Reklama

Reklama

"Alosza" - partyzant, który ocalił Kraków...

9 maja 2007 r. prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin nadał płk. Aleksiejowi Botianowi tytuł bohatera Federacji Rosyjskiej za "męstwo i heroizm" podczas operacji wyzwolenia Krakowa w styczniu 1945 r. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Botian, wysoki oficer NKWD, rzeczywiście miał coś wspólnego z walkami o Kraków.

Aleksiej Mikołajewicz Botian, a właściwie Aleksander Bocian, urodził się 10.II.1917 r. we wsi Czertowica na Wileńszczyźnie. Po nauce w szkole powszechnej trafił do Wojska Polskiego, gdzie dosłużył się stopnia podoficera artylerii przeciwlotniczej (1). We wrześniu 1939 r. brał udział w walkach z Niemcami, następnie przebijał się wraz ze swoja jednostką w kierunku Rumunii. W rejonie Lwowa dostał się do niewoli sowieckiej, z której jednak, jak sam wspomina, uciekł. Wrócił wówczas w rodzinne strony, przyjął obywatelstwo radzieckie i został nauczycielem. Jednocześnie zaangażował się w białoruski Komsomoł, z którego inicjatywy wiosną 1941 r. wyjechał na szkolenie przyszłych pracowników NKWD do Moskwy. Tam trafił do osławionego obozu sowieckich służb specjalnych, przygotowującego dywersantów do walki na tyłach wroga. Został też wcielony do Samodzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych Specjalnego Przeznaczenia NKWD (OMSBON NKWD), w której poza obywatelami ZSRR służyli również obcokrajowcy skierowani tam przez Komintern (2). Obecnie przypuszcza się, że w tej samej jednostce szkolenie przechodzili także polscy komuniści - członkowie I i II grupy inicjatywnej PPR (3).

Reklama

Już w 1941 r. Botian brał udział w walkach w okolicach Moskwy, następnie był przerzucany na tereny Białorusi i Ukrainy. W 1943 r. służył w oddziale mjr. Wiktora Karasiowa, przekształconym w późniejszym okresie w Zgrupowanie Partyzanckie im. Aleksandra Newskiego. Podczas pobytu tej grupy na Lubelszczyźnie, lejtnant "Alosza", bo taki pseudonim przyjął Botian, otrzymał rozkaz przejścia z małym oddziałem partyzantów na teren Beskidu Sądeckiego (4). Planowano bowiem przerzucenie całego zgrupowania Karasiowa w rejon Podhala, a oddział Aleksieja Botiana sprawdzić miał czy istnieją dogodne ku temu warunki. Z początkiem maja 1944 r. "Alosza" wyruszył na czele 27 ludzi w kierunku Nowego Sącza i góry Radziejowej. Po drodze, z 16 na 17 maja 1944 r., wziął udział w akcji opanowania przez oddziały Armii Ludowej miasta Iłży (5). Stamtąd pomaszerował dalej na południe i w połowie czerwca osiągnął Beskid Sądecki. Na miejscu okazało się, że pomysł przerzucenia w ten rejon Polski zgrupowania im. A. Newskiego jest już nieaktualny, gdyż Sztab Partyzancki postanowił oddział ten wykorzystać w walkach na terenie Słowacji. W Beskidzie Sądeckim, Gorcach i na Podhalu istniały jednak możliwości stworzenia nowego zgrupowania partyzanckiego na bazie grupy Botiana oraz innych przybyłych na te tereny sowieckich grup rajdowych. Na dowódcę Zgrupowania wyznaczono doświadczonego partyzanta, mjr. Iwana Zołotara "Artura" - specjalnie w tym celu zrzuconego w rejon Turbacza 29.IX.1944 r (6).

"Za ile sprzedałeś się Sowietom?"

Już na Kielecczyźnie kontakty oddziału "Aloszy" z polskimi partyzantami Armii Krajowej nie układały się najlepiej. 21.V.1944 r. grupa rajdowa spotkała się koło wsi Górki z oddziałem AK "Wybranieckich", dowodzonym przez por. Mariana Sołtysiaka "Barabasza" (7). W trakcie rozmowy doszło do dość ostrej wymiany zdań: "'Barabasz' słysząc poprawną polszczyznę z ust Batiana, zapytał 'jesteście Polakiem?', 'nie, jestem Białorusinem' - odpowiedział Batian. 'Nieprawda, jesteś Polakiem, za ile sprzedałeś się Sowietom?' (8). Następnie wywiązała się dyskusja, w której "Alosza" próbował przekonać "Barabasza" do tego, że na terenie ZSRR powstaje właśnie polskie wojsko, a w kraju działa Krajowa Rada Narodowa, która reprezentuje interesy wszystkich Polaków. W odpowiedzi usłyszał: "U nas jest tylko jedna armia - Armia Krajowa, innych nie uznaję. (...) u nas jest tylko jeden rząd londyński z Mikołajczykiem na czele (9). Na tym rozmowy w zasadzie się skończyły i oddział "Aloszy" musiał opuścić ten rejon.

Podobna sytuacja miała miejsce 14.VI.1944 r., kiedy Botian spotkał się po raz pierwszy z por. Krystynem Więckowskim "Zawiszą", dowódcą oddziału partyzanckiego AK "Wilk". Warto zacytować w tym miejscu obszerniejszy fragment ze wspomnień Zołotara, dotyczący stanowiska, jakie "Zawisza" zajął wobec "Aloszy": "W odróżnieniu od porucznika 'Barabasza', 'Zawisza' bardziej panował nad sobą, nie używał obelżywych słów, nie unosił się, rozmawiał oschle, oskarżając 'prawdziwego Polaka' o zdradę i przejście na stronę Sowietów w ciężkim dla Ojczyzny czasie. Wytykał to, iż po powrocie ze Związku Radzieckiego nie zgłosił się do szeregów AK, jedynej armii narodu polskiego, a gdy Aleksiej z uśmiechem nadmienił, że nie jest Polakiem, lecz Białorusinem, 'Zawisza' przeprosił go i zmienił temat (10). Wątpić należy w to, że Więckowski rzeczywiście przyjął do wiadomości białoruską narodowość Botiana. Jest to tym bardziej nieprawdopodobne, że zaraz po tym zdarzeniu "Alosza" postanowił odsunąć się w cień i do rozmów z polskimi partyzantami oddelegował swojego szefa sztabu - lejtn. Piotra Jarosławcewa "Petra". On sam występował wówczas jako zastępca dowódcy oddziału (11).

Połączenie się partyzantów Botiana ze zrzuconą w Gorce grupą mjr. Zołotara rozpoczęło kolejny etap w jego wojskowej działalności. W nowopowstałym zgrupowaniu "Alosza" otrzymał funkcję zastępcy dowódcy ds. liniowych. Jako doświadczony partyzant zajmował się szkoleniem dywersyjnym, dowodził także akcjami przeciwko posterunkom niemieckim (m.in. w Czarnej Wodzie i Piwnicznej). Jednocześnie, jako osoba doskonale władająca językiem polskim, mógł swobodnie pozyskiwać gorzej zorientowanych politycznie miejscowych górali, do współpracy z Sowietami i dostarczania im żywności.

"Ocalenie" Nowego Sącza i... Krakowa

Na przełomie 1944 i 1945 r. Zgrupowanie Partyzanckie mjr. Zołotara oraz towarzyszące mu od października 1944 r. oddziały wywiadowcze Armii Czerwonej, kpt. Ludmiły Gordijenko "Tani" i mjr. Afanasija Gładilina "Griszy", opuściły Gorce i przeniosły się na drugą stronę Dunajca do wsi Obidza w Beskidzie Sądeckim (12). Wymuszony potrzebą chwili manewr ograniczył mobilność zgrupowania, gdyż zaraz po przybyciu w rejon Obidzy, drogę powrotu w Gorce odcięły Sowietom frontowe oddziały Wehrmachtu, wycofujące się szosą biegnącą wzdłuż Dunajca. Było to o tyle istotne, że dotąd partyzanci Zołotara poza zwykłymi akcjami dywersyjnymi wymierzonymi w niemieckiego okupanta, prowadzili także rozpoznanie polskiego podziemia na tym terenie - a szczególnie działającego w Gorcach 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK. Jak zapisał w swojej relacji dowódca Inspektoratu Nowosądeckiego AK, mjr. Adam Stabrawa "Borowy": "(...) przed wkroczeniem armii sowieckiej Zołotarew (powinno być Zołotar - przyp. D.G.) wycofał wszystkie swe oddziały na prawy brzeg Dunajca, co nas właściwie uratowało, gdyż w wypadku wkroczenia armii sowieckiej nie bylibyśmy absolutnie w stanie obronić się przed zlikwidowaniem w wypadku nie zgłoszenia współpracy z armią sowiecką. Tak się złożyło, że Niemcy utrzymywali się o 3 dni dłużej w rej. Tylmanowej odgradzając w ten sposób oddziały Zołot., znajdujące się za Dunajcem, od nas. (...) Wykorzystałem to i w ciągu 20 i 21.I.1945 r. po przechowaniu całego uzbrojenia rozwiązałem oddziały leśne, tak że Zołot. po przybyciu później w nasz rejon nie zastał już nikogo, co doprowadziło go do wściekłości, zresztą bezsilnej" (13). Zaznaczyć należy, że m.in. dzięki inicjatywom Aleksieja Botiana zgrupowanie sowieckie dysponowało w miarę szczegółową dyslokacją poszczególnych batalionów i kompanii 1. psp AK, przez co w łatwy sposób mogło te pododdziały zlikwidować. Na szczęście dla Polaków nie udało się tego zrealizować (14).

W związku z tym, że zmienił się częściowo rejon działalności Sowietów, zmieniły się najprawdopodobniej także wytyczne, jakie otrzymywali z Moskwy i z dowództwa 1. oraz 4. Frontu Ukraińskiego partyzanci Zołotara. Nastawiono się wówczas głównie na nękanie wycofujących się jednostek niemieckich, ostrzeliwanie kolumn zaopatrzeniowych oraz zdobywanie informacji o fortyfikacjach, które miały zatrzymać Armię Czerwoną na linii Dunajec-Poprad. W ten sposób na początku stycznia 1945 r. wpadły w ręce sztabu zgrupowania informacje o tym, że na Zamku Królewskim w Nowym Sączu zmagazynowane są materiały wybuchowe, amunicja i "pięści pancerne". Według jednych relacji dane te dostarczyli Sowietom partyzanci z 9. kompanii 1 psp AK, dowodzonej przez por. Juliana Zubka "Tatara", według innej żołnierze placówki BCh "Zyndram" z Łącka. Wtedy też zdecydowano się na wysadzenie składów, używając do tego trójki Polaków: Tadeusza Dymela, Edwarda Skurnóga i Witolda Młyńca (15). Tak po latach wspominał to wydarzenie Zołotar: "Przy pomocy łączników z Nowego Sącza Dymal (powinno być Dymel - przyp. D.G.) skontaktował się z robotnikami zatrudnionymi w kuchni na terenie zamku, siedemnastoletnim Edwardem Skórnogą i furmanem dowożącym na zamek prowiant - osiemnastoletnim Witkiem Młynkiem (powinno być Młyńcem - przyp. D.G.). Upewniwszy się, że obydwaj chłopcy gotowi są do współdziałania z partyzantami, Dymal zabrał ich za miasto na spotkanie z Piczem. Tu dopiero nastąpiła rozmowa, z której chłopcy dowiedzieli się o planowanej akcji. Nie bacząc na wszelkie ryzyko, bez wahania zgodzili się wykonać akcję wysadzenia zamku. Kostia Picz szczegółowo zapoznał ich z działaniem min magnetycznych i sposobem ich ustawiania. Następnego dnia rano Młynek jechał na zamek, jak zwykle wioząc furę załadowaną prowiantem. Miny ukryte były w sianie przywalonym z wierzchu skrzynkami z oranżadą. Wartownik przepuścił furę bez przeszkód, robił to zresztą codziennie. Miny znalazły się na terenie zamku. Teraz nadeszła pora działania Skórnogi. Pokonując wszystkie niebezpieczeństwa i trudności, ten bohaterski młodzieniec przedostał się do składu z materiałami wybuchowymi i niedostrzeżony przez nikogo ustawił miny, po czym wraz z Młynkiem opuścił zamek" (16).

18.I.1945 r. wybudowany w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego Zamek Królewski w Nowym Sączu wyleciał w powietrze. Podczas detonacji zginęli przebywający wówczas na zamku i w jego pobliżu Niemcy, a także przypadkowi cywile. Dwa dni później, 20 stycznia, do miasta wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Już po wojnie fakt wysadzenia Zamku Królewskiego usprawiedliwiano przede wszystkim tym, że przy pomocy zgromadzonych w nim materiałów wybuchowych, Niemcy zamierzali zaminować Nowy Sącz oraz zaporę wodną w pobliskim Rożnowie. Partyzanci Zołotara kierować się mieli troską o polskich mieszkańców miasta, a także o walczące o jego "wyzwolenie" oddziały Armii Czerwonej. Obecny stan wiedzy na temat działalności zgrupowania oraz przesłanek, którymi kierowało się jego dowództwo, stawia w wątpliwość ten sposób patrzenia na wydarzenia z 18.I.1945 r. Przede wszystkim w momencie podjęcia decyzji o wysadzeniu Zamku, wojska niemieckie były bardzo silnie naciskane przez frontowe oddziały sowieckie i zajmowały się pospieszną ewakuacją na lewy brzeg Dunajca, gdzie przygotowywana była od jesieni 1944 r. linia obrony. Ponadto nie poczyniono żadnych kroków, które wskazywałyby na chęć zaminowania Nowego Sącza lub też wykorzystania materiałów wybuchowych do wysadzenia zapory w Rożnowie. Co więcej, z przechwyconych przez partyzantów sowieckich meldunków wynikało, że w zgromadzone na Zamku "pięści pancerne" mają być zaopatrzone wycofujące się oddziały żandarmerii niemieckiej (17). Stąd wniosek, że Niemcy składowali tam przede wszystkim bieżące środki walki, a nie ładunki minerskie, które posłużyć by mogły do planowego zniszczenia Nowego Sącza. Założyć więc należy, że potraktowano liczący kilka wieków zabytek jak zwykły magazyn wojskowy i nie bacząc na konsekwencje wysadzono go w powietrze, wykorzystując chwilę, kiedy w mieście panowało zamieszanie związane z ewakuacją niemieckiej infrastruktury i wojska. Co gorsza, wykonano to rękoma samych Polaków w osobach Dymela, Skurnóga i Młyńca.

Wszystko przemawia za tym, że wysadzenie Zamku nie uratowało Nowego Sącza i nie przyspieszyło jego zajęcia przez Armię Czerwoną. Czy jednak umożliwiło w jakiś sposób ocalenie Krakowa, tak jak sugerują to Rosjanie oraz sam Aleksiej Botian? Absolutnie nie. Jak już wcześniej napisano, Nowy Sącz zajęto 20.I.1945 r., siłami 38. Armii gen. Moskalenki, wchodzącej w skład 4. Frontu Ukraińskiego. Do Krakowa natomiast pierwsze oddziały Armii Czerwonej wkroczyły 18 stycznia, a więc w ten sam dzień, kiedy wysadzony został Zamek Królewski! Co ważniejsze, dokonały tego związki taktyczne 1. Frontu Ukraińskiego, które uderzyły na Kraków od północy. Oczywiste jest więc, że wybuch na Zamku, a nawet "wyzwolenie" Nowego Sącza, w żaden sposób nie wpłynęły na ten fakt, nie mogły też być, jak piszą rosyjscy kombatanci, wydarzeniami decydującymi o uratowaniu Krakowa.

Bohater Federacji Rosyjskiej

Na sam koniec warto zastanowić się nad tym, jaka była rola w powyższych wydarzeniach Aleksieja Botiana. Z dostępnych źródeł wydaje się, że niewielka. W swoich relacjach Zołotar nie wspomina, żeby to "Alosza" był odpowiedzialny za akcję na Zamku Królewskim lub też brał udział w jej przygotowaniu. Dowódca zgrupowania wyraźnie zaznacza, że samodzielnie podjął tę decyzję, a w jej realizacji trójce Polaków pomagali m.in. zastępca Zołotara do spraw wywiadu - ppłk Piotr Pierminow oraz dowódca jednego z pododdziałów Konstantin Picz (18). Sam "Alosza" 18.I.1945 r. brał udział w akcji partyzanckiej w zupełnie innym miejscu. Jak zapisał Zołotar: "18.I.1945 r. mój zastępca dla spraw liniowych, lejtnant Alosza Botian z grupą zwiadowców urządził koło Piwnicznej zasadzkę na niemiecki oddział idący po szosie prowadzącej z Nowego Sącza w kierunku granicy czechosłowackiej. Zabito 15 i wzięto do niewoli 35 żołnierzy hitlerowskich" (19). Tak więc wysadzenie Zamku Królewskiego nie było dziełem Botiana.

Zadać można sobie w tym miejscu pytanie, jakie inne zasługi lejtnanta "Aloszy" mogły wpłynąć na fakt przyznania mu tytułu Bohatera Rosji. Cenną wskazówką są dalsze losy Botiana. Należy pamiętać, że po zakończeniu działań wojennych część funkcjonariuszy NKWD z dawnego zgrupowania Zołotara pozostała na terenie Gorców i Podhala, by rozpracowywać polskie podziemie. Jednym z nich był również Aleksiej Botian. Pisał o tym mjr. Adam Stabrawa: "Zołot. wraz ze swym sztabem i najlepszymi ludźmi pozostał na terenie Inspektoratu celem zwalczania byłego AK. Do najbardziej niebezpiecznych należał st. lejtnant 'Alosza' - Polak z pochodzenia, ideowy komunista, członek NKWD. 'Alosza' został przez naszych ludzi zlikwidowany w IV lub V.1945 r., gdyż za bardzo zaczął dawać się we znaki" (20). Informacja o śmierci "Aloszy" okazała się być jednak przedwczesna. W zamachu, który miał miejsce najprawdopodobniej 2.V.1945 r., zginęła obstawa Botiana. On sam zdołał jednak zbiec (21). W późniejszym czasie działać miał z ramienia NKWD na terenie Czechosłowacji i uczestniczyć w "zimnowojennych" akcjach wywiadowczych w całej Europie. Dopiero w 1983 r. odszedł na emeryturę, będąc wówczas w stopniu pułkownika. Nie przeszkodziło to mu jednak do 1989 r. pełnić funkcji specjalnego doradcy KGB (22).

Przypuszczalnie właśnie ta działalność dla organów NKWD i KGB, skłoniła Kreml do odznaczenia "Aloszy" Botiana Gwiazdą Bohatera Federacji Rosyjskiej. Chwytliwa fraza o "uratowaniu Krakowa" w świetle innych zasług tego człowieka dla służb specjalnych ZSRR wydaje się być marginalna i mało znacząca. Tym bardziej, że jak wynika z przytoczonych faktów, jest ona całkowicie niezgodna z prawdą.

Zdjęcia: arch. Autora, internet

Przypisy:

1 Był najprawdopodobniej żołnierzem 83. Samodzielnej Baterii Motorowej Artylerii Przeciwlotniczej, wchodzącej w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii. Wskazują na to opisy jego szlaku bojowego, uzbrojenia (szwedzkie armaty) oraz to, że na jego umundurowanie składał się m.in. czarny beret, a nie rogatywka czy furażerka.

2 Jewdokimow P., "Wielikij Sołdat Rodiny"

3 Gontarczyk P. "Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy 1941-1944", Warszawa 2006, s. 81-82

4 Paczyńska I. "O latach wspólnej walki. Obywatele radzieccy w ruchu partyzanckim na ziemi kieleckiej i krakowskiej 1941-1945", Warszawa 1978, s. 170-171

5 Ibidem. Wg opinii historyka Piotra Gontarczyka opanowanie Iłży nie było tak naprawdę żadnym sukcesem militarnym: "Komuniści w ogóle nie zaatakowali Niemców, zadowalając się kilkugodzinnym plądrowaniem sklepów i mieszkań obywateli" (P. Gontarczyk, op.cit., s. 345).

6 Więcej na temat powstania i działalności Zgrupowania Partyzanckiego Zołotara w: Zołotar I. "Przyjaźń wojennych lat", Warszawa 1974

7 Por. Marian Sołtysiak "Barabasz" był w późniejszym okresie dowódcą 1. kompanii I batalionu Pułku Piechoty Legionów AK, z którym to oddziałem dokonał w sierpniu 1944 r. nieudanej próby przedarcia się z Kielecczyzny na pomoc walczącej Warszawie. Po wojnie był poszukiwany przez UB. W 1949 r. został aresztowany i skazany na karę 7 lat więzienia.

8 Budarkiewicz W. "Wspomnienia partyzanta podhalańskiego", Nowy Targ 1986 (maszynopis), s. 259-260. W swoim opracowaniu Budarkiewicz obszernie cytuje fragmenty z rosyjskiego wydania książki Zołotara ("Druzja poznajutsia w biedie", Moskwa 1973), która to książka w znacznym stopniu różni się od wydania polskiego ("Przyjaźń wojennych lat"). Wiele, z punktu widzenia polskiego czytelnika, niewygodnych fragmentów w polskojęzycznym wydaniu książki zostało celowo opuszczonych lub zmienionych.

9 Ibidem, s. 260

10 Ibidem, s. 261

11 Ibidem, s. 263

12 Nastąpiło to po niemieckiej obławie na obóz zgrupowania, który mieścił się wówczas w przysiółku Zasadne nad Kamienicą. Zgrupowanie liczyło wówczas ponad 400 doskonale uzbrojonych partyzantów, często zaopatrywanych przez zrzuty ze startujących zza linii frontu "kukuruźników".

13 "Inspektorat nowosądecki AK. Relacja mjr. Adama Stabrawy z 15.V.1946 r." [w:] "Wojskowy Przegląd Historyczny" nr 1/1996, s. 136.

14 Zmuszono jednak do ujawnienia się w styczniu 1945 r., kwaterującą w pobliżu Zgrupowania Zołotara 9. kompanię 1 psp AK por. Juliana Zubka "Tatara", którego następnie aresztowało w Nowym Sączu NKWD.

15 Interesujące jest to, że z polskiego wydania wspomnień Zołotara usunięto nazwiska Tadeusza Dymela oraz Edwarda Skurnóga, którzy wymienieni są we wcześniej publikowanych fragmentach jego relacji. Wiąże się to zapewne z faktem, że te postacie związały się w 1947 r. z polskim podziemiem niepodległościowym. Tadeusz Dymel "Srebrny" został dowódcą oddziału partyzanckiego "Wiarusy" i zginął w X.1948 r. z rąk UB. Edward Skurnóg "Szatan" zastrzelony został w VII.1949 r., na dziedzińcu WUBP w Krakowie.

16 "Byli z nami. O działalności radzieckich partyzantów na ziemiach polskich", Warszawa 1966, s. 437-438.

17 Zołotar I. "Przyjaźń wojennych lat", Warszawa 1974, s. 398-399

18 Budarkiewicz W., op. cit., s. 257; "Byli z nami?", s. 437-438

19 "Byli z nami?", s. 439

20 "Inspektorat nowosądecki?", s. 136

21 Korkuć M. "Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944-1947)", Kraków 2002, s. 253-254; przypuszczalnie zamachu dokonali ludzie z poakowskich grup Stanisława Piszczka "Okrzei" lub Stanisława Frączka "Zatora".

22 Stepanow G. "Spasjenje Krakowa - samoje ważnoje szto ja zdjełał w żizni" (www.peoples.ru/military/colonel/aleksey_botyan/).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy