Reklama

Reklama

Sędzia Igor Tuleya dla "Gazety Wyborczej": Nie zaszczują nas

"Może wtedy (jeśli zostanę skazany - red.) moja sprawa będzie krzykiem rozpaczy, który usłyszy Europa. Dziś reakcje Unii Europejskiej na naruszanie praworządności w Polsce są niezdecydowane. Jesteśmy traktowani jak peryferia" - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą sędzia Igor Tuleya.

Przypomnijmy - w czwartek 27 lutego rzeczniczka Prokuratury Krajowej poinformowała, że PK zwróciła się do sądu dyscyplinarnego o zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego Igora Tulei. Jak wskazano, powodem wniosku "jest ujawnienie informacji z postępowania przygotowawczego oraz danych i zeznań świadka, które naraziły bieg śledztwa". Prokuratura chce postawić Tueli zarzut karny przekroczenia uprawnień z powodu dopuszczenia do udziału mediów w posiedzeniu dotyczącym obrad Sejmu w Sali Kolumnowej w 2016 roku. Wniosek ma zostać rozpatrzony przez Izbę Dyscyplinarną SN 20 marca br.

Reklama

"Od początku wszyscy sędziowie, którzy zaangażowali się w walkę o praworządność, mieli świadomość tego, że przyjdzie nam kiedyś za to zapłacić. (...) Dziś represje dotyczą już kilkudziesięciu sędziów - i ci sędziowie się nie uginają" - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" sędzia Igor Tuleya. Jak wyjaśnia, jego immunitet może 20 marca zostać uchylony, następnie prokuratorzy mogą postawić mu zarzuty, a Izba Dyscyplinarna odsunąć od orzekania.

Przed Izbą Dyscyplinarną SN sędzia Tuleya nie ma zamiaru się jednak pojawić. Dlaczego?

"Według TSUE i uchwały Sądu Najwyższego Izba Dyscyplinarna nie jest sądem, a osoby, które tam zasiadają, nie są sędziami. A 20 marca mam ważniejsze sprawy" - zaznacza. I dodaje: "Mój udział nie jest obowiązkowy, a i tak mogą znieść mi immunitet, zawiesić w orzekaniu, obciąć zarobki". Kary finansowej, jak zapowiedział, nie zapłaci.

O zarzutach sędzia wypowiada się jednoznacznie: "absurdalne". "Prowadząca postępowanie przygotowawcze prokurator Magdalena Kołodziej nie oponowała przeciwko jawności posiedzenia. Wynika to z protokołu. Miałem prawo wpuścić media, poza tym partia rządząca tyle mówi o transparentności" - podkreślił, odnosząc się do posiedzenia dotyczącego obrad Sejmu w Sali Kolumnowej w 2016 roku. Jak przyznaje, za czyny, które chce mu zarzucić prokuratura, grozi do trzech lat więzienia.

Na pytanie, czy zostanie skazany, odpowiada: "Może wtedy moja sprawa będzie krzykiem rozpaczy, który usłyszy Europa. Dziś reakcje Unii Europejskiej na naruszanie praworządności w Polsce są niezdecydowane. Jesteśmy traktowani jak peryferia".

W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" warszawski sędzia zapowiada opublikowanie w sobotę 29 lutego "solidnego raportu pokazującego, co się wydarzyło w ostatnim czasie w kraju, szykanowanie sędziów, prokuratorów". "Jeśli świat nas nie usłyszy, to milczenie Europy będzie jeszcze bardziej wstrząsające niż to, co spotkało nas do tej pory" - uważa.

Więcej w "Gazecie Wyborczej".

Reklama

Reklama

Reklama