Reklama

Reklama

Łza w oku historii, czyli Ratno Dolne

W powiecie kłodzkim, przy drodze prowadzącej ze Ścinawki Średniej w stronę Radkowa, znajduje się miejscowość Ratno Dolne. Turyści rzadziej tam zaglądają, bo okolica wydaje się mało zagospodarowana, przez co mniej atrakcyjna. Nie wiedzą, co tracą. Bowiem Ratno to prawdziwa perła. Niestety, zmarnowana przez ludzką próżność i głupotę…

Ratno Dolne (niem. Niederrathen) to bardzo stara miejscowość, co widać, gdy się przez nią przejeżdża. Jej początki zapewne są związane z istniejącym tu grodem. Sama nazwa: Rathen może na to wskazywać, gdyż zawiera w sobie określenie podobne do czeskiego: hradek, czyli gródek.

Wzgórze, na którym wznoszą się obecnie ruiny pałacu, jest naturalnym miejscem obronnym. To wysoka skarpa nazywana przez miejscowych "Ptak" (od nazwiska ostatniego właściciela pałacu w Ratnie Dolnym), która góruje nad rzeką Pośną. Jednakże informacje na temat powstania zamku są nieco poplątane, przez co trudno się w nich połapać.

Reklama

Pałac i jego właściciele

Nazwanie Ratna Górnego pałacem, jest mało precyzyjne. Dlaczego? Bo początki tego miejsca sięgają średniowiecza. A wówczas nie budowano pałaców, a jedynie obronne zamki. Wybierano odpowiednie miejsce (zazwyczaj wysokie wzniesienie górujące nad okolicą), stawiano kamienne mury i wzmacniano ich walory obronne. Dokładnie tak było w Ratnie Dolnym. Mowa o XIII, a może nawet XI w., bowiem niewykluczone, że już w XI w. istniał tu drewniany, należący do Czechów, gródek, ulokowany na trakcie z Kłodzka (niem. Glatz) do Broumova. W XIII w. zapewne istniał już murowany zamek z kamienną wieżą. Nie wiadomo jednak, kto był jego właścicielem.

Zazwyczaj podaje się, że zamek powstał w 1 poł. XIV w. (pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1347 r.). Podobno był wtedy własnością Heinricha von Muschzina (z rodu, który później używał nazwiska von Mosch). Jego rodzina od XIII w. była związana z Ziemią Kłodzką oraz z obszarem Łużyc. Zarówno linia kłodzka, jak i łużycka już nie istnieją. Pierwsza wygasła w XVII w., a druga w XVIIII. Oprócz zamku w Ratnie rodzina Muschzin (Mosch) w latach 1361-1622 była także właścicielem zamku w Gorzanowie (niem. Grafenort) niedaleko Kłodzka, który obecnie powoli podnosi się z ruin. Być może po śmierci Heinricha, lub jego potomka, zamek w Ratnie zmienił właścicieli.



Małe rycerskie państewko

Wiadomo, że od 1388 r. znalazł się w rękach rodu von Pannwitz (Panowice). W różnych opisach historii zamku padają jednak różne daty: 1347, 1368 lub 1377. Nazwisko nabywcy jest jedno - Tyczo von Pannwitz. Ten stary szlachecki ród, którego początki giną w mrokach zamierzchłych czasów, pochodził z okolic Budziszyna (niem. Bautzen) i był pochodzenia serbołużyckiego. W 1326 r. osiedlili się koło Trzebnicy (niem. Trebnitz) w miejscowości, która obecnie nosi nazwę Paniowice.

Nieco później kupili zamek w Ratnie Dolnym. Nie bez powodu. Na wiele lat związali się z Ziemią Kłodzką, pełniąc w latach 1341-1588 funkcje burgrabiów kłodzkich, służąc Luksemburgom, królom czeskim i austriackim Habsburgom. W 1368 r. stworzyli w Kotlinie Kłodzkiej małe rycerskie państewko. Kawał wielkiej, europejskiej historii.

Skonfiskowane dobra

Natknąłem się na informację, że od 1430 r. właścicielem majątku i zamku w Ratnie Dolnym był F. von Hag. Nie wiem, czy to prawda. W 1486 r. wymienia się już kolejnego pana na Ratnie, Zbynka Bochowicza, koniuszego u księcia Henryka I Podiebradowicza (1448-1498), księcia ziębickiego i hrabiego kłodzkiego, bliskiego współpracownika króla czeskiego Władysława II. Koniuszy na zamku? Hmm... Ponadto Henryk I Podiebradowicz nabył Księstwo Ścinawskie dopiero w 1497 r., więc coś tu nie pasuje. Potem kolejne zmiany właścicieli: baron von Sparr i Mathias Dannisch von Hannsdorf. To sugeruje, że Pannwitzowie nie byli już właścicielami zamku w Ratnie Dolnym.

Fakt, podaje się, że z powodu udziału w spisku przeciwko królowi Przemysławowi II Ottokarowi ich dobra zostały skonfiskowane. Jest tylko mały problem. Przemysław II Ottokar z dynastii Przemyślidów był władcą Czech w latach 1253-1278. Znowu coś się nie zgadza... Bardziej prawdopodobne jest, iż Pannwitzowie spiskowali przeciwko królowi czeskiemu Władysławowi II (panował w Czechach w latach 1471-1516), co źle się dla nich skończyło - na przełomie XV i XVI w. stracili swój zamek w Ratnie Dolnym


Przebudowa zamku

W 1505 r. jego nowym właścicielem został Urlich von Hardegg (ok. 1483-1535). On również pochodził ze starej szlachty, której początki sięgają wczesnego średniowiecza. Hardeggowie (Hardeckowie vel Hardich) pochodzili z Austrii. Do dzisiaj w Dolnej Austrii wysoko ku niebu wznoszą się stare i potężne mury zamku Hardegg, który był ich rodową siedzibą. Nowy właściciel dokonał przebudowy zamku w Ratnie Dolnym, zamieniając go w kamienną budowlę i nadając mu obecną formę. Rozbudował i otoczył go umocnieniami, tworząc z niego prawdziwą warownię. Nowe założenie zamkowe powstało na planie prostokąta z masywną wieżą w narożu północno-zachodnim.

Represje wobec buntowników

W 1563 r. zamek trafia w ręce Baltazara von Reichenbacha; jakoby odkupił go od Stefana Pantzingera. Raichenbach nadaje swojej siedzibie bardziej reprezentacyjny charakter, przebudowując ją w stylu renesansowym. Od tego momentu bryła zamku uzyskała charakterystyczne, renesansowe attyki, które zachowały się do dzisiaj. W przyziemiu pałacowej wieży ostała się tablica z datą "1563", będąca świadectwem owej przebudowy. Co ciekawe, Reichenbach jednocześnie zadbał o obronność zamku, budując fosę i wały obronne.


Podobno w latach 1613-1628 r. nowym właścicielem zamku w Ratnie Dolnym został Cert von Sobothendorf (vel Carl von Schottendorf), który w 1613 r. nabył od Reichenbachów część majątku. W 1628 r. część z niego uległa konfiskacie, a reszta została sprzedana Piotrowi Langwiesowi. Ponoć powodem problemów Sobothendorfa był udział w antyhabsburskim powstaniu. Jako że Cert von Sobothendorf był zwolennikiem Fryderyka V Wittelsbacha, zwycięski cesarz Ferdynand II Habsburg wydał decyzję o konfiskacie połowy majątku Sobothendorfa. Mało tego, cesarz zastosował surowe represje wobec buntowników i podjął politykę germanizacji Czech.

W 1627 r. ogłosił nowy statut Królestwa Czeskiego, na mocy którego tron Habsburgów stał się dziedziczny, a oni nie musieli zabiegać o względy szlachty czeskiej, chcąc zapewnić sobie sukcesję. To dużo zmieniło w historii tych ziem, bowiem podobnych Sobothendorfowi "buntowników" było wielu. Od tego momentu majątek w Ratnie ulegał dalszym podziałom.

Z zamku w pałac

W czasie wojny 30-letniej (1618-1648) zamek został zdobyty przez Szwedów. Ograbiono go i zniszczono, co miało miejsce w roku 1645. Nie bardzo wiadomo, kto podjął się odbudowy zamku, która rozpoczęła się w 1663. Być może stało się to na polecenie cesarza Ferdynanda Karola Habsburga, gdyż majątek w Ratnie przejęła cesarska kamera. Kolejnymi panami na zamku byli: Christian Langewiss (vel Langewiesen), Mathias Maximilian Domnisch oraz Daniel Paschasius von Osterberg, który zakupił zamek w 1675 r. (można też spotkać datę 1671).

Prawdopodobnie był tym, który kontynuował jego odbudowę, a właściwie dokonał jego przebudowy. Powstały wówczas sąsiednie budynki w stylu barokowym (oficyna i domek ogrodnika) oraz istniejące do dzisiaj pałacowe, ogrodowe tarasy na wzór włoski. Zupełne novum na ziemi kłodzkiej. No cóż, jak pojedziecie tam w lecie, nie zobaczycie ich. Chyba że przygotujecie się na przedzieranie się przez gęstwinę dzikiej roślinności. Po owej przebudowie zamek przeistoczył się w pałac.

Pozostały jednak renesansowe attyki i bryła dość charakterystyczna dla średniowiecznego zamku. Data 1677 na bramie prowadzącej do pałacu, na której widnieje również herb von Osterbergów, jest namacalnym świadkiem tych wydarzeń.



Daniel Paschasius von Osterberg

To bardzo znana postać, szczególnie w tej części Dolnego Śląska. Urodził się w 1634 r. w Opawie. Nie był szlachcicem. Ukończył uniwersytet w Pradze (studiował prawo) i rozpoczął pracę jako urzędnik dworski w majątku rodu von Althann w Międzylesiu (niem. Mittelwalde). W 1674 r. cesarz Leopold VI nadał mu tytuł hrabiowski i nazwisko von Osterberg. Wówczas to Althannowie podarowali mu majątek w Gorzuchowie.


W 1680 r. w okolicy wybuchła epidemia zarazy. Jak głosi legenda, dwóch grabarzy (Meyer z Wambierzyc i Oscher z Radkowa) przyznało się do kontaktów z diabłem i do straszliwego czynu. Ugotowali napój z serca zmarłej na zarazę brzemiennej kobiety i wypili go z ludzkiej czaszki - to było źródło pomoru. Oczywiście zostali skazani. Jeden nie doczekał wykonania wyroku (zmarł w więzieniu), drugi został spalony w Kłodzku w 1682 r. Nie muszę Wam chyba mówić, jakimi sposobami wymuszono na nich zeznania. Woleli śmierć niż powtórne "przesłuchania". Zaraza dotarła również do Ratna Dolnego. Wielu mieszkańcom, w tym również von Osterbergom, udało się przeżyć. Za cudowne ocalenie życia Daniel Paschasius von Osterberg postanowił podziękować Bogu.



Śląska Jerozolima

W pobliskiej miejscowości Wambierzyce (niem. Albendorf) znalazło się idealne miejsce i... odpowiednia legenda. Ludzie wierzyli, że właśnie tam w XII w. Jan z Ratna (lub z Raszewa) odzyskał wzrok i ujrzał postać Matki Boskiej - w niszy wysokiego drzewa. W miejscu jego cudownego uzdrowienia ok. 1263 r. zbudowano drewnianą kapliczkę, którą być może później zamieniono na murowany kościół,[1] a także kamienną figurę Matki Boskiej umieszczoną w miejscu objawienia. Wkrótce pod drzewem z figurą postawiono ołtarz, po bokach lichtarz i chrzcielnicę. Obecnie stoi tam wambierzycka bazylika. Ludzie znali to miejsce, pielgrzymowali do niego jak do sanktuarium. Ale Osterberg chciał czegoś szczególnego i potężnego. Chciał śląskiej Jerozolimy. Zadbał więc o rozwój wambierzyckiej legendy, a w tym pomogła mu natura...

Potrzebny cud

Podobno w dniu 30.05.1679 r. nad wambierzyckim kościołem rozpalił się blask zorzy, który trwał do późnych godzin nocnych. Cud. Tak potrzebny Osterbergowi. Porozumiał się z właścicielem majątku Wambierzyce, Johannem Hoferem von Hoferbergiem, od którego w 1677 r. go odkupił. Sprowadził wybitnych architektów, a ci pochylili się nad deskami kreślarskimi. Zaprojektowano monumentalny kościół wyposażony w dwie wieże, który stanął w miejscu wcześniejszego, gotyckiego.

Budowę rozpoczęto w roku 1695. Nowy kościół poświęcono w 1710. Plany Osterberga sięgały jednak dalej. Stworzył największą na Śląsku kalwarię, składającą się z rozłożonych w terenie 80-100 stacji drogi krzyżowej i 12 bram. Jednocześnie wpadł na pomysł inscenizacji misteriów pasyjnych. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Do Wambierzyc zaczęły ciągnąć tłumy wiernych, co miejscowym zapewniało niezłe dochody. Zarabiali poddani, tym bardziej zarabiał sam Osterberg. Prawdziwy cud ekonomii w postaci "śląskiej" Jerozolimy. Wambierzyce stały się jego życiową pasją. Tylko z kościołem było coś nie tak...

Daniel Paschasius von Osterberg zmarł w 1711 r. w Wambierzycach, a zaraz po jego śmierci zawaliły się kościelne wieże, doprowadzając kościół do ruiny. Być może źle je zaprojektowano, a może umarły wraz ze swoim fundatorem i pomysłodawcą.


Znacząca płaskorzeźba

Kościół odbudowano (w latach 1715-1723 dzięki hr. Franciszkowi Antoniemu von Götzenowi powstała kolejna świątynia, która przetrwała do dziś), ale już bez wież. Ciągle jest to znane sanktuarium, najbardziej kojarzące się z monumentalnymi schodami, których jest dokładnie 57. Nie powiem - wambierzycka bazylika robi wrażenie, choć nie przepadam za barokiem. Jeszcze nie widziałem kościoła o tak dziwnym układzie wewnętrznym.

Niewykluczone, że Osterberg chciał "wpleść" pałac w Ratnie Dolnym w swój wambierzycki "kompleks", stąd decyzja o jego przebudowie. Stało się jednak inaczej. Ratno na zawsze już pozostało miejscowością położoną jedynie w cieniu cudownych Wambierzyc. Obecnie niedaleko od słynnych schodów wambierzyckiej bazyliki stoi rzeźba przedstawiająca jej pomysłodawcę, Daniela Paschasiusa von Osterberga. Jak dokładnie się jej przyjrzycie, zauważycie pewien niecodzienny element. Otóż u stóp von Osterberga widać płaskorzeźbę pałacu. To nic innego, jak Ratno Dolne.


Żadnych zmian w bryle

Ostatnim z przebywających w Ratnie Osterbergów, był Emanuel von Osterberg, wnuk Daniela - cesarski pułkownik. W 1761 r. sprzedał Ratno Dolne radcy handlowemu z Nowej Rudy (niem. Neurode) Leopoldowi Genedlowi (czasami określanego jako Genedl von Schenckendorff) - właścicielowi części Polanicy-Zdroju (niem. Bad Altheide). W tamtych czasach był to jeden z większych posiadaczy ziemskich na ziemi kłodzkiej. W jego rękach był zamek w Ratnie Dolnym, młyn wodny oraz część Ratna Górnego.


Wydaje się, że Genedlowie nie dokonali w bryle zamku żadnych zmian. Zapewne gospodarowali majątkiem traktując go jako solidne źródło dochodu. Należy pamiętać, że dokładnie w tym czasie Dolny Śląsk przeszedł spod panowania austriackich Habsburgów pod rządy pruskich Hohenzollernów. Być może właśnie to było powodem sprzedaży majątku przez Osterbergów. W 1787 r. zmarł Leopold Genedl, a pałacem zarządzali jego potomkowie. Pamiątką z tego okresu jest figura św. Jana Nepomucena znajdująca się poniżej pałacu, przy mostku (datowana na 1770), a także pałacowa kapliczka i kolumna maryjna, pochodzące z XVIII wieku. Po Genedlach nowym właścicielem pałacu został kupiec Franz Grossmann (prawdopodobnie w 1840 r., ale spotykana jest również data 1822).

Ratno Dolne stale się rozrastało. W momencie kupna przez Grossmanna wieś liczyła około 122 budynków i trzy folwarki, w których hodowano owce. Tym samym lokalne warsztaty tkackie nie cierpiały na brak wełny. Obok młyna i tartaku pracowała także gorzelnia.



Ostatnia przebudowa pałacu

Kolejnym właścicielem pałacu został potomek szkockich emigrantów religijnych, Woldemar von Johnston und Krögeborn (1806-1860). Tu znowu pojawia się problem. Niektóre źródła podają, że zmiana własności nastąpiła w 1854, inne, że dopiero w 1904 roku. Jednakże 1904 możemy spokojnie wykluczyć, bo ani Woldemar, ani jego małżonka już wtedy nie żyli. Nowi właściciele od razu przystąpili do przebudowy pałacu (bodaj w 1855 r.), nadając mu całkowicie nowy wygląd. Żoną Woldemara była Therese (z domu Amelang), która przeżyła swojego męża.

Z jej inicjatywy w 1872 r. nastąpiła kolejna przebudowa pałacu. Nowe przekształcenia ostatecznie zatarły dawny układ budowli i nadały pałacowi obecny wygląd. Zbudowano smukłą zachodnią wieżę, zmodernizowano wnętrza zamkowe oraz dziedziniec wjazdowy. Powiększono także pałacowy park. Po śmierci Therese majątek w Ratnie Dolnym odziedziczył ich syn, baron Max von Johnston und Krögeborn (1847-1918).



Lata powojenne

Ostatnią właścicielką pałacu była Izabella von Blanckart, która pozostała tu pomimo zakończenia II wojny światowej. Zdążyła jednak rozbudować przypałacowe oranżerie. W 1946 r. została wysiedlona do Niemiec.

9.05.1945 r. Ratno Dolne zajęła Armia Czerwona, oddziały sowieckiej 59. Armii Ogólnowojskowej gen. płk. Iwana Korownikowa. Pałac zapewne został ogołocony z wyposażenia, ale był w bardzo dobrym stanie. Po przekazaniu go polskim władzom, podjęto decyzję, że zostanie w nim ulokowany, jakżeby inaczej, PGR. Na szczęście trwało to krótko. Następnie obiekt przeznaczono na ośrodek wczasowy Związku Nauczycielstwa Polskiego. Tak było przez wiele lat.

Brak remontów odbił się jednak na jego wyglądzie i stanie. W 1972 r. podjęto się co prawda renowacji pałacu, ale nie dała ona widocznych wyników. W efekcie zadecydowano o zamianie ośrodka wypoczynkowego na hotel. Był tylko jeden poważny problem. W zabudowaniach gospodarczych funkcjonowała hodowla bydła (krowy górskich ras). Smród był tak dokuczliwy, że hotel nie miał racji bytu. Pomysłu zaniechano. Jednakże pałac ciągle był zadbany. W 1985 r. wyremontowano więc jego dach, a we wnętrzach urządzono kawiarnię. U podnóża, koło jeziora, funkcjonowało boisko do siatkówki. Tylko, że nikt pałacu nie chciał.

Smutna współczesność

W 1996 r. Agencja Własności Rolnej ogłosiła przetarg na kupno pałacu. Zwycięzcą został Edward Ptak. W lutym 1998 r. w pałacu wybuchł wielki pożar, który strawił drewniane stropy. Okoliczni mieszkańcy sugerują, że nie był to przypadek, bowiem jak wieść gminna niesie, na krótko przed pożarem pałac został ubezpieczony na bardzo wysoką kwotę. Czy to prawda, czy kolejna teoria spiskowa dziejów, nie nam osądzać.


Jeden z najcenniejszych zamków

Po pożarze pozostała jedynie fasada pałacu, czyli pozbawione dachu renesansowe mury, dwie wieże (starsza, południowa jest potężną, sześciokondygnacyjną budowlą na planie kwadratu o boku 7,5 m, zbudowaną z kamienia i cegły). W siedmioosiowej głównej elewacji znajdują się arkadowe okna. Szczyt ocalałej wieży, jak i koronę murów, ciągle wieńczy zauważalna z daleka renesansowa, półkolista attyka. Obok pałacu stoi kilka budynków również zwieńczonych attyką.

U jego podnóża, od południowej strony, rozciąga się opuszczony i niszczejący park krajobrazowy o pow. 8 ha, ze zrujnowanymi tarasami, potokiem i stawem. Całości dopełnia pochodząca z XIX w. oranżeria (wpisana do rejestru zabytków pod nr 897/WŁ z 25.06.1982) i domek ogrodnika. Do rejestru zabytków wpisany jest również pochodzący z XIX w. pałacowy mur oporowy (nr rej.: 897/WŁ z 25.06.1982). Podobno w ocenie historyków sztuki zamek-pałac w Ratnie Dolnym należy do jednego z cenniejszych na Ziemi Kłodzkiej. W folwarku nadal znajduje się hodowla krów. Prawdziwie wiejskie zapachy...


Liczne kapliczki

W samym Ratnie Dolnym ocalało wiele domów mieszkalnych pochodzących jeszcze z XIX w. Dość łatwo je rozpoznać, bo ich architektura jest specyficzna. Nie brakuje również licznych figur o tematyce religijnej i kapliczek, co bez wątpienia związane jest z sąsiednimi Wambierzycami. W 1903 r. przez miejscowość została uruchomiona linia kolejowa łącząca Ścinawkę Średnią z Radkowem. W tamtych czasach musiała się cieszyć sporym powodzeniem. Stacja kolejowa Ratno-Wambierzyce stała się punktem docelowym wielu pielgrzymek. Linię kolejową rozebrano w 1987 roku. Pamiątką po niej są dwa pochodzące z 1903 r. wiadukty kolejowe o bardzo ciekawej architekturze.

Zwiedzanie krok po kroku

Będąc w Ratnie Dolnym, możecie mieć problem z dojazdem do ruin pałacu. Kiedy byłem tam pierwszy raz, zdecydowałem się już przedzierać przez gęste krzaki i piąć ku górze, bo wydawało mi się, że to jedyna droga. Okazało się, że można się tam dostać o wiele prościej. Charakterystycznym punktem Ratna Dolnego jest skrzyżowanie z drogą prowadzącą do Wambierzyc. Warto nią pojechać, bo dzięki temu zauważycie jeden ze wspomnianych przeze mnie wiaduktów kolejowych. Ale jeśli chcecie dostać się do ruin pałacu, odłóżcie ową podróż na później.

Tym razem, jadąc od strony Radkowa, będziecie mieli ruiny pałacu po lewej stronie. Zauważycie je łatwo, bo u stóp wzniesienia, na którym leżą, stoi stacja benzynowa. Bardzo specyficzny punkt. Chwilę potem ponownie zauważycie drogę odbijającą w stronę Wambierzyc. Musicie jednak jechać prosto, w kierunku na Ścinawkę Średnią. Tylko kawałeczek.

Jak skończą się gęste zarośla pałacowego wzniesienia, zauważycie odbijającą w lewo drogę (bardzo wątpliwej jakości - dlatego raczej ją odradzam, szczególnie tym, szanującym swoje auta), zaraz koło dwóch niezbyt urokliwych budynków mieszkalnych, rodem z PRL-owskiej rzeczywistości. Kiedy w nią skręcicie, poprowadzi Was prosto w stronę zabudowań gospodarczych i samego pałacu. Po lewej stronie zauważycie staw i mnóstwo roślinności. To wśród niej ukrywają się zrujnowane, barokowe tarasy dawnego pałacowego parku. Druga wskazówka. Im bardziej śmierdzi, tym bliżej jesteście celu. Mówiłem Wam, swojskie zapachy...

Na miejscu

Kiedy już dostaniecie się na górę, po prawej stronie zauważycie charakterystyczną, pochodzącą z XVIII w. barokową kapliczkę. Czasy jej świetności dawno już minęły. W środku jest pusta, choć widać ślady po dawnych elementach wyposażenia. Dokładnie na wprost wjazdu widać ogrodzony teren. To dawny cmentarzyk właścicieli pałacu, na którym znajdziecie niewiele nagrobków i rzeźbę Chrystusa. Cmentarz jest zamknięty na głucho, więc możecie go obejrzeć jedynie zza ogrodzenia.

Znamienite nazwiska

Waszą uwagę zapewne zwrócą dwa nagrobki: hr. Cosmy von Königsdorff (1827-1913) i Vally von Hauteville-Jacquemin, z domu hr. von Königsdorff (1822-1895). Kim były? Otóż Vally to zdrobniała forma imienia Valentine. Chodzi o hr. Valentine von Königsdorff,[2] która w 1848 r. poślubiła Hugo Heinricha Richarda von Hauteville-Jacquemin. Żona właściciela Ratna Dolnego, Elisabeth von Johnston und Krögeborn (z d. von Hauteville-Jacquemin) była ich córką. Wygląda na to, że po śmierci swojego ojca Elisabeth ściągnęła matkę do Ratna Dolnego, gdzie ta zakończyła swój żywot. Natomiast hr. Cosma von Königsdorff była siostrą hr. Valentine von Königsdorff, czyli ciotką Elisabeth. Widać też postanowiła zamieszkać w Ratnie Dolnym do końca swoich dni. Valentine i Cosma miały jeszcze brata, hr. Arthura Heinricha Wilhelma Antona Eduarda von Königsdorff (1824-1866), który w 1866 r. poślubił Rosę von Hauenschild. Hrabia Arthur zakończył życie 4 miesiące po ślubie. Niewykluczone, że poległ w bitwie pod Langensalza w Saksonii, toczonej między pruskim oddziałem wydzielonym a hanowerskim kontyngentem wojskowym, w wojnie prusko-austriackiej o hegemonię w Związku Niemieckim.


Zabytki w ruinie

Powróćmy do Ratna. Mówiąc najprościej, dwa ocalałe na rodowym cmentarzyku nagrobki należą do matki i ciotki właścicielki Ratna Dolnego. Po wielkości cmentarzyka można podejrzewać, że jest tam pochowanych o wiele więcej osób, ale niestety, ich nagrobki zniknęły. I również pamięć o nich. Smutne.

Większość zabudowań gospodarczych jest wykorzystana, choć ich stan techniczny pozostawia wiele do życzenia. Część uległa zawaleniu, i to dawno temu. Nie kręciłem się tam, bo ktoś z pracowników mógłby mieć o to pretensje. Słyszałem jedynie, że w biurach gospodarstwa hodowlanego można odnaleźć kilka elementów z wyposażenia pałacu. W oczy rzuca się potężny budynek gospodarczy, którego solidne ściany wykonano z kamienia. Dalej zauważymy XVII-wieczny domek ogrodnika ozdobiony renesansową attyką. Jego stan jest bardzo zły. No i sam pałac. Droga w stronę jego ruin prowadzi na lewo od cmentarza, wzdłuż zabudowań gospodarczych. Właściwie możecie pod niego podjechać samochodem.


Ciągle zachwyca

Pałac wygląda okropnie, choć ciągle robi niesamowite wrażenie. Wysoko ku górze wznosi się wielka wieża, kiedyś ozdobiona zegarem, po którym zostały marne resztki. Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy są kolumny zagradzające fragment dziedzińca. Część z nich nie tak dawno uległa zawaleniu. Na lewo zobaczycie wejście do pałacu, można wejść, choć to ryzykowna przechadzka. Korytarze są w opłakanym stanie. Trzeba bardzo uważnie patrzeć pod nogi, bo czyha tam sporo niespodzianek. Idąc dalej, ukaże się Wam zejście na niższy poziom. I tu prawdziwa nagroda za trudy poniesione podczas niebezpiecznego spaceru.


Przepiękny kamienny portal, który nie tak dawno musiał przejść solidną renowację, teraz leży zasypany gruzem z walących się ścian. Ale ciągle zachwyca. Nie wiem, co się z nim stanie. Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby przepadł. Co nie jest wykluczone. Zresztą, gdy spojrzycie w górę, na ściany pozbawione stropów, zauważycie inne portale. Może mniej okazałe, ale też ciekawe. Na pozostałych ścianach widać charakterystyczne malowanie. Podejrzewam, że pochodzi z późniejszego okresu, ale zachowało się dość dobrze. Ogólnie, pałac jest w stanie totalnej ruiny.

Opustoszałe budynki

Obok pałacu stoi budynek mieszkalny ozdobiony renesansową attyką. Na jego fasadzie znajduje się herb, który również możecie zauważyć na opisanym wcześniej portalu. Na herbie widnieją inicjały "W.v.J" - zapewne Woldemara von Johnston und Krögeborna. Budynek obecnie jest opustoszały. Można do niego wejść, choć to też niebezpieczne. Wewnątrz widać ślady przeróbki pomieszczeń na mieszkania, opuszczone chyba nie tak dawno temu. Połamane meble, sterty śmieci, porozbijane kafelki... smutny widok. Budynek posiada przepiękny, ozdobiony kolumnami taras, z którego kiedyś musiał się rozciągać wspaniały widok. Teraz niewiele widać, bo dzika roślinność zakrywa wszystko. Na pałacowe tarasy się nie dostałem, bo rośliny rosną tak gęsto, że wszystko przypomina dżunglę. Znalazłem jedynie ruiny jakiegoś budynku, którego ściany również ozdobione są renesansową attyką. Mogę jedynie podejrzewać, że był to element pałacowego ogrodu.

Wielka cisza

We wnętrzach pałacu panuje cisza. Niczym niezmącona, całkowita. Wznosząca się ku niebu dumna pałacowa wieża tonie w tej ciszy. Podejrzewam, że można z niej zauważyć jeden z najpiękniejszych elementów lokalnego krajobrazu, czyli skały na Szczelińcu. Zawsze budziły we mnie zachwyt. A cisza? No cóż, po prostu pałac umarł. Oglądacie jego resztki. Tylko tyle pozostało. Podejrzewam, że za niedługo nie będzie już czego oglądać. Chyba że ktoś zlituje się nad jego losem i zapragnie jego wskrzeszenia. Jak na razie nic na to nie wskazuje. Uszanujcie jego stan. Kawał historii odchodzi w niepamięć. W Ratnie Dolnym...


***

W poprzednim artykule pisałem Wam o związku rodu von Münchhausen z Ratnem Dolnym. Większość osób opisujących historię zamku pomija ten element jego historii. Co jest dla mnie niezrozumiałe. 7.06.1893 r. w pałacu w Ratnie Dolnym odbył się ślub. Margarete Therese Valentine Elisabeth Agnes von Johnston wyszła za mąż za barona Hilmara von Münchhausena z Szalejowa Dolnego. W tym czasie majątkiem w Ratnie Dolnym zarządzał jej ojciec, baron Max von Johnston und Krögeborn. Margaret w Szalejowie Dolnym urodziła Hilmarowi dwoje dzieci, syna Hilmara oraz córkę Elisabeth-Luise. Całkiem możliwe, że po śmierci Maxa von Johnston und Krögeborn (zm. 1918) majątkiem w Ratnie Dolnym zarządzał jego zięć, baron Hilmar von Münchhausen, bo Max nie miał męskiego potomka. Jednakże nie trwało to długo. W 1920 r. Margaret rozwiodła się z Hilmarem. 

On z dziećmi pozostał w Szalejowie Dolnym, a ona powróciła do Ratna Dolnego. Była jedyną spadkobierczynią swojego ojca. Zmarła w 1954 r. w Bremen, daleko od Ratna Dolnego. To świadczy o tym, że w pewnym momencie pozostawiła majątek komuś innemu. Prawdopodobnie swojej córce. Może również dziwić fakt, że ostatnią właścicielką pałacu w Ratnie Dolnym była Izabella von Blanckart. Kim była i skąd się wzięła? To również wątek wiążący historię tego pałacu z rodem von Münchhausenów. Otóż jedyna córka Margarete Therese von Johnston, czyli jej jedyna spadkobierczyni (mowa o ur. w 1895 r. w Szalejowie Dolnym baronowej Elisabeth-Luise von Münchhausen) była najpierw żoną dr. Waltera von Schapera (w 1929 r. wzięli rozwód), a od 1932 r. barona Josepha Franza Ferdinanda von Blanckarta. Iza von Blanckart to nikt inny, jak baronowa Elisabeth-Luise, z domu von Münchhausen. Widocznie powróciła do majątku swojej matki. Dlaczego? Tego nie wiem. 


Całkiem możliwe, że zrobiła to po śmierci swojego drugiego męża. Nie mieli dzieci. To właśnie ona została wysiedlona z Ratna Dolnego w 1946 r. Elisabeth-Luise zmarła w dniu 14.11.1978 r. w Effeld. Tak więc w pewnym sensie ród von Münchhausen zarządzał Ratnem Dolnym od 1918 do 1945 roku.

Dariusz Pietrucha

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne