Reklama

Reklama

Mały schron, wielka zagadka

Nie wiadomo, co to za budowla oraz kto i po co ją wzniósł w Sosnowcu.

Na granicy Sosnowca i Katowic, kilkaset metrów od brzegu Brynicy, rzeki będącej dziś symboliczną granicą Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, a do 1914 roku prawdziwą granicą imperiów Prus i Rosji, wśród gęstych krzaków i pryzm śmieci znajduje się dziwny obiekt. 

W świadomości okolicznych mieszkańców "od zawsze" funkcjonował jako schron przeciwlotniczy. Nikt nie wie jednak nic poza tym, trudno nawet ustalić, kiedy powstała tajemnicza budowla.

W relacjach mieszkańców dzielnicy obiekt ten był opuszczony już w latach 50. Stanowił wtedy cel wypraw chłopców z okolicznych domów, obecnie miejsce służy raczej za dzikie wysypisko śmieci. Na jego temat nie ma żadnych informacji, ani służby miejskie, ani historycy i urzędnicy zajmujący się ochroną zabytków, a nawet miłośnicy fortyfikacji nie są w stanie wyjaśnić kiedy powstał domniemany "schron" i jakie naprawdę było przeznaczenie obiektu.

Reklama

Opis budowli i lokalizacja

Budowla to betonowy podziemny tunel, prosty, łukowo sklepiony, o długości ok. 20 metrów, którego poziom znajduje się znacznie poniżej wejść. Wejścia to dwa przedsionki z pojedynczym otworem wejściowym, oba usytuowane na poziomie gruntu. Do korytarza z obu wejść musiały prowadzić w dół pochylnie, schody lub drabinki, jednak nie zachowały się żadne ślady po takich instalacjach. Trudno też oszacować wysokość korytarza, gdyż niemal pod sam sufit wypełniony jest wodą i wielką ilością śmieci. W stropach przedsionków znajdują się okrągłe otwory, najprawdopodobniej wentylacyjne. Mają one ok. 50 cm średnicy i po wewnętrznej stronie zachowały się resztki kamionkowych rur, które kiedyś musiały być osadzone w otworach. Rury te prawdopodobnie stanowiły przedłużenie otworów wentylacyjnych, gdyż zapewne pierwotnie strop był obsypany ziemią. Wskazują na to wysokie ścianki oporowe obu portali wejściowych. Oba przedsionki są identyczne. W prostokątnych wejściach po żadnej ze stron nie zachowały się żadnego typu drzwi. Wszystkie ściany wykonane są z betonu. Jest to jedyny taki obiekt w okolicy.

Domniemany schron wybudowano zaraz obok nasypu linii kolejowej, po północnej stronie torów.  Posadowiony jest na osi zbliżonej do kierunku północ-południe, równolegle do torów kolejowych. Aby dostać się do obiektu, należy zejść kilka metrów w dół z nasypu. Do 1945 roku tory kolejowe biegły o kilka metrów bliżej obiektu, ale w związku z budową nowego mostu kolejowego na Brynicy, w miejsce poprzedniego, wysadzonego w powietrze przez Niemców w styczniu 1945 roku, trasa kolei została w tym miejscu nieco "przesunięta" na południe. Obiekt jest oddalony od  mostu kolejowego o 200 metrów i znajduje się po wschodniej stronie Brynicy.

Zbiór hipotez

Te wnioski to efekt oględzin w terenie. Reszta informacji o obiekcie to już tylko domniemania i spekulacje, gdyż odnośnie do pochodzenia i przeznaczenia budowli ściera się ze sobą kilka mniej lub bardziej prawdopodobnych wersji. Mogła zostać wybudowana przez Rosjan przed 1914 rokiem, przez Niemców podczas I wojny światowej, przez Polaków w latach międzywojennych, przez Niemców w czasie okupacji lub przez Polaków po wojnie.

Ostatnią hipotezę można odrzucić dość szybko. Zdaniem wszystkich pytanych przez nas mieszkańców schron był już opuszczony w latach 50., a więc czasie wzmożonej peerelowskiej zimnowojennej gorączki, która zaowocowała wieloma schronami przeciwlotniczymi na terenie miasta. Zresztą, jaki byłby sens budowy schronu dla mieszkańców z dala od domów mieszkalnych? Latem 2007 roku pytany o tajemniczy obiekt Aleksander Gątkowski z Miejskiego Inspektoratu Obrony Cywilnej w Sosnowcu, odpowiadał na łamach lokalnej prasy:

- Nie mamy takiego obiektu w naszej ewidencji. Dla nas nie istnieje. Dysponujemy listą schronów przeciwlotniczych, które na wypadek zagrożenia można wykorzystać dla potrzeb obrony cywilnej. W tym rejonie Sosnowca dysponujemy jedynie schronem w podziemiach budynku mieszkalnego przy ul. Sobieskiego. Powstał on w latach 50". Tak więc gdy po wojnie w okolicy budowano prawdziwy schron przeciwlotniczy, zagadkowa budowla popadała już w ruinę i nie została nawet zaadoptowana dla celów obrony cywilnej, jak wiele innych ukryć, m.in. wybudowanych przez Niemców na terenie miasta podczas okupacji.

Carski schron?

Dość sensacyjna i kontrowersyjna, lecz przez to ciekawa hipoteza, głosi, iż obiekt nad Brynicą to relikt carskich czasów. Spekulacje o możliwej carskiej proweniencji obiektu pojawiły się w Sosnowcu kilka lat temu, jednak jedynym racjonalnym argumentem na poparcie tej tezy jest położenie obiektu. Gdyby został wybudowany przed 1914 rokiem, znajdowałby się dosłownie na granicy rosyjskiego imperium, i tu pojawia się wątek z potencjalną obroną granicznego mostu. Most kolejowy, dziś znajdujący się obok schronu, powstał w związku z budową odcinka łączącego ważną carską magistralę - Kolej Warszawsko-Wiedeńską z pruską Koleją Górnośląską, jest więc jasne, że istniał już przed I wojną światową. Czy Rosjanie mogli wybudować obiekt na potrzeby jakiejś placówki, która miała bronić mostu przed atakiem regularnego wojska lub przed akcją dywersantów? Podobną koncepcję obrony mostów kolejowych przed I wojną światową realizowali Austriacy, wznosząc obok kolejowych obiektów strażnice, przypominające małe zamki, czasem dosłownie wbudowując w strukturę mostów i tuneli izby ze strzelnicami i wieżyczki obserwacyjne. Entuzjaści wersji o carskim pochodzeniu sosnowieckiego schronu powołują się też na istnienie carskich, wojskowych obiektów na terenie miasta, których pochodzenie sprzed 1914 roku jest udowodnione.

- W dzielnicy Niwka, na przeciwko cmentarza komunalnego przy ul. Wojska Polskiego, pod koniec XIX wieku powstały magazyny amunicji - wypowiadał się w 2006 roku dla miejscowej prasy dr Jacek Owczarek, ówczesny wojewódzki konserwator zabytków. - Inwentaryzowałem te obiekty na początku lat 90. Ich konstrukcja jest na tyle solidna, że skutecznie oparły się próbie czasu, choć obecnie są to ruiny. Magazyny zaopatrywały w amunicję carskie koszary, które były w pobliżu kościoła w dzielnicy Dańdówka. Obiekty te są obecnie w lasku przy ulicy. Gdy opuściła je carska armia, nie były przebudowane, bo ich konstrukcja uniemożliwia wykorzystanie do cywilnych celów. Wyglądem dla niezorientowanego mieszkańca mogą przypominać schrony.

Nikt jednak nigdy oficjalnie nie stwierdził, że frapujący obiekt znad Brynicy to militarna pozostałość po carskim zaborze, a zarówno zapytani przez nas historycy, jak i eksperci od fortyfikacji obalają tą tezę.

- Uważamy, że obiekt przy ul. Sobieskiego nie jest raczej schronem przeciwlotniczym, zwłaszcza  pochodzącym z okresu zaboru rosyjskiego - ocenia Anna Makarska z Działu Historii Muzeum Miejskiego w Sosnowcu. - Owszem, przy ul. Sobieskiego znajdował się posterunek żandarmerii carskiej, ale trudno na dziś ustalić precyzyjnie czy obiekt, zwany popularnie schronem, pochodzi z tego okresu, czy też, co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, służył raczej do innych celów i jest raczej późniejszy. Należałoby podjąć działania zmierzające do ustalenia jego proweniencji.

Pomimo racjonalnej krytyki "carskiej teorii", równocześnie nikt nie jest w stanie przedstawić wiarygodnej tezy wyjaśniającej pochodzenie obiektu. Urzędnicy z biura Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach odmówili nam jakiegokolwiek komentarza w sprawie obiektu, zasłaniając się nawałem pracy (choć zapytanie w sprawie obiektu wraz z dokumentacją zdjęciową wysłaliśmy do biura Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach 19 listopada ubiegłego roku). Skonsultowaliśmy się też z miłośnikami fortyfikacji, którzy pomimo szczerej chęci i zainteresowania tematem, nie byli w stanie wydać jednoznacznej ekspertyzy.

- Jedna z teorii wiąże betonowy obiekt z pozostałościami infrastruktury kolejowej - mówi Daniel Ciszowski, przewodniczący koła terenowego "Zagłębie Dąbrowskie" Stowarzyszenia "Pro Fortalicium". - Obecnie weryfikujemy wątki związane z tą teorią. Niedaleko była wieża ciśnień, więc budowla może mieć jakiś związek z instalacją wodną.

Nie mogąc uzyskać żadnych pewnych informacji na lokalnym gruncie, zwróciliśmy się o pomoc w rozwikłaniu zagadki do kilku osób, które z racji swojej pasji na co dzień obcują z  carskimi budowlami militarnymi różnego typu.

- Forma raczej mało przypominająca obiekty carskie, zwłaszcza bojowego przeznaczenia. Ogólnie przeznaczenie jest mocno problematyczne - ocenia Krzysztof Szepiel, przewodnik po Twierdzy Osowiec. - Obiekt powstał przecież w jakimś określonym ściśle celu, ale nie przypomina niczego, co widziałem do tej pory. Zastanawia spora grubość stropu w części głównej. Musiał chronić coś delikatnego przed silnymi czynnikami zewnętrznymi (np. atakiem), ale nic nie wskazuje, żeby obiekt miał wzmacniane drzwi, bo nawet wyrwana stalowa ościeżnica zostawiłaby ślady.

Obiekt przemysłowy?

Przekreślając więc rewelacje o carskim pochodzeniu, pozostają inne wersje do rozpatrzenia. Jedna z nich mówi o przemysłowej roli obiektu. Tu jednak od razu pojawiają się wątpliwości. Choć tereny Katowic i Sosnowca naszpikowane są opuszczonymi obiektami przemysłowymi z różnych epok, zwykle budowle te związane są z jakimś pobliskim zakładem i łatwo je przyporządkować do najbliższej kopalni lub huty bądź innego zakładu. Przed I wojną światową, w miejscu gdzie dziś gęstą roślinnością zarasta rzekomy schron, rozciągały się pola i piaszczyste nieużytki, była to strefa przygraniczna, gdzie władze carskie nie pozwalały nic budować, a już z pewnością nie obiektów przemysłowych. Także w latach późniejszych, rozwijający się przemysł ominął akurat ten zakątek regionu. Przed wojną dalej były tu nieużytki, potem okoliczne pola opanowały ogródki działkowe, część ziemi nadal leży odłogiem, a krajobraz przypomina klasyczne pogranicze wielkich miast, swojego rodzaju "ziemię niczyją". Jedynym przejawem jakiejkolwiek działalności przemysłowej w okolicy była eksploatacja piasku na potrzeby lokalnych kopalń, w wyniku której powstały spore zbiorniki wodne; Stawiki, Borki, Morawa i Hubertus, które niejako otaczają obiekt od strony zachodniej i południowej. Trudno jednak wiązać istnienie betonowego, częściowo podziemnego tunelu z tą działalnością, wróćmy więc do hipotez o militarnej roli obiektu.

Najbardziej prawdopodobna wydawać by się mogła teza, że obiekt to jeden z wielu schronów przeciwlotniczych wybudowany podczas okupacji przez Niemców, niepotrzebny i zapomniany po wojnie. Takich obiektów w Sosnowcu jak i w okolicznych miastach są dziesiątki. Jednak choć są to obiekty różnych typów, nawet najprymitywniejszy z nich wydaje się być o wiele bardziej zaawansowaną budowlą. Poza tym, są one znacznie większe niż rzekomy schron obok mostu. Wykluczając drogą eliminacji poszczególne hipotezy, pozostaje wersja o polskim, przedwojennym pochodzeniu obiektu.

- Zaznaczam, iż poruszamy się wciąż w obszarze domniemania, ale wrażenie ogólne jest takie, iż ten obiekt to niewojskowy, może kolejowy, budynek z okresu II RP, ale wyraźnie zaznaczam, że to tylko wrażenie - dodaje Krzysztof Szepiel. - W każdym razie całości bliżej do II RP. Pytanie, czy obiekt nie był przebudowywany z czegoś wcześniejszego. Najwiarygodniejsze teorie są dwie. Być może jest to magazyn kolejowy na paliwo, jeśli płynne to w beczkach, jeśli sypkie to luzem - i nie koniecznie paliwo napędowe. Mogła być to np. nafta do lamp oświetleniowych. Tutaj jednak wydaje się niepotrzebny stopień pomiędzy przedsionkiem
a komorą główną, przecież beczki łatwiej toczyć po pochylni. Jako druga nasuwa się myśl, że to magazyn na ładunki wybuchowe służące do zniszczenia mostu na wypadek konieczności, ale znowuż gdyby tak było, spodziewałbym się jednak stalowych drzwi i podziału pomieszczenia na mniejsze sekcje w przypadku niekontrolowanej eksplozji. Także obie teorie mają swoje minusy i żadna z nich nie jest pewna.

 Poruszając się w obszarze domniemań, nadal szukamy wyjaśnienia zagadki. Może pomogą czytelnicy "Odkrywcy"? 

Tomasz Bienek

Entuzjasta historii obu wojen światowych, kolekcjoner żołnierskiego ekwipunku z lat 1914-1945, miłośnik fantastyki i fan rockowej muzyki, polskich gór i polskiego morza. Z wykształcenia humanista, z doświadczenia zawodowego - reporter w prasie codziennej. Autor rubryki "Wojna od kuchni" w miesięczniku "Odkrywca". Wyznawca maksymy stworzonej i wyśpiewanej przez Marka Grechutę: "ważne są dni, których jeszcze nie znamy".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy