Reklama

Reklama

Nazistowskie spotkanie na szczycie,czyli niechlubna historia willi na Giszowcu

Każdego dnia, jadąc trasą szybkiego ruchu w stronę Pszczyny czy też powracając z tego kierunku do Katowic, mija ją bardzo wielu kierowców. Rzuca się w oczy. Odnowiona, jasna elewacja willi ładnie kontrastuje z otaczającą ją zielenią. Wyniosła i dostojna, miała podkreślać pozycję społeczną mieszkających tam dawniej ludzi. Dzisiaj jej właścicielem jest bank. Jestem pewny, że tysiące przejeżdżających obok niej kierowców obrzuci ją jedynie krótkim, nieco zaciekawionym spojrzeniem; i na tym koniec. Tylko dlatego, że nie znają jej historii i przeszłości. Mowa o willi na Giszowcu, nazywanej dyrektorską.

Gdy opisywałem Wam Giszowiec ("Odkrywca" nr 1, 2/2015), opowiedziałem najważniejsze wydarzenia z historii spółki "Giesche’s Erben" - inicjatora powstania osiedli na Giszowcu i Nikiszowcu. Wspomniałem również o "epizodzie amerykańskim", gdy niemiecka spółka odsprzedała większość swoich akcji amerykańskiemu koncernowi. Napomknąłem w swej opowieści o ważnej dla dziejów Giszowca osobie, o pochodzącym z Monschau Antonie Uthemannie - dyrektorze generalnym koncernu "Georg von Giesche’s Erben" (w latach 1905-1913).

Uthemann, tajny radca górniczy - pozytywista

Reklama

Zanim objął to stanowisko, był pracownikiem Głównego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, gdzie zdobył odpowiednie zawodowe doświadczenie. Pomimo fizycznej ułomności (jedną nogę miał krótszą) był niezwykle aktywnym człowiekiem i wielkim fachowcem w swojej dziedzinie. Szlify zdobywał pracując w kopalniach węgla kamiennego w carskiej Rosji i w wielu niemieckich kopalniach (m.in. w kopalni "Heinitz" w Bytomiu - późniejsza kopalnia "Rozbark"). Opracował system zraszania węgla, co w znacznym stopniu zapobiegało eksplozjom pyłu węglowego.

Uchodził za bardzo pracowitego i oszczędnego człowieka oraz wybitnego menedżera. Górny Śląsk docenił jego wkład w rozwój śląskiego przemysłu, upamiętniając jego nazwisko w nazwie huty cynku w Szopienicach (niegdyś huta "Uthemann", później, nieistniejąca już, Huta Metali Nieżelaznych w Szopienicach). Bez wątpienia znajdował wielką satysfakcję w tworzeniu nowych obiektów architektonicznych, a tym bardziej całych założeń. To on był jednym z twórców obecnych dzielnic Katowic - Giszowca i Nikiszowca. Zresztą Giszowiec był jego oczkiem w głowie. Spółka doceniła wkład Uthemanna w swój sukces.

W uznaniu jego pracowitości, kompetencji i wiedzy, wybudowano okazały budynek. Stanął nieco za Giszowcem, a konkretnie, zaraz za "osiedlem amerykańskim" i zachwycającą swoją architekturą wieżą ciśnień. Reprezentacyjny dom w pięknym miejscu. W tamtych czasach znajdował się przy drodze do Murcek (obecnie dzielnica Katowic - wtedy Emanuelssegen). Projektantami willi byli kuzyni Georg i Emil Zillmannowie. Wydaje się jednak, iż ów budynek został zbudowany dla dyrektora kopalni "Giesche", a nie Uthemanna. Chyba że mieszkający w dworze na Załężu dyrektor koncernu "Georg von Giesche’s Erben", Anton Uthemann, po prostu tego daru nie przyjął, więc przekazano go dyrektorowi kopalni. Budynek nosi w sobie elementy neobaroku, klasycyzmu i secesji. Jego forma przypomina podmiejskie wille wznoszone w Berlinie-Charlottenburgu, łączące w sobie elementy propagowanego przez Hermanna Muthesiusa angielskiego stylu cottage z motywami stylu "około 1800 roku" - w jego wersji znanej jako Heimatstil.

Anton Uthemann (1862-1935) pochodził z rodziny o tradycjach przemysłowych. Wychował się w domu, gdzie nowoczesność stała się celem życia. Praca w kopalni nie była dla niego niczym nowym. Jak już wspomniałem, zatrudnił się w niemieckich kopalniach oraz w zakładach wydobywczych carskiej Rosji. Przypatrywał się różnicom, analizował i szukał nowych rozwiązań. Uczył się górnictwa. Przez jakiś czas pracował również w nieczynnej już bytomskiej kopalni "Rozbark", o czym mieszkańcy Bytomia już zapomnieli. Musiał pokochać Górny Śląsk, bo na niektórych zdjęciach rodzinnych on i jego rodzina ubrani są w stroje rozbarskie. A to świadczy o ogromnym poszanowaniu dla śląskich tradycji. W 1910 r. zaczęto budować willę - późniejsze miejsce zamieszkania dyrektora "Giesche’s Erben". Podobno Uthemann sam nadzorował przebieg budowy, co przy jego zamiłowaniu do architektury jest bardzo prawdopodobne. Jednakże nie mieszkał w niej, gdyż w 1913 r. zrezygnował z piastowanej funkcji. Taki był. Doprowadzał przedsiębiorstwa do rozkwitu i odchodził, szukając nowych wyzwań.

Besser, asesor górniczy i pierwszy lokator

Stanowisko dyrektora "Giesche’s Erben" objął, pochodzący z Essen, asesor górniczy, Carl Besser (1867-1934). Zamieszkał w willi na Giszowcu. To właśnie on był przedstawicielem strony niemieckiej podczas rokowań pokojowych prowadzonych pomiędzy Polską i Niemcami po zakończeniu III powstania śląskiego. Ich celem było wyznaczenie ostatecznej linii granicznej. W 1926 r. z powodu silnych nacisków politycznych (Besser mieszkał w Katowicach, czyli po polskiej stronie) został zmuszony do wyjazdu z Górnego Śląska. Zmarł w Berlinie, a rok później, w Bad Lauterberg w górach Harzu, zmarł Uthemann.

Pracowity, brunatny "kogut" - drugi lokator

Gdy w 1939 r. wschodnia część Górnego Śląska znalazła się pod panowaniem niemieckim, Katowice stały się siedzibą władz okupacyjnych. Od razu powstały tu odpowiednie instytucje, których zadaniem było szybkie zasymilowanie tych ziem z resztą III Rzeszy. Tereny zabrane Polakom, włączono do istniejącej jeszcze przed wojną niemieckiej Prowincji Śląskiej (od 1941 r. Prowincji Górny Śląsk - niem. Provinz Oberschlesien). Gauleiterem tej prowincji był Josef Wagner, którego w 1941 r. Hitler pozbawił wszystkich funkcji partyjnych (za rzekomy katolicyzm), a w 1942 usunięto go z NSDAP. W 1944 r. został aresztowany (podobno za powiązania ze spiskowcami z kręgu Stauffenberga), uwięziony i prawdopodobnie zamordowany. To właśnie on wychwalał swojego zastępcę Fritza Brachta, który po zarządzonym przez Hitlera w styczniu 1941 r. podziale Prowincji Śląskiej na Dolnośląską i Górnośląską, został gauleiterem i nadprezydentem Prowincji Górny Śląsk. Tym samym Bracht stał się nowym lokatorem willi na Giszowcu. Zamieszkał w niej w 1941 r. wraz z żoną Paulą.

Fritz Bracht był ogrodnikiem. Walczył podczas I wojny światowej, zgłaszając się w 1917 r. na ochotnika. W sierpniu1918 r. dostał się do brytyjskiej niewoli, w której przebywał do 1919 roku. Po powrocie do domu nauczył się ślusarstwa i w tym zawodzie próbował pracować. Często jednak zmieniał miejsca pracy. Lepiej mu poszło, gdy w 1927 r. wstąpił w szeregi NSDAP (nr leg. 77890), a także SA. Dość szybko robił karierę partyjną, sięgając po kolejne stanowiska. Po dojściu nazistów do władzy został posłem do Reichstagu.

W 1935 r. był już zastępcą Wagnera, a od 1941 samodzielnie kierował Prowincją Górnośląską. Pod jego jurysdykcją znalazł się KL Auschwitz-Birkenau. Był hitlerowskim zbrodniarzem, osobiście odpowiedzialnym za zbrodnie na narodzie polskim, zwłaszcza za jego przymusową germanizację i masowe deportacje. Wraz z Reichsführerem SS Heinrichem Himmlerem był świadkiem eksterminacji Polaków i Żydów w komorach gazowych w Birkenau latem 1942 roku. Do końca cieszył się pełnym zaufaniem i poparciem nazistowskiej elity. W 1944 r. Joseph Goebbels powiedział, że Karl Hanke i Fritz Bracht to najlepiej pracujący gauleiterzy... Został zapamiętany jako tęgawy, o miękkich rysach twarzy i nieco perkatym nosie, w okrągłych okularach, jakie nosił jego "idol" - Himmler. Miejscowi nazywali go "kokot" czyli "kogut".

9 maja 1945 r. wraz ze swoją żoną Paulą popełnił samobójstwo w miejscowości Kudowa-Zdrój (niem. Bad Kudowa), unikając osobistej odpowiedzialności za swoje zbrodnie.

Morele, gorąca czekolada i Królewna Śnieżka

August Kozubek, podczas wojny mąż zaufania załogi kopalni "Giesche", na zlecenie władz kopalni dokonał spisu pomieszczeń willi Uthemanna, która od wybuchu wojny zapewne stała pusta. Zarząd kopalni miał zamiar podarować ją Brachtowi, by w ten sposób zaskarbić sobie jego wdzięczność. Istniała również obawa, że majątek spółki "Giesche" mógł zostać włączony do któregoś z dużych, nazistowskich koncernów przemysłowych. Według wyliczeń Kozubka powierzchnia willi wynosiła 438 m kw. Na parterze były: salon (pow. 40 m kw.), pokój męski (41 m kw.), drugi pokój (40 m kw.), kuchnia (33 m kw.), jadalnia (73 m kw.), hall (45 m kw.) i taras (34 m kw.).

Układ pomieszczeń na piętrze nie jest znany. Do willi należały również: garaż i stajnia z dwoma mieszkaniami o łącznej pow. 220 m kw., cieplarnia (110 m kw.), szopy gospodarcze (102 m kw.) oraz ogród o pow. 5 ha. W parku znajdował się kort tenisowy, ogród kwiatowy, sad i ogród warzywny. Podobno Bracht nie był zdecydowany, czy przyjąć ten "prezent" od spółki "Giesche". Gdy w końcu zdecydował się zamieszkać na Giszowcu, od tego momentu teren wokół willi był pilnie strzeżony przez SS. Paula Bracht nosiła przy sobie gwizdek, by natychmiast dać znać ochronie o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Na terenie ogrodu Brachta znajdował się mały, kamienny obelisk z polskim napisem (czterowierszem). Pomnik pochodził spod "zameczku" Mieroszewskich i w 1912 r. przeniesiono go z Janowa do Giszowca (prawdopodobnie na życzenie Uthemanna). Bracht rozkazał zniszczyć pamiątkowy kamień. Ogrodnik Borzucki zniszczył jedynie podstawę, a obelisk zakopał w innej części ogrodu.

Paula Bracht zaczęła uczyć w giszowieckiej szkole jako wolontariuszka. Wszyscy odczuwali przed nią strach, mimo jej niepozornego wyglądu. Ale przecież nie o wygląd chodziło. Nie wykorzystywała jednak swojej pozycji, a nawet starała się pomóc dzieciom. Mieszkańcy Giszowca wspominali podarunki, którymi je obdarowywała, chociażby w postaci moreli ze szklarni Brachta. Gdy zbliżał się dzień urodzin gauleitera, w szkole organizowano zbiórkę pieniędzy na prezent dla niego. Następnie delegacja dzieci udawała się z nim do willi, gdzie częstowano ich gorącą czekoladą, rarytasem, o którym nawet nie marzyli. Pozwalano także na krótką zabawę w przepięknym ogrodzie. Podobno Bracht, w przypływie wdzięczności za prezent urodzinowy, zamówił trzy autobusy, które przyjechały na Giszowiec i zabrały dzieci na przedstawienie pt. "Królewna Śnieżka" do Katowic. Jednocześnie wydał zarządzenie, aby wszystkie dzieci zbierały po polach zioła dla niemieckich żołnierzy... Nigdy do końca nie zrozumiem tych czasów. A raczej tych ludzi.

Budowniczowie piekła

Kolejnym bohaterem tej opowieści jest Rudolf Höss (1900-1947), komendant KL Auschwitz-Birkenau, największego z niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i ośrodków zagłady. 4 maja 1940 r. otrzymał nominację na komendanta KL Auschwitz i był nim do grudnia 1943 roku. Później przeniesiono go do pracy w Głównym Urzędzie Gospodarki i Administracji SS (niem. WVHA, SS-Wirtschaftsund Verwaltungshauptamt), gdzie stał na czele urzędu D I (Inspektorat Obozów Koncentracyjnych). Jednocześnie był zastępcą szefa WVHA Richarda Glücksa. Z rozkazu Himmlera w maju 1944 r. pojawił się raz jeszcze w KL Auschwitz-Birkenau, by pokierować akcją eksterminacji węgierskich Żydów. Był zbrodniarzem wojennym osobiście odpowiedzialnym za zbrodnię ludobójstwa i metody jej przeprowadzenia. Po wojnie został wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Sądzony przez Najwyższy Trybunał Narodowy w Warszawie, 2 IV 1947 został skazany na karę śmierci przez powieszenie - na terenie obozu w Oświęcimiu, obok budynku byłej komendantury i krematorium. Szubienica, na której go powieszono, została zachowana na terenie Muzeum do dzisiaj.

Zanim zginął, opisał swoje życie. To właśnie na jego wspomnieniach będziemy się opierać, wyjaśniając mroczną historię willi na Giszowcu.

Nieco wcześniej, zanim powstała Prowincja Górnośląska, a Bracht zamieszkał na Giszowcu, Höss w listopadzie 1940 r. został wezwany do Berlina. Złożył tam Himmlerowi swoje pierwsze ustne sprawozdanie z działalności podległego mu obozu, wówczas będącego jeszcze obozem pracy.

1 marca 1941 r. Himmler po raz pierwszy odwiedził KL Auschwitz. Towarzyszyli mu m.in.: Fritz Bracht, szef Grupy Urzędów D (Obozy Koncentracyjne) SS-Oberführer Richard Glücks, prezydenci rejencji, wyższy dowódca SS i policji we Wrocławiu SS-Obergruppenführer Ernst Schmauser, a także przedstawiciele koncernu IG Farbenindustrie AG. Bracht jeszcze nie mieszkał w willi na Giszowcu. Decyzje podjęte w trakcie tej wizyty miały fundamentalne znaczenie dla rozwoju KL Auschwitz. W wyniku oględzin Himmler zarządził rozbudowę istniejącego obozu do 30 tys. więźniów oraz wydał rozkaz budowy nowego obozu dla 100 tys. jeńców wojennych - w Birkenau.

Latem 1941 r. Himmler ponownie wezwał Hössa do Berlina, aby przekazać mu informację o planowanym "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej" - tym terminem naziści określali zbrodniczy program masowej zagłady Żydów europejskich.

Budowę obozu Birkenau rozpoczęto w październiku 1941 roku. KL Birkenau miała się stać miejscem masowej zagłady Żydów. Zadecydował o tym Höss, po tym, jak latem tego roku Himmler wskazał Auschwitz jako miejsce "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej".

Do drugiej wizyty na terenie obozu doszło w lecie 1942 roku. To właśnie jej elementem stała się willa na Giszowcu, w której od ponad roku mieszkał już Fritz Bracht. Tym razem towarzyszami Himmlera byli: Bracht, Schmauser i SS-Brigadeführer dr Hans Kammler, późniejszy nadzorca z ramienia SS wszystkich niemieckich tajnych broni i jednocześnie jeden z najbardziej poszukiwanych po wojnie nazistów. Rolę gospodarza pełnił Höss. Obecny był również inż. Karl Bischoff, niemiecki architekt na usługach SS, kierownik rozbudowy KL Auschwitz-Birkenau.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne