 2 metry wysokości. Zwykle przy tego typu akcjach, podczas pierwszej godziny prac, nie spodziewamy się przełomowych efektów. Tym razem jednak miało być inaczej.

Odwiert nr 1

W czasie gdy wiertnica przemieściła się do kolejnego punktu wskazanego przez Łukasza Orlickiego, rozpoczęły się przygotowania do wprowadzenia w wywiercony odwiert kamery. Jaki jest stan wnętrza schronu? Co uda się w środku dostrzec? - mnożyły się gorączkowo pytania. Bartek Grynda z GRALmarine przygotował na tę okazję urządzenie rejestrujące, które mogło zmieścić się do odwiertu i pokazać na powierzchni to, co widać na głębokości kilkudziesięciu metrów. Krzysztof Krzyżanowski (GEMO) rozpoczął wprowadzanie głowicy kamery do otworu, a reszta ekipy z napięciem zaczęła śledzić ekran monitora. Oko kamery stopniowo zagłębiało się w ciemną otchłań. Z poszarpanej warstwy gruntu, przez którą tak ciężko przechodziło wiertło, wystawały kamienie utrudniające sterowanie. W końcu udało się przebić do wnętrza podziemnego korytarza. Początkowo na powierzchni ukazał się niewyraźny, pozbawiony ostrości i kolorów obraz. Po chwili zobaczyliśmy w pełnej krasie rozświetlony, zalany wodą na ¾ wysokości korytarz, oszalowany drewnianymi deskami strop i potężne bele podpór. Okazało się, że mieliśmy dużo szczęścia, któremu pomógł dobry dobór miejsca odwiertu. Celowaliśmy w skrzyżowanie głównego korytarza z odchodzącym od niego mniejszym chodnikiem śluzy przeciwgazowej. W rzeczywistości wwierciliśmy się ok. 0,5 metra z boku głównego korytarza, trafiając w boczny chodnik.

Odwierty nr 2 i 3

Drugi odwiert przebiegał początkowo podobnie jak pierwszy. Niestety gliniasta, lepka masa, która już wcześniej utrudniała prace maszyny, tym razem zmusiła nas do wycofania się na 19 metrze. Ryzyko utknięcia w podziemiach kosztownego wiertła było zbyt duże. Kierujący badaniami Łukasz Orlicki wspólnie z Tomaszem Bernackim podjęli decyzję o przesunięciu wiertnicy w centralny rejon schronu, w głębi wzgórza. Warunki geologiczne miały być tam o wiele korzystniejsze. Rzeczywiście, gdy potężna wiertnica rozpoczęła prace w tej części, wiercenie odbyło się bez przeszkód i niebezpieczeństwa zakleszczenia się głowicy.

Miejsce trzeciego odwiertu zostało wytyczone na przecięciu chodników łączących sztolnię nr 1 ze sztolnią nr 2 oraz bocznego korytarza ewakuacyjnego. Biorąc pod uwagę wyniki pierwszego odwiertu, Łukasz i geodeta dokonali drobnych korekt. Tym razem wiertnica miała zejść niżej. Na podstawie analizy podkładu geodezyjnego i planów schronu ustaliliśmy, że powinna wiercić do głębokości ok. 28 metrów. Była to słuszna decyzja. Okazało się, że mamy kolejne trafienie! Na poziomie 25,5 metra przebiliśmy strop. Korytarz w tym miejscu był wyższy i miał ok. 3 metrów wysokości. Do odwiertu ponownie wprowadziliśmy kamerę, tym razem umożliwiająca szerszy zakres rejestracji obrazu. Naszym oczom ukazał się dużo większy fragment korytarza, również zalany wodą. Kilka dni później, dzięki innej kamerze Gralmarine, zobaczyliśmy w środku tory!

Odwiert nr 4 i 5

Został wytypowany w pobliżu punktu sanitarnego schronu, na przecięciu korytarza łączącego sztolnię nr 2 ze sztolnią sąsiednią. Przebieg wiercenia był bardzo podobny, ale tym razem trafiliśmy w coś bardziej zaskakującego. Na głębokości ok. 26 metrów wiertło wpadło w pustkę. Jej przestrzeń miała zaledwie metr wysokości, co oznaczało, że korytarz w tym miejscy był w znacznym stopniu zawalony. Wprowadzona do środka kamera pokazała częściowo zagruzowany fragment sztolni, który trudno było zidentyfikować. W środku było jednak sucho, a w obrębie pola widzenia kamery mogliśmy dostrzec fragment cegły i metalowego kątownika. Wbrew pozorom znaleziska te były nader interesujące. Mogły oznaczać, że budowa schronu nie ograniczyła się jedynie do wykucia w skale surowych ścian. Być może więc stopień jego wykończenia jest większy, niż się dotychczas wydawało.

Ostatni i piąty z kolei odwiert miał na celu próbę uchwycenia najbardziej skrajnego punktu podziemi - w miejscu, gdzie miał przebiegać długi, prawie 300-metrowy odcinek chodnika ewakuacyjnego. Wytyczenie go było niezwykle trudne - nawet po uwzględnieniu poprawek na podstawie poprzednich wyników, możliwość błędu ze względu na znaczną głębokość wynosiła nawet kilka metrów. Ostatecznie po przewierceniu 37 metrów, nie natrafiliśmy na jakąkolwiek przestrzeń, co mogło oznaczać, że nie trafiliśmy w poszukiwany chodnik. Tym samym uznaliśmy, że wiertło znalazło się gdzieś z boku interesującego nas obiektu. Akcja została przerwana.

Wnioski

Rozpoczęty 10 marca etap prac miał trzy zasadnicze cele. Pierwszym było określenie, w jakim stopniu odnalezione plany schronu pokrywają się z podziemnym obiektem znajdującym się pod Kamienną Górą. Drugim była ocena jego stanu zachowania i stopnia wykończenia. Trzecim zaś próba ustalenia, czy wewnątrz sztolni znajdują się jakiekolwiek pozostałości i artefakty z czasów II wojny światowej.

Po przewierceniu trzech miejsc struktury schronu wyjaśnione zostały dwie pierwsze kwestie. W odwiercie nr 3 dotarliśmy do odcinka sztolni umiejscowionego ok. 100 m od wejścia, do okolicy krzyżówki głównych korytarzy. Potwierdza to przypuszczenie, że schron został wykonany zgodnie z projektem. Dzięki odwiertowi nr 1 i 3 udało się uzyskać informacje o stanie technicznym obiektu, który wydaje się dobry. Korytarze są wysokie (od 2 do 3 metrów) i nie wyglądają na zawalone. W głównym chodniku znajdują się tory. W korytarzu łączącym śluzę ulokowaną przy wejściu głównym mogliśmy zobaczyć solidną drewnianą obudowę zachowaną w dobrym stanie. Jednocześnie odwierty potwierdziły, że obiekt jest zalany, jednak woda nie wypełnia całej przestrzeni schronu. Wynik odwiertu nr 4 jest niejednoznaczny. Niewielka wolna przestrzeń o wysokości ok. 1 metra sugeruje, że w tym miejscu doszło do zawału bądź innego rodzaju zniszczenia struktury. Jednak widoczne na kamerach elementy cegły i metalowego kątownika pozwalają przyjąć założenie, że stan wykończenia co najmniej części obiektu może być większy, niż się wcześniej wydawało. Na tym etapie prac w obiektywach kamery nie udało się nam zauważyć żadnego wyposażenia bądź innych przedmiotów zalegających wewnątrz sztolni. Warto zwrócić uwagę, że zbadaliśmy niewielki fragment obiektu, którego część najbardziej interesująca znajduje się pod wodą.

Co dalej?

Obecnie przeprowadzamy dodatkowe badania w oparciu o dotychczas wywiercone otwory. Być może zdecydujemy się na wykonanie jeszcze jednego lub dwóch kontrolnych odwiertów. Szczegółowe wyniki zostaną wkrótce opracowane w formie raportu. Z pewnością wspólnie z Urzędem Miasta Lubania i Stowarzyszeniem Miłośników Górnych Łużyc, które zaprosiły Grupę Eksploracyjną Miesięcznika Odkrywca kilka lat temu do współpracy, będziemy opracowywać plany kolejnych etapów działań.

Wykonane w marcu br. wiercenia nie pozostawiają wątpliwości, że warto kontynuować prowadzone prace. Ich celem nadrzędnym powinno być tym razem przeprowadzenie kolejnej już próby bezpośredniego dotarcia do wnętrza schronu pod Kamienną Górą. Przedsięwzięcie to na obecnym etapie nie będzie jednak łatwe.

W przypadku prowadzenia prac przy głównych wejściach do obiektu niezbędne będzie zastosowanie metod górniczych. Działania tego typu są czasochłonne i kosztowne, lecz wydają się jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Dodatkowym utrudnieniem jest znajdująca się w środku podziemi woda. Problem ten będzie wymagał osobnego rozwiązania. Kolejną koncepcją, którą możemy wziąć pod uwagę, jest próba dotarcia do środka, drążąc szyb w oparciu o jeden z wykonanych odwiertów. I w tym przypadku niezbędne będzie zastosowanie metod górniczych. Jedno jest pewne. Temat jest wciąż rozwojowy i istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeszcze w tym roku podjęte zostaną decyzje, które umożliwią podjęcie kolejnego etapu badań.

W pracach udział wzięli m.in. Łukasz Orlicki, Tomasz Bernacki, Bartłomiej Grynda, Krzysztof Krzyżanowski, Paweł Piątkiewicz, Piotr Maszkowski, Paweł Trzęsicki, Zdzisław Medwecki, Michał Banaś, Szymon Wasylów, Janusz Kulczycki, Andrzej Maciaszczyk. Prace zostały sfinansowane przez Urząd Miasta Lubań i odbyły się przy współudziale Stowarzyszenia Miłośników Górnych Łużyc.

Piotr Maszkowski - redaktor naczelny miesięcznika "Odkrywca"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje