Reklama

Reklama

Mundury

Dość symptomatyczną sprawą, jakby lustrującą sytuację całości Wojska Polskiego, pokazującą ułomność w powrocie do tradycji jest 6. Brygada Desantowo-Szturmowa im. gen. St. Sosabowskiego. Odwołuje się ona do tradycji 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej i jej twórcy gen. Sosabowskiego. I to jest podstawowy błąd, gdyż w polskiej armii nie nadawano patrona brygadom czy dywizjom, a jedynie pułkowi lub jednostce niższego rzędu - tylko one stanowią wojskową rodzinę! Za przykład niech posłuży przedwojenna 1. Dywizja Piechoty Legionów. Wszystkie jej jednostki (1, 5, 6 - pułki piechoty i 1. pułk art. lekkiej) miały za patrona marsz. Piłsudskiego - ale sama dywizja była bez patrona. Gen. Sosabowski powinien patronować jednemu z batalionów wchodzących w skład brygady. Tak samo brygada, dywizja nie powinny posiadać swojego sztandaru, a tylko jednostki wchodzące w jej skład. Dochodzimy do kwestii nakryć głowy, czy na pewno "czerwone berety"? Przecież Sosabowski i jego żołnierze nosili popielate nakrycia głowy, rogatywki garnizonowe z popielatym otokiem (tylko oficerowie - sytuacja wojenna!) i furażerki brytyjskie. Przekładając to na warunki obecne, spadochroniarzy winny obowiązywać popielate berety, rogatywki garnizonowe z takim otokiem oraz rogatywki polowe - w każdej szanującej się armii świata jednostki spadochronowe, specjalne etc. noszą oprócz beretów, narodowe nakrycia głowy - polowe i garnizonowe. Tożsamość barwy beretów wzięła się stąd, iż w czasie wojny Cichociemni ćwiczyli razem z żołnierzami Sosabowskiego. Dochodzą tutaj jeszcze zmiany w wyglądzie odznak skoczków spadochronowych - czyli odrzucenie wieńców z liczbą oddanych skoków (wzory sowieckie) i naszywek naramiennych. Natomiast jeżeli chodzi o naszych komandosów z Lublińca, to właśnie oni powinni nosić zielone berety z orłem nad lewym okiem, ale bez oznak stopnia wojskowego. Oczywiście wymaga to wcześniejszego wycofania beretów tej barwy ze stanu całego wojska. Barwa polskich komandosów to granatowa patka z zieloną wypustką a co za tym idzie, granatowy otok rogatywki garnizonowej. Wracając do "czerwonych beretów", czyli 6. Brygady Desantowo-Szturmowej (a dlaczego po prostu nie Spadochronowej?!) żołnierze jej poszczególnych batalionów noszą takie same odznaki pamiątkowe (z jednej sztancy, znaczy się "urawniłowka"), a np. 18. Batalion Desantowo-Szturmowy z Bielska-Białej dziedziczy tradycje 18. pułku piechoty - i słusznie! Logiczne więc jest, iż on, jako kontynuator, winien nosić odznakę pamiątkową 18. pp. Z tym, że w miejsce barwy granatowo-żółtej (na ramionach krzyża) powinny pojawić się barwy popielato-żółte (spadochroniarskie). Tylko w takim wydaniu tradycja ma sens i może oddziaływać na morale żołnierza - w tym konkretnym przypadku sięga roku 1794, kiedy to po raz pierwszy sformowano 18 Regiment. Żołnierz służący w tej jednostce powinien wiedzieć, że jego oddział istnieje ponad 200 lat, a później został przeformowany w piechotę spadochronową - ale jest to ciągle ten sam oddział, z całym bagażem swej historii.

Reklama

Obecna kawaleria pancerna i powietrzna nadal jest kawalerią, tym razem dosiadającą "koni mechanicznych", ale zasada broni szybkiej została zachowana. Dlatego ważne jest również nazewnictwo. Powinny zatem wrócić piękne nazwy stopni wojskowych: ułan (st. ułan), strzelec konny (st. strzelec konny), szwoleżer (st. szwoleżer), wachmistrz (st. wachmistrz) czy rotmistrz. Znowu kłaniają się tutaj "czerwone berety", gdzie szeregowy to strzelec spadochronowy. W przypadku odrodzonej kawalerii mieliśmy takie kurioza jak np.: batalion szwoleżerów (25. Brygada Kawalerii Powietrznej). Na szczęście ktoś się opamiętał i zmieniono na dywizjon - w kawalerii przecież nie było batalionów! Wielka szkoda, że nie zachowano starej nazwy, tj. 1. Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. W kwestii przywiązania do tradycji polskich kawalerzystów chciałbym się posiłkować przypadkiem 1. Pułku Ułanów Krechowieckich im. płk. Bolesława Mościckiego. Pułk ten został odtworzony jako pancerny w 2. Brygadzie Pancernej II Korpusu Polskiego gen. Andersa. Dowódca pułku jeździł czołgiem Sherman ochrzczonym imieniem "Krechowiak" (taki napis widniał, malowany farbą z boku kadłuba), na pamiątkę imienia konia, którego właścicielem był twórca i pierwszy dowódca oraz patron Krechowiaków płk. Mościcki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje