Reklama

Reklama

Czeska rapsodia...

Szczegóły operacji "Neptun" oraz sam fakt jej przeprowadzenia miały pozostać na zawsze utajnione. Prawda jednak wyszła na jaw o wiele szybciej, niż zakładano. Nie miało to już wówczas specjalnego znaczenia, gdyż efekt akcji przeszedł najśmielsze oczekiwania jej inicjatorów.

W 1959 roku ekipa finansowana przez zachodnioniemiecki tygodnik "Stern" odnalazła w austriackim jeziorze Toplitz skrzynie zawierające fałszywe funty sfabrykowane przez Niemców w ramach operacji "Bernhardt" (czyt. "Odkrywca" nr 3/2010). Przez kilka kolejnych lat podejmowane były mniej lub bardziej oficjalne próby eksploracji tego jeziora, jednak bez spektakularnych już efektów. Gdy jesienią 1963 roku podczas jednej z nich zginął nurek, rząd austriacki wprowadził czasowy zakaz prowadzenia tam poszukiwań.

Reklama

Głównym powodem były względy bezpieczeństwa, jednak przy okazji pojawiły się również inne teorie, notabene w tym temacie jest ich więcej niż wody w samym jeziorze. Władze Austrii miały obawiać się odnalezienia tajnych dokumentów hitlerowskich, które mogłyby zdradzić brunatną przeszłość wielu jej obywateli, a także ujawnić tożsamość byłych nazistów, z którymi zachodnioniemieccy, jak i tamtejsi politycy, nadal utrzymywali bliskie kontakty... Jakiekolwiek scenariusze wówczas by powstały, łącznie z filmowymi, Toplitz nigdy później swojej tajemnicy nie ujawniło. Jednak w 1964 roku dokumenty, których tak bardzo mieli obawiać się Austriaccy i zachodnioniemieccy politycy, zostały odnalezione w jednym z... czechosłowackich jezior.

Przedawnienie zbrodni

Do dzisiaj żyjemy w poczuciu, że zbrodnie dokonane przez Niemców podczas II wojny światowej nie zostały należycie rozliczone, a ich sprawcy w większości uniknęli kary. Choć w 1964 roku od zakończenia II wojny światowej minęło dopiero 20 lat, wrażenie to wówczas zostało spotęgowane niepokojącymi wypowiedziami zachodnioniemieckich polityków. Dotyczyły one stanowiska tamtejszego Ministerstwa Sprawiedliwości w kwestii ratyfikacji przez Bundestag terminu przedawnienia ścigania zbrodni nazistowskich, który miał, zgodnie z obowiązującym w RFN kodeksem karnym, minąć 9 maja 1965 roku. Zaledwie po 10 latach od czasu, gdy mocarstwa okupacyjne przekazały w całości kompetencje sądom RFN i jedynie po 7-letniej działalności Centrali Badań Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu.

W Polsce i na świecie decyzja ta wywołała konsternację i oburzenie, tym bardziej, że w świetle prawa międzynarodowego nie miała żadnego uzasadnienia. Rozpoczęła się więc ogólnoświatowa kampania medialna i polityczna na rzecz niedopuszczenia do takiej sytuacji. Jednym z jej przejawów były poszukiwania dowodów zbrodni hitlerowskich w postaci nieujawnionych do tej pory materiałów archiwalnych, mogących świadczyć przeciwko pozostającym nie tylko na wolności przestępcom, ale przede wszystkim pełniącym nadal, niejednokrotnie wysokie stanowiska w RFN i Austrii byłym urzędnikom nazistowskim. W akcję zaangażowali się dziennikarze śledczy tropiąc byłych nazistów, wspomagani przez instytucje państwowe, a nawet służby specjalne.

W bloku państw socjalistycznych działania tego typu miały dodatkowo wymiar polityczny, którego celem było zdyskredytowanie wrogich ideologicznie rządów krajów zachodnich jako popleczników dawnych hitlerowców. Całość okraszona była fascynującą do dzisiaj otoczką nazistowskich tajemnic, zrabowanych i ukrytych skarbów, gigantycznych budowli, awangardowych projektów, tajnych operacji wywiadowczych i zaawansowanych technologii jakie hitlerowcy mieli opracować podczas wojny. To wszystko sprawiało, że tematy dotyczące tych kwestii nie schodziły z pierwszych stron gazet. Pobudzały nie tylko wyobraźnię czytelników, przede wszystkim skupiały ich uwagę na istotnym problemie, jakim była sprawa przedawnienia ścigania zbrodni hitlerowskich...

Zanim przejdziemy do omówienia problemu w naszym kraju, warto przyjrzeć się najbardziej spektakularnej akcji tego okresu. Została przeprowadzona w Czechosłowacji, niemniej, jak się wkrótce przekonamy, wywarła istotny wpływ na podobne działania jakie w tym samym czasie organizowane były w Polsce.

Diabelskie jeziora

Szumawy (Šumava), to obecnie górzyste pogranicze Czech, Austrii i niemieckiej Bawarii. W czasach zimnej wojny niedostępna dla turystów strefa graniczna oddzielająca żelazną kurtyną Czechosłowację od pobliskiej Austrii i Niemiec Zachodnich. Na krajobraz składają się tam bezkresne, jedne z największych w Europie Środkowej, lasy i surowe góry poprzecinane polodowcowymi jeziorami. Dwa z nich są szczególnie mroczne, o czym świadczą nie tylko ich nazwy. W Czarcim (Čertovo) wg legendy miał utopić się sam diabeł, zaś w oddalonym o 2,5 kilometra Czarnym (Černe) - diabły spod znaku swastyki zatopić tajne archiwum nazistów.

Telewizja na tropie legendy

Na początku 1964 roku redakcja popularnego telewizyjnego programu dla młodzieży czechosłowackiej "Ciekawska kamera", poszukiwała tematu na kolejny odcinek. Jindřich Bernard, jeden z producentów, przypomniał sobie wówczas historię, o której czytał w jednym z magazynów ilustrowanych. Dotyczyła licznych opowieści, jakie krążyły na temat Czarciego Jeziora w Szumawach, i niezwykłych, konserwujących właściwościach tamtejszych wód, dzięki czemu zalegające na dnie przedmioty zachowują się praktycznie w nienaruszonym stanie. Jak się można domyślić, tego typu sensacjom towarzyszyły również i legendy. Mówiono o skarbach napoleońskich żołnierzy, zalegającej w głębinach złotej karocy, czy nazistowskich skrzyniach zatopionych tam pod koniec II wojny światowej. Wprost idealny scenariusz telewizyjnego programu z przygodą, tajemnicami i skarbami w tle. Nic dziwnego więc, że wkrótce ekipa "Ciekawskiej kamery" przystąpiła do przygotowań. A gdy okazało się, że także pobliskie, oddalone o 2,5 km Jezioro Czarne kryje równie wiele tajemnic, a może nawet i więcej, nie szczędzono środków i sił.

Postanowiono wykorzystać najnowszy nabytek czechosłowackiej telewizji, jakim były kamery umożliwiające wykonywanie zdjęć podwodnych. Nawiązano współpracę z sekcją płetwonurków Svazarmu (odpowiednik polskiej Ligi Obrony Kraju), a następnie przystąpiono do rozmów na temat pozwoleń na filmowanie w newralgicznej strefie przygranicznej. Czechosłowackie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, z którym uzgodnione zostały wszelkie formalności, nie zgłosiło sprzeciwu, wręcz przeciwnie, zaoferowało wszelką pomoc przy realizacji programu. Pierwsze sondażowe nurkowanie mogło odbyć się już pod koniec kwietnia 1964 roku, jednak ze względu na zaplanowane w kolejnym miesiącu manewry wojskowe w Szumawach, właściwą akcję przeniesiono do czasu ich zakończenia. W rezultacie eksploracja jeziora i pierwsze zdjęcia do programu rozpoczęły się 20 czerwca 1964 roku.

Dowiedz się więcej na temat: historia | Czechy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy